redakcja@prawicapolska.pl http://www.prawicapolska.pl

Poleć stronę znajomym

Ustaw stronę Prawicy Polskiej jako startową

Dodaj do ulubionych

496216

NUMER BIEŻĄCY

STRONA GŁÓWNA

AKTUALNOŚCI

NUMERY ARCHIWALNE

KONTAKTY

LISTY

Andrzej Denis

ZAPISZ SIĘ NA LISTĘ DYSKUSYJNĄ PRAWICA POLSKA
nazwisko
imię
e-mail

Czy grozi nam recydywa III Rzeczpospolitej?

Przypomnijmy, III RP to jedynie, nieudolnie reformowana od środka, Polska Rzeczpospolita Ludowa. Rodziła się przecież w wyniku koncesjonowanych, zupełnie niedemokratycznych wyborów. Powstały w ten sposób twór państwowy nie miał nic wspólnego z ideałami niepodległościowymi kilku pokoleń Polaków pragnących przywrócenia II RP. Umożliwił za to uwłaszczenie nomenklatury komunistycznej, przywrócił również realny wpływ na władzę: renegatom, agentom i postkomunistom przefarbowanym w socjaldemokrację.

Obserwując dzisiejszą retorykę sporu politycznego, nie sposób pochylić się nad rozszerzającą się plagą amnezji w głowach spadkobierców – tych, którzy przez 45 lat odpowiedzialni byli za zniewalanie narodu polskiego. To przecież nie kto inny jak młody i gniewny Olejniczak ma czelność dzisiaj powoływać się na ideały „Sierpnia”. Wałęsa, Mazowiecki i Geremek pouczają i obrażają tych, którzy starają się zerwać z tradycją lokajstwa, obłudy i służalczości. Pouczają przywracych suwerenność i poszanowanie prawa w Polsce. Widocznie, oni również zakładają, że amnezja historyczna zatacza coraz szersze kręgi...
Post-PRL
Czy Polska wybiła się na niepodległość po czerwcowych wyborach 1989 roku? Czy państwo działające w oparciu o konstytucję pisaną pod dyktando okupanta, w którym 60 proc miejsc w Sejmie było z nadania komuny, a nie z wyboru, w którym prezydentem zostaje agent radziecki - odpowiedzialny za śmierć wielu swoich rodaków - mogło być niepodległe? Czy premier rządu pozwalający na niszczenie teczek z archiwów Sb-eckich, który wysyłał brygady antyterrorystyczne przeciwko patriotycznej młodzieży w obronie PZPR – był premierem niepodległego państwa? Wreszcie czy w normalnym, wolnym kraju pozwala się na rozkradanie majątku wypracowywanego przez pokolenia? Odpowiedź jest oczywista – tamta Polska była mniej niepodległa od Królestwa Kongresowego (1815-1830). W tamtej Polsce, poza stwarzaniem pozorów, władza utożsamiana z premierem Mazowieckim, a potem także z prezydentem Wałęsą, miała mentalność lokaja, na dowód wystarczy sobie przypomnieć - choćby czas kryzysu związany z puczem Janajewa. Tymczasem, rozpadał się Związek Radziecki, kraje bałtyckie z marszu przywracały swój przedwojenny ustrój, Niemcy się jednoczyły, Czechy przeprowadziły uwłaszczenie. Polska pozostawała w tyle.
Rząd Jana Olszewskiego
Przypomnijmy, Polska na niepodległość zaczęła się wybijać dopiero w wyniku przeprowadzenia pierwszych wolnych wyborów parlamentarnych, w wyniku których, w pełni demokratycznie wyłoniony Sejm - powołał rząd Jana Olszewskiego. To właśnie ten rząd podjął wtedy, próbę zbudowania pierwszego po 1939, w pełni suwerennego, sprawiedliwego i sprawnego państwa. To właśnie rząd Jana Olszewskiego w wymiarze politycznym - próbował przeprowadzić dekomunizację, lustrację oraz oczyszczenie struktur państwa z aparatu bezpieczeństwa. W wymiarze gospodarczym starał się przeprowadzić reprywatyzację, wdrożyć w życie idee powszechnego uwłaszczenia. Niestety, rząd ten napotkał zmasowany opór wszystkich tych, którzy wierni ustaleniom z Magdalenki, postanowili nadal państwo i majątek narodowy traktować jako swoje, przekazane im na użytek żerowisko. Przypomnijmy, dokonano wtedy swoistego zamachu stanu, a już wkrótce postkomuniści (nie licząc krótkiej przerwy na rządy AWS-UW), przywrócili w Polsce swoje niepodzielne wpływy.
IV Rzeczpospolita
O ironio, najważniejszy twórca III RP – Adam Michnik, stał się w wyniku ujawnienia afery Rywina, zarazem jej grabarzem. Polskie społeczeństwo, zszokowane, oburzone właśnie tą, ale i innymi aferami, przejrzało na oczy i podjęło decyzję o przeprowadzeniu radykalnych zmian. Większość głosów podczas wyborów w 2005 roku padło na ugrupowania, które w ten czy inny sposób kwestionowały istniejący porządek. Niestety, potem przyszedł czas na bardzo trudną koalicję z ugrupowaniami, które bardzo chętnie budowałyby IV RP, gdyby standardy z niej wypływające nie dotyczyły także ich samych. Pomimo to rząd Prawa i Sprawiedliwości nie ma się czego wstydzić, bo i tak udało się wprowadzić bardzo wiele reform. Polska coraz bardziej jest krajem suwerennym w stosunkach międzynarodowych, a tylko z silnymi liczą się nasi wielcy sąsiedzi: Niemcy i Rosja. Spada bezrobocie, zbliżając się do poziomu poniżej 10 procent. Rozwijamy się gospodarczo, a kraj nasz staje się wielkim placem budowy. Rozpoczęto proces przywracania godności polskiej rodzinie. Skutecznie przeciwdziałano biedzie a jednocześnie obniżono poziom fiskalizmu. Wydano bezpardonową walkę korupcji. Zwiększono nakłady na służbę zdrowia, edukacja i kultura wreszcie zaczęła służyć narodowi. Można kontynuować tą wyliczankę, ale dla wszystkich chyba stało się jasne, że tracąc w imię obrony zasad – większość parlamentarną – przed nami kolejne wybory! Przytaczając słowa premiera Jarosława Kaczyńskiego, należy postawić sobie pytania: „(...) czy kontynuujemy w Polsce system nazywany celnie postkomunistycznym, czy też go odrzucamy? I pytanie drugie: Polska solidarna czy Polska liberalna? Te dwa pytania zlały się w ostatnim czasie w jedno: III czy IV Rzeczpospolita? To jest ciągle to podstawowe zagadnienie, to zadanie postawione Polakom w tych najbliższych wyborach.”
Mariusz A. Roman

8. 9. 2007

1000 kurtek zimowych dla Wileńszczyzny

Gdyńscy społecznicy: Ryszard Anders i Mariusz Roman, wspólnie z senator Dorotą Arciszewską-Mielewczyk (PiS), pozyskali jesienią ub. roku i zorganizowali transport tysiąca kurtek zimowych z przeznaczeniem dla najbardziej potrzebujących naszych rodaków zamieszkujących na Wileńszczyźnie. Pozyskanie tak dużej liczby kurtek było możliwe dzięki przychylności oraz zaangażowaniu Tomasza Węgiela dyrektora Izby Celnej w Gdyni. Koszt transportu kurtek został pokryty przez sponsorów m.in.: Katarzynę Stanulewicz, Zdzisława Urlę oraz Andrzeja Denisa.

Gdyńska delegacja w składzie: Tomasz Węgiel, Mariusz Roman, Ryszard Anders pod przewodnictwem senator Doroty Arciszewskiej–Mielewczyk (wiceprzewodnicząca senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą) przebywała w październiku ub. roku na Wileńszczyźnie, osobiście uczestnicząc w przekazaniu darów dla polskiej społeczności na Litwie. Podczas pobytu odwiedzono m.in. polską szkołę średnią w Rudominie (rejon wileński) oraz dom dziecka w Solecznikach. Spotkano się również z władzami rejonu solecznickiego w Ejszyszkach. Wreszcie, złożono kwiaty na grobie „Matki i Serca Syna”, w którym spoczywają doczesne szczątki matki Józefa Piłsudskiego oraz serce wskrzesiciela Polski, na wileńskim cmentarzu na Rossie. Polskiej delegacji towarzyszył Waldemar Tomaszewski, poseł na Sejm RL.
(informacja własna)

11. 9. 2006

Radni Miasta dofinansowują Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych

Trzech gdyńskich radnych: Mariusz A. Roman (PiS), Stanisław Taube oraz Lech Żurek dofinansowali kwotą 600 zł wyjazd rodzin (zrzeszonych w Stowarzyszeniu Rodzin Wielodzietnych) na spływ kajakowy Rzeką Wdą z Łubiany do Czarnej Wody.

Spływ kajakowy organizowany przez Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych (SWR) jest cykliczną, prorodzinną imprezą integracyjną, organizowaną już od dziesięciu lat. SWR posiada odpowiednie przygotowanie do realizacji takiego zadania (ratownicy, instruktorzy turystyki itp.). Tegoroczny spływ odbywa się w dniach 16-18 czerwca br. i jest prawdopodobnie jedyną możliwością wspólnego wyjazdu dla rodzin wielodzietnych.

Podstawowym celem SWR jest wspomaganie rodzin w ich misji rodzicielskiej oraz w wykonywaniu wynikających z tej misji zadań. Do zadań stowarzyszenia należy m.in.: kształtowanie tradycyjnych polskich wartości i postaw wobec małżeństwa, rodziny i społeczeństwa; umacnianie rodziny jako podstawowej komórki społeczeństwa; utrwalanie zasady jedności i nierozerwalności małżeństwa, będącego fundamentem wspólnoty rodzinnej i narodowej; działanie na rzecz ochrony życia i zdrowia oraz środowiska naturalnego człowieka; praca wychowawcza wśród dzieci i młodzieży.

(informacja własna)

17. 6. 2006

Radni Miasta dofinansowują wyjazd dzieci z Grabówka

Trzech gdyńskich radnych: Mariusz A. Roman (PiS), Stanisław Taube (SLD) oraz Lech Żurek (Samorządność) dofinansowali kwotą 600 zł wyjazd dzieci z Gimnazjum nr 4 w Gdyni Grabówku do Rzymu w ramach projektu edukacyjnego „Poznam zanim zobaczę – z wizytą w stolicach Europy”.

Jest to szeroki program wynikający z zadań wychowawczo-dydaktycznych szkoły, który zakłada wszechstronne poznanie historii, kultury, obyczajów, podstaw języka wybranych państw europejskich i ich stolic.
Uczniowie przez cały rok szkolny wspólnie z nauczycielami przygotowują się merytorycznie do wyjazdu, zgłębiają wiedzę, zdobywają umiejętności językowe, opracowują program i trasę wycieczki. Uczą się współdziałania, planowania i organizowania. Młodzież sama pozyskuje część środków.
Szkole, z uwagi na duże wartości poznawcze i wychowawcze programu, zależy aby mogła w nim uczestniczyć jak największa liczba uczniów. Szczególną troską objęta jest młodzież z rodzin znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej i społecznej, która aktywnie uczestniczy w spotkaniach edukacyjnych. W tym roku szkolnym (wyjazd w dniu 18 maja) do Rzymu wyjechało 80-ciu uczniów.

(informacja własna)

20. 5. 2006

Gdynia: Rodziny Wielodzietne bezpłatnie na Hel

Podczas dzisiejszej Sesji Rady Miasta przyjęto m.in. uruchomienie od 1 lipca pilotażowego programu regularnych połączeń katamaranowych między Gdynią, a Helem i Jastarnią. W wyniku zaproponowanej przez r. Mariusza A. Romana (PiS) poprawki, gdyńskie rodziny wielodzietne będą mogły skorzystać z bezpłatnego przejazdu na Półwysep Helski.

Rada Miasta Gdyni zobowiązała Zarząd Komunikacji Miejskiej do zorganizowania regularnego transportu wodnego (tzw. Tramwaju wodnego) po akwenie Zatoki Gdańskiej i Zatoki Puckiej. Pierwszy pilotażowy program połączeń katamaranowych pomiędzy Półwyspem Helskim i Gdynią zakłada uruchomienie m.in. stałych połączeń morskich z Jastarnią oraz Helem w miesiącach letnich: lipcu i sierpniu. Takich kursów ma być, co najmniej 10 dziennie, a bilety będą dostępne w przedsprzedaży, gdyż koniecznym będzie wcześniejsza rezerwacja miejsc. Bilety będą kosztować 10 zł normalny oraz 5 zł ulgowy. Jest to dużo taniej niż koszt drogich rejsów statkiem Żeglugi Gdańskiej (bilet z Gdyni do Helu i z powrotem kosztuje 53 zł). Nowe połączenia mają być także alternatywą: dla samochodowego transportu na półwysep po zakorkowanych w sezonie letnim drogach oraz dla długotrwałych połączeń kolejowych. Wspólne przedsięwzięcie sfinansują zainteresowane projektem samorządy gminne oraz samorząd województwa pomorskiego.

- Wprowadzając przed siedmiu laty w Gdyni tzw. „Bilet Rodzinny” do taryfy ZKM objęliśmy jego działaniem znacznie większy krąg rodzin niż w innych polskich gminach – mówił podczas sesji r. Mariusz Roman. – Bilet rodzinny sprzyja jednocześnie integracji rodzin wielodzietnych umożliwiając im zarazem szerszy dostęp do dóbr kultury, a wszystko za przyczyną tego, że w każdy weekend może skorzystać z niego cała rodzina. Aż prosi się, zatem, aby aspekt integracji rodzin wielodzietnych wykorzystać przy okazji wprowadzania w życie połączeń sezonowych z Półwyspem Helskim, zwłaszcza, że koszt przejazdu tam i z powrotem dla 6-osobowej rodziny wynosi 80 zł, co dla rodzin wielodzietnych jest wydatkiem nierealnym.

Postulat r. Mariusza Romana przyjęli ze zrozumieniem pozostali radni oraz Prezydent Miasta i Dyrektor ZKM w Gdyni. Po krótkich konsultacjach przyjęto rozwiązanie w rezultacie, którego, do taryfy tych połączeń dodano uprawnienie, w wyniku którego rodziny wielodzietne w Gdyni korzystające z biletu rodzinnego, będą mogły na jego podstawie, jeden raz w sezonie letnim udać się bezpłatnie na Półwysep Helski. Wycieczkę taką będą mogli razem zaplanować w każdym dniu tygodnia, a nie tak jak to obowiązuje w środkach komunikacji miejskiej na terenie Gdyni tylko w sobotę i niedzielę.

(informacja własna)

17. 5. 2006

Kolejna interpelacja radnego PiS

W Gdyni Grabówku przy ul. Marii Curie-Skłodowskiej, dokładnie na terenie byłego szpitala pulmonologicznego, powstaje nowe osiedle mieszkaniowe. Inwestycję prowadzi firma Inpro z Gdańska. W wyniku prowadzonych przez nią prac doszło do katastrofy budowlanej - zarwała się skarpa, a wraz z nią część chodnika i jezdni. Utrudnienia w ruchu przy ul. Marii Curie-Skłodowskiej stały się powodem kilku, na szczęście niegroźnych dla życia ludzkiego wypadków. Uniemożliwiły także ruch samochodów ciężarowych po ulicy Marii Curie-Skłodowskiej. Tymczasem właśnie tą ulicą do dwóch bloków przy ul. Marii Curie-Skłodowskiej 15 i 17 dostarczany jest olej opałowy, zatem pośrednio firma Inpro przyczyniła się do stworzenia zagrożenia bytowego dla 88 rodzin tam zamieszkałych. Opisana powyżej sytuacja stała się powodem do wniesienia przez radnego Mariusza A. Romana interpelacji do Prezydenta Gdyni.

Działając na podstawie & 22 Statutu Miasta Gdyni – załącznik do uchwały nr XXIII/489/04 Rady Miasta Gdyni z dnia 22 września 2004 r., uprzejmie proszę o wyjaśnienie następujących kwestii:

1. Proszę o wyjaśnienie przyczyny w wyniku, której doszło w marcu br. do zarwania się skarpy, a wraz z nią części chodnika i jezdni, podczas prac inwestycyjnych prowadzonych przez firmę INPRO przy ul. Marii Curie-Skłodowskiej w Gdyni?
2. Czy miasto podjęło wystarczające działania w celu wyegzekwowania na w/w inwestorze natychmiastowego usunięcia awarii i wyremontowania jezdni wraz z chodnikiem w celu udrożnienia komunikacji prowadzącej do osiedli mieszkaniowych położonych przy ul. Curie-Skłodowskiej?
3. Dlaczego, pomimo zapewnień p. Stefana Benkowskiego, naczelnika wydziału dróg i komunikacji Urzędu Miasta Gdyni (patrz: „Skarpa uniemożliwia dojazd do domów”, „Gazeta Wyborcza – Trójmiasto”, Środa 22 marca 2006, str. 4.), na łamach „Gazety”, że zobowiązano firmę INPRO do przywrócenia stanu pierwotnego ul. M. Curie-Skłodowskiej najpóźniej do końca marca br. na ulicy tej, nadal tj. do dnia 6 kwietnia br. nie usunięto tej awarii?
4. Jakimi karami miasto Gdynia zamierza obciążyć inwestora za poczynioną awarię i przyczynienie się do niegodności życiowych mieszkańców?
5. Czy miasto Gdynia przewiduje poczynienie jakiegokolwiek zadośćuczynienia na rzecz mieszkańców dzielnicy Grabówek przez firmę INPRO, za stworzenie zagrożenia i bezpieczeństwa ruchu na ul. M. Curie-Skłodowskiej oraz za stworzenie zagrożenia ppoż. i uniemożliwienie dostaw oleju opałowego w celu zagwarantowania ogrzania osiedla mieszkaniowego przy ul. M. Curie-Skłodowskiej 15 i 17?

Gdynia, dnia 06 kwietnia 2006 r.

15. 4. 2006

"Czasopismo": Samorząd to służba na rzecz mieszkańców

- Celem PiS jest bowiem przywrócenie prawdziwego sensu samorządności jako służby dla innych, korzystania z wolności stanowienia o sobie w obrębie społeczności lokalnej, w której wszyscy uczestniczą i wszyscy czerpią z niej pożytek - mówi Mariusz A. Roman, miejski radny oraz gdyński koordynator PiS ds. Samorządu.

- Jak pan ocenia mijającą kadencję gdyńskiego samorządu?

- Były to cztery lata zgodnej i wytężonej pracy na rzecz mieszkańców Gdyni. Warto zauważyć, że w naszym mieście, o wiele rzadziej niż gdzie indziej, dochodziło do ostrych sporów pomiędzy radnymi. Taka atmosfera sprzyjała sukcesom, do których możemy zaliczyć m.in. skutecznie zabiegi o pozyskanie funduszy z UE (posłużyły one m.in. na rozbudowę ul. J. Wiśniewskiego oraz rozwój komunikacji trolejbusowej, a w tym roku umożliwią rozpoczęcie budowy ostatniego etapu Trasy Kwiatkowskiego). Nastąpiła znacząca rozbudowa i modernizacja sieci dróg. Powstało szereg obiektów sportowych oraz oddano do użytku Muzeum Miasta Gdyni wraz z budynkiem muzeum MW. Oddawano kolejne mieszkania w TBS „Czynszówka”. Udało się nam obronić istnienie dwóch gdyńskich szpitali. Powstało kilka kolejnych Rodzinnych Domów Dziecka oraz wyspecjalizowanych placówek pomocy społecznej. Gdynia posiada wysoko oceniany system oświaty oraz bardzo dobrze zorganizowaną i nowoczesną komunikację zbiorową.

- Czego nie udało się dotychczas zrealizować, z czym były problemy?

- Utrwaliła się różnica zdań dotycząca wizji polityki prorodzinnej. Dlatego też nie udało się zrealizować kilku postulatów podnoszonych przez radnych PiS, takich jak: „gdyńskie becikowe” czy wdrożenie programu wspierającego przedsiębiorczość rodzin. Wciąż brakuje choćby mieszkań socjalnych czy ścieżek rowerowych.

- Z jakim programem, w zbliżających się wyborach samorządowych powinien wystartować PiS w Gdyni?

- Na pewno, jednym z naszych sztandarowych haseł będzie nowa jakość w samorządzie (stop biurokracji, marnotrawstwu i korupcji). Celem PiS jest bowiem przywrócenie prawdziwego sensu samorządności jako służby dla innych, korzystania z wolności stanowienia o sobie w obrębie społeczności lokalnej, w której wszyscy uczestniczą i wszyscy czerpią z niej pożytek.

- Wybory samorządowe to również wybory bezpośrednie Prezydenta Miasta oraz radnych sejmiku województwa. Czy gdyński PiS, myśli także o tych segmentach samorządu?

- Jeżeli chodzi o bezpośredni wybór Prezydenta Miasta, to na tym etapie ta sprawa jest nadal otwarta. Wydaje się jednak, że Wojciech Szczurek, obecny prezydent Gdyni a zarazem doradca Lecha Kaczyńskiego, prezydenta RP będzie naturalnym kandydatem PiS w Gdyni. Trudno zresztą wymarzyć sobie lepszego, bardziej merytorycznego i skutecznego w działaniu kandydata.

- A co z wyborami do sejmiku województwa?

- Należy przyznać, że dotychczas cała gdyńska prawica zaniedbywała to pole działalności samorządowej. Z perspektywy czasu wydaje się jednak, że był to nasz błąd. Na poziomie sejmiku samorządowego zapadają niezwykle ważne decyzje, w tym również strategiczne decyzje finansowe. Brak gdyńskiego głosu w sejmiku oznacza, że z tego poziomu niemożliwym staje się praca na rzecz naszego miasta. To się musi zmienić i to się z pewnością zmieni.

za: "Czasopismo", Biuletyn Informacyjny PiS, Gdynia, kwiecień 2006 r.

5. 4. 2006

Niezapomniane chwile

Spotkania z Ojcem Świętym były dla mnie zawsze ogromnym przeżyciem – nigdy nie spotkało mnie nic bardziej wzniosłego. Praktycznie wzrastałem i kształtowałem swoją osobowość w cieniu pontyfikatu Jana Pawła II.

Jako 9-letnie dziecko nie kryłem radości z wyboru Papieża Polaka. Pamiętam, zdjęcia Jego Świątobliwości wklejaliśmy wtedy do zeszytów od religii. Pełnoletność uzyskałem w 1987 roku, a więc w roku wizyty Jana Pawła II w Polsce. To były niezapomniane chwile: Gdynia, Zaspa, a nade wszystko Westerplatte, gdzie podczas spotkania z młodzieżą Ojciec Święty mówił nam o potrzebie posiadania jakiegoś własnego Westerplatte. Słowa te brzmiały niczym nakaz i ideowe credo, na mnie osobiście wywarły wrażenie na całe dalsze życie. Czułem się bardzo dumny, że byłem wtedy w kościelnej służbie porządkowej. Choć upokarzany rewizjami przeprowadzanymi przez SB, nie mogąc przeciwdziałać temu, że funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa przebierają się za księży w pobliskim lasku na Westerplatte i wnikają w tłum, to jednak czułem się wolny jak nigdy wcześniej. Nie mogłem oprzeć się przeczuciu, że jest to powiew prawdziwej wolności, która nadeszła przecież już wkrótce. W roku 1993 miałem okazję uczestniczyć w spotkaniu Polaków na Litwie z Ojcem Świętym w kościele Św. Ducha w Wilnie przy cudownym obrazie Miłosierdzia Bożego. Po ukończeniu studiów, w 1995 r. pielgrzymowałem do Włoch i uczestniczyłem w audiencji na Watykanie. Wreszcie nadeszła wspaniała msza w 1999 r. na hipodromie w Sopocie, w której uczestniczyłem jako osoba w pełni dojrzała.

Mariusz A. Roman

za: "Czasopismo", Biuletyn Informacyjny PiS, Gdynia, kwiecień 2006 r.

2. 4. 2006

„Becikowe” wyzwaniem dla samorządu

Parlament RP przyjął ostatnio jednocześnie dwie nowelizacje ustawy o świadczeniach rodzinnych w sprawie tzw. becikowego, kończąc dyskusję na temat zasiłku porodowego, jaka w Polsce toczy się już od kilku lat i dając wyraźny sygnał do kreowania, w tym także w ramach samorządów, polityki parorodzinnej państwa.

Pomysł becikowego, czyli zasiłku porodowego nie jest niczym nowym. Wpisał się on na stałe do standardu wielu państw zachodnich, przez wiele lat obowiązywał również w Polsce, gdzie dodatkowo kilka samorządów gminnych wypłaca od lat swój dodatkowy zasiłek. Jednak dyskusja rozgorzała niejako na nowo, kiedy w 2002 r. po raz pierwszy więcej osób zmarło (359,5 tys.) niż się urodziło (353 tys.). A tak się akurat złożyło, że właśnie w tym samym roku rząd Millera zdecydował o zlikwidowaniu zasiłku porodowego wypłacanego każdej kobiecie, zastępując go zasiłkiem wypłacanym w dużo mniejszej kwocie jedynie dla rodzin najuboższych.

Narastające problemy demograficzne zaniepokoiły jednocześnie wielu samorządowców, w rezultacie coraz częściej gminy zaczęły uchwalać własne zasiłki. W Gdyni radni PiS dla uczczenia obchodów 25-lecia (październik 2003 r.) pontyfikatu Jana Pawła II wystąpili z projektem uchwalenia zasiłku prorodzinnego. Niestety, podobnie jak w innych miastach (min.: Gdańsk, Lublin, Warszawa, Kraków, Białystok) próba ta zakończyła się niepowodzeniem. Najczęściej, samorządowe decyzje były niemal automatycznie uchylane w ramach nadzoru. A to dlatego, że do szczegółów udzielania przez gminy pomocy w zakresie polityki parorodzinnej, trzeba stosować ustawę o pomocy społecznej. Ta natomiast mówi, że pomoc należy się najuboższym, spełniającym ustawowe warunki na podstawie kryterium dochodowego. Tymczasem uchwały gminne miały te wadę, że dotyczyły wszystkich rodziców. Sytuacja jednak zmieniała się diametralnie po przyjęciu noweli poselskiej do ustawy, która wychodząc naprzeciw samorządom, umożliwia wypłatę becikowego dla każdej rodziny, bez względu na jej dochody. Taki zasiłek, zwolniony z podatku dochodowego, finansowałyby gminy z własnych budżetów.

Wszystko wskazuje, zatem na to, że po podpisaniu przez prezydenta Kaczyńskiego obu nowel ustawy o świadczeniach rodzinnych, najuboższe rodziny (których w Polsce jest blisko 70 proc.) na nowo narodzone dziecko otrzymają 1000 zł dodatku do zasiłku rodzinnego (nowela rządowa) oraz 1000 zł jednorazowej zapomogi z budżetu państwa (nowela poselska), plus to, co uchwali gmina, a wszystkie inne rodziny o 1000 zł mniej. Becikowe staje się tym samym realnym wsparciem dla każdej rodziny w Polsce i zarazem początkiem na drodze do stworzenia kompleksowej polityki prorodzinnej państwa.

W tworzeniu takiej kompleksowej polityki prorodzinnej nie może jednak zabraknąć samorządu, który zdeterminowany realizacją swoich zadań m.in. w zakresie pomocy społecznej, nie zawsze potrafi znaleźć również środki na budowanie systemu wpierania każdej z rodzin. Nikt nie neguje potrzeby aktywności gminy w zakresie pomocy społecznej, ale nieporozumieniem jest nazywanie tych działań polityką parorodzinną. Polityka prorodzinna powinna być bowiem nakierowana na instytucjonalne wspieranie rodziny tylko dlatego, że jest rodziną, a nie dlatego, że ma tu miejsce jakieś nieszczęście. Nie wolno dopuścić, żeby jako nieszczęście była traktowana wielodzietność ani małżeństwo, w którym żona zajmuje się wychowanie własnych dzieci. Należy zawsze w naszych działaniach pamiętać, że społeczeństwo zarówno kulturowo jak i pokoleniowo odradza się właśnie przez rodzinę. Dlatego dokonujący się w niej przekaz wartości oraz kształtowanie osobowości nie jest sprawą wyłącznie członków danej rodziny, ale sprawą całej społeczności lokalnej.

Mariusz A. Roman
radny Miasta Gdyni

za: "Czasopismo" - PiS Gdynia, nr 1, styczeń 2006

13. 3. 2006

Msza w intencji Ś.P. Roberta Bodnara

Msza Święta w intencji zmarłego przedwcześnie Roberta Bodnara zostanie odprawiona w niedzielę 11 grudnia 2005 r. w kościele OO. Jezuitów w Piotrkowie Trybunalskim.


Przyjaciele ze środowisk niepodległościowych i prawicowych oraz redakcja „Prawicy Polskiej”

6. 12. 2005

Robert Bodnar nie żyje

Ta wiadomość spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Odszedł nasz szczery i oddany przyjaciel, odszedł w sile wieku, miał zaledwie 38 lat. Osierocił żonę i trójkę wspaniałych córeczek. Był aktywnym, twórczym i odważnym. Pozostanie w naszej pamięci jako jeden z najbardziej aktywnych działaczy niepodległościowych do końca swoich dni zaangażowany w służbę Ojczyźnie.

Robert Bodnar był człowiekiem wielkiego serca, patriotą walczącym o wolną i niepodległą Polskę m.in. w strukturach Klubów Służby Niepodległości oraz Federacji Młodzieży Walczącej. W następnych latach swojej publicznej działalności wiele wysiłku włożył w porozumienie środowisk patriotycznych i niepodległościowych. Działał aktywnie na rzecz Polaków na Wschodzie oraz zniewolonych przez Rosję narodów Kaukazu. Wielokrotnie publikował, także na łamach „Prawicy Polskiej”. Cichy i skromny, odważny, aktywny i twórczy, pozostał za życia mało doceniony.

Robert zmarł w środę 16 listopada o godz. 11.00, po półrocznym zmaganiu się z chorobą. Pogrzeb odbędzie się w poniedziałek 21.11 o godz. 9.00 na Cmentarzu Podgórskim (ul. Wielicka) w Krakowie.

Łącząc się w bólu i modlitwie z Rodziną naszego kolegi i przyjaciela

Redakcja „Prawicy Polskiej”

20. 11. 2005

"Wybór należy do Ciebie 1989-2004"

UWAGA: Dzisiaj w nocy na antenie TVP Program 1 o godz. 01.20 ukaże się ciekawy film dok. produkcji polskiej pt. "Wybór Należy do Ciebie 1989-2004 cz. II”( jak nietrudno się domyśleć cz. I obejmowała lata 1945-1989 r.). Film miał pierwotnie ukazać się w bardziej optymalnej porze tj. o godz. 16.30 w ciszy wyborczej, a wiec w sobotę i niedziele przed wyborami parlamentarnymi. Niestety, czegoś się w nim przestraszono i zdjęto w ostatniej chwili z emisji. Następnie okrojono każdy odcinek o 10 minut i puszczono pierwsza część przed tygodniem, a druga będzie puszczona dzisiaj o godz. 01.20.

Film opowiada najkrócej rzecz ujmując o trudnych wyborach Polaków po 1945 r., aż do wyborów w Polsce Niepodległej. Przedstawiono w nim m.in. uczciwie spojrzenie na sprawę wyborów koncesjonowanych w czerwcu 1989 r., a co za tym idzie przedstawiono bojkot tych wyborów przez środowiska niepodległościowe.

Redakcja "Prawicy Polskiej"

16. 11. 2005

Karol Ignacy ROMAN

W środę, 26 października 2005 r. o godz. 11.50 przyszedł na świat, synek Emilii i Mariusza ROMAN, pierwszy męski potomek Rodziny w swoim pokoleniu. Karol Ignacy ROMAN ważył 2,750 kg i mierzył 51 cm. Synek pp. Roman ma ciemne oczka i ciemne włoski oraz zadziorny charakterek po swoim tatusiu. Póki co je, śpi, czasem nawet płacze, ale potem wynagradza wszystko Rodzicom swoim ślicznym uśmiechem.

27. 10. 2005

Szanowni Państwo, Drodzy Przyjaciele!

Przez ostatni tydzień poparcie dla naszego Kandydata – prof. Lecha Kaczyńskiego - systematycznie rośnie. Powtarza się sytuacja znana nam już z wyborów parlamentarnych i pierwszej tury wyborów prezydenckich. Według dzisiejszych sondaży szanse obu kandydatów są równe, a w niektórych na prowadzeniu jest już nasz Kandydat. Wiadomo więc, że niedzielna „walka” przy urnach będzie bardzo wyrównana, a o ostatecznym wyniku mogą zadecydować dosłownie pojedyncze głosy. Dlatego każdy głos, bez wyjątku, jest niezwykle ważny.

Proszę Was, w duchu odpowiedzialności za naszą przyszłość, aby w ostatnie przedwyborcze dni wykazać maksimum zaangażowania. Twórzmy łańcuszki poparcia, rozmawiajmy z rodziną, przyjaciółmi i sąsiadami, przesyłajmy e-maile, smsy i nawołujmy o poparcie dla Prezydenta IV Rzeczypospolitej. Ważne, abyśmy upewnili się czy w naszym otoczeniu nie ma osób, którym, ze względu na chorobę, wiek czy odległość trudno będzie udać się do lokalu wyborczego. Pomóżmy im: użyczmy miejsca w samochodzie, zachęćmy, wytłumaczmy jak i gdzie głosować. Zadbajmy, by każdy głos oddany na Lecha Kaczyńskiego był ważny. W ostatnich wyborach odnotowano bowiem rekordową liczbę głosów nieważnych.

W niedzielę, podczas wyborów prezydenckich, odpowiadając na pytanie, jakiej Polski chcemy: solidarnej, w której liczy się każdy człowiek czy liberalnej, w której wygrywają tylko silni i bogaci - ostatecznie zadecydujemy o przyszłości naszego kraju.

To, czy powstanie IV Rzeczpospolita zależy od wyniku wyborów prezydenckich. Pamiętajcie! Głos oddany na Lecha Kaczyńskiego, to poparcie dla Polski solidarnej, w której nie będzie podziału na lepszych i gorszych, gdzie instytucje państwa będą sprawne i wolne od korupcji, a ludzie będą mieli pracę i godne życie.

Polska potrzebuje dziś prezydenta doświadczonego i wiarygodnego, sprawdzonego
w działaniu. Prezydenta, który weźmie odpowiedzialność za naprawę Państwa i przyszłość Rzeczypospolitej. Takim Prezydentem będzie Lech Kaczyński.

Dziękuję Wam za dotychczasowy wysiłek i poświęcenie dla naszej wspólnej sprawy. To już ostatnia prosta. Niech będzie uwieńczeniem naszej pracy. Gorąco proszę o zaangażowanie w dniu wyborów.


Zbigniew Ziobro
Szef Sztabu Wyborczego
Kandydata na Prezydenta Lecha Kaczyńskiego

21. 10. 2005

Lech Kaczyński: Polska Katolicka w Chrześcijańskiej Europie

„W całej naszej historii – od chrztu Mieszka, świętego Wojciecha i koronacji Bolesława Chrobrego, po Jana Pawła II, księdza Jerzego i „Solidarność” – chrześcijaństwo jest fundamentalnym faktem naszego życia narodowego. Sto lat temu mawiano, że katolicyzm dla wierzących jest Prawdą, dla niewierzących cywilizacją. Dziś, niestety, żyjemy w czasach, gdy cywilizacja ta – zbudowana na przekonaniu o prawdzie zasad Dekalogu i Ewangelii – jest coraz częściej otwarcie kwestionowana i atakowana. Dla zdecydowanej większości z nas, polityków, działaczy i członków Prawa i Sprawiedliwości, wiara katolicka jest po prostu Prawdą, która nadaje kierunek naszemu życiu i działalności. Dla wszystkich jest wartością, którą trzeba szanować i bronić.”

W pełni utożsamiam się z powyższymi słowami, którymi mój brat Jarosław Kaczyński poprzedził wstęp do raportu o działaniach Prawa i Sprawiedliwości na polu chrześcijańsko – społecznym. Zasadniczym celem mojej prezydentury będzie bowiem uzdrowienie moralne polskiego życia publicznego. Jego niezbędną podstawą są wartości chrześcijańskie we wszystkich wymiarach – od materialnych i podatkowych praw rodziny po gwarancje prawno - ustrojowe.
Wraz z odzyskaniem niepodległości pojawiły się nowe zagrożenia. Wśród nich należy wymienić idee, które w imię opacznie rozumianej wolności niszczą wolność i życie innych ludzi, świat moralny i kulturę, która została nam przekazana. Dlatego nowym, bardzo poważnym wyzwaniem na dzisiaj jest dla mnie obrona dziedzictwa duchowego, tradycji, patriotyzmu i rodziny. Demokracja musi być zakorzeniona w sprawdzonym na przestrzeni dziejów systemie wartości, dzięki któremu nasz naród przetrwał najtrudniejsze doświadczenia historyczne. Pogląd ten stanowi fundament mojego programu.
Trzecia Rzeczpospolita dla sporej części Polaków okazała się pod wieloma względami rozczarowaniem. Wśród jego przyczyn trzeba wymienić wady ustawodawstwa, które mają swoje umocowanie w przyjętej w 1997 roku nowej konstytucji. Jej słabym punktem pozostaje niespójność systemu wartości, do którego się odwołuje.
Polsce potrzebna jest głęboka zmiana. Zagwarantuje ją przyjęcie nowej ustawy zasadniczej, która da początek IV Rzeczypospolitej – państwa przywróconego narodowi. Jego trwałość powinny gwarantować wartości najwyższe. Dlatego we wstępie do konstytucji napisaliśmy:

„W imię Boga Wszechmogącego!
My, Naród Polski,
składając Bożej Opatrzności dziękczynienie za dar odzyskanej niepodległości,
wdzięczni poprzednim pokoleniom
za ich wytrwałą pracę, poświęcenie i ofiary dla Polski,
zrzuciwszy jarzmo obcej przemocy i komunizmu,
zobowiązani do zachowania i umocnienia niepodległości Państwa Polskiego,
pomni ponad tysiącletnich dziejów związanych z chrześcijaństwem,
pragnąc Rzeczypospolitej silnej prawdą, uczciwością i sprawiedliwością,
naszą wolność i odpowiedzialność za los
współczesnych i przyszłych pokoleń Narodu
wyrażamy na kartach tej Konstytucji,
która jest najwyższym prawem dla Rzeczypospolitej Polskiej”

Jan Paweł II uczył nas, że neutralność światopoglądowa państwa powinna polegać na solidarności i równości wszystkich obywateli bez względu na wyznawaną religię i przekonania. Nie może jednak oznaczać dogmatycznego zaprzeczania fundamentalnym wartościom. Jest moim najgłębszym przekonaniem, że państwo musi uwzględniać religijne, moralne, kulturowe i prawne dziedzictwo cywilizacji zachodniej.
Polska opinia publiczna powinna być zjednoczona wokół tego, co stanowi istotę odpowiedzialności państwa i istotę naszej kultury – wokół spraw takich, jak ochrona prawa do życia, praw rodziny, wychowanie zgodne z prawem natury i z tradycją narodową. To są właśnie najważniejsze składniki dobra wspólnego narodu.
Pierwszą wspólnotą ludzką jest rodzina. Jeśli pozostaniemy obojętni wobec szerzenia się patologii podważających wartości rodzinne, to nieuchronnie przenikną one do innych wspólnot, by w rezultacie stać się zagrożeniem dla życia narodów i naszej cywilizacji. Kwestie legalizacji aborcji i eutanazji, przyzwolenia na demoralizację i aprobata dla rozwiązłości, dotyczą w ogromnym stopniu problemu trwałości struktur społecznych i więzi narodowej.
Uważam za konieczność reagowanie na przejawy burzenia podstaw cywilizacyjnych chrześcijańskiego Zachodu. Polska w Unii Europejskiej powinna promować właściwe pojęcie praw człowieka, takie, o jakim uczył nas Jan Paweł II. W sposób oczywisty dotyczy to najpierw osób najsłabszych i najbardziej bezbronnych. Chrześcijański ład moralny leży w interesie samej Unii Europejskiej. Nie może się ona stać opanowanym przez prawa dżungli zbiorowiskiem wyobcowanych, wykorzenionych jednostek. Powinna być przede wszystkim wspólnotą suwerennych państw solidarnie chroniących życie i swobody swych obywateli, prawa rodziny, ład moralny i chrześcijańską tożsamość cywilizacyjną. Powinna być wspólnym wysiłkiem chrześcijańskiej Europy dla odbudowy naszego moralnego i politycznego miejsca we współczesnym świecie.
Jako Prezydent IV Rzeczypospolitej zamierzam służyć tej sprawie.

Lech Kaczyński
Kandydat na Prezydenta RP

15. 10. 2005

„DB”: FMW – Pożegnanie z bronią

Kilkunastometrowy stół w siedzibie Komisji Krajowej „Solidarności” pokryły setki czarno-białych zdjęć, ulotek z lat 80., gazet oraz sprzęt do produkcji nielegalnych za czasów PRL wydawnictw. Na ścianach zawisły transparenty z demonstracji, „Norymberga dla komuny – Grudzień 1970 – Pamiętamy” – głosił jeden z nich. Wszystkie te pamiątki, składające się na archiwum Federacji Młodzieży Walczącej Region Gdańsk i Region Pomorze Wschodnie, zostały wczoraj (tj. 8 czerwca) przekazane do archiwum KK.

Dla muzeum „S”

- To nasze pożegnanie z bronią – mówił jeden z liderów gdańskiej FMW, a dziś fotoreporter „Dziennika Bałtyckiego”, Robert Kwiatek. – Kompletowaliśmy to latami. Dziś oddajemy w depozyt, chcemy, aby później te rzeczy znalazły się w planowanym muzeum „S”. Mamy nadzieję, że to przekazanie przyspieszy powstanie placówki.
- Gdyby to tylko od nas zależało, już dawno byśmy je mieli – deklarował Janusz Śniadek, przewodniczący „S”, któremu byli działacze FMW przekazali swoje archiwum.
Pod symbolicznym aktem przekazania podpisali się byli działacze FMW, m.in. guru (jak mówią o nim sami członkowie federacji) gdańskiej organizacji, Dariusz Krawczyk, Mariusz Roman, dziś radny Gdyni i wspomniany już Robert Kwiatek. Nie zabrakło oczywiście podpisu Janusza Śniadka oraz Bogdana Borusewicza, legendy „S”, a dziś członka Zarządu Województwa Pomorskiego.
- Ta decyzja wcale nie była łatwa, długo zastanawialiśmy się, co zrobić z archiwum i komu je przekazać – powiedział Kwiatek. – Jednak było jasne, że przede wszystkim musi ono zostać w Gdańsku.

Prężni ideowcy

Sami działacze FMW przyznawali, że potrafili działać radykalnie. Opowiadali o zdobytych w trakcie zadym milicyjnych pałkach, czapkach, posiadanych kolczatkach służących do przebijania opon samochodów służb bezpieczeństwa.
- To byli młodzi ideowcy, głównie ze szkół średnich i studenci, mogę o nich mówić tylko w samych superlatywach, choć później często różniliśmy się politycznie – podkreślał Bogdan Borusewicz, który miał wiele kontaktów z FMW. – Mieli masę pomysłów, niektóre mnie mroziły. Np. chcieli otworzyć własną strzelnicę. Przekonałem ich wtedy, że władza ma więcej strzelnic i szybciej strzela. Nawiązywali do ruchów niepodległościowych.
Członkowie Federacji wspominali też o tym, że przez ich działalność kłopoty z bezpieką mieli ich rodzice. Dariusz Krawczyk, obecnie zajmujący się rodzinną firmą, wiceprezes Lechii Gdańsk: - Ale gdyby dziś moje dzieci chciały robić to, co ja wtedy, na pewno bym im nie zabronił. Choć na pewno miałbym obawy.
Mariusz Roman, który na demonstracjach po 1989 r. potrafił krzyczeć „zdrajcy!” pod adresem niektórych opozycjonistów, nie kierował tego do Bogdana Borusewicza, ma do niego wielki szacunek.
- On jako jeden z bardzo nielicznych traktował nas w pełni poważnie – podkreśla Roman.
Borusewicz z kolei dodawał, że FMW w drugiej połowie lat 80. była na Wybrzeżu jedną z najprężniejszych organizacji.

Młodzi drukarze

Wśród pamiątek znalazł się też (wciąż na chodzie) powielacz białkowy (matryce w nim były wykonane z żelatyny) do wydawania ulotek i gazetek. Powielacz FMW dostała właśnie od Bogdana Borusewicza.
- Nie tylko ten jeden – zaznacza Borusewicz. – Oni w pewnym momencie byli podstawą opozycyjnej poligrafii. Powielacz dwukrotnie pracował w Stoczni Gdańskiej podczas strajków 1988 roku. Najpierw w maju członkowie FMW wynieśli go z zakładu po strajku. W sierpniu w trakcie kolejnego, FMW z powrotem przemyciła go do stoczni.
- To bardzo cenny zbiór – podkreśla Joanna Lewandowska, szefowa archiwum KK. – Na pewno wiele elementów będzie eksponowana na naszej wystawie z okazji 25-lecia „Solidarności” w Dworze Artusa. M.in. będziemy mogli pokazać cały proces drukowania bibuły.
FMW została założona w 1984 r. Impulsem było zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki. W regionie gdańskim, w jednym z najsilniejszych w Polsce ośrodków działania Federacji, należało do niej ok. 400 osób.

Michał Lewandowski

za: „Dziennikiem Bałtyckim”, Temat dnia, Czwartek 9 czerwca 2005 r., str. 11

20. 6. 2005

„WPROST”: Z pozdrowieniami dla Putinokia

Jeśli czujesz się urażony kłamliwymi wypowiedziami i arogancją Władimira Putina, naklej znaczek i wyślij przygotowaną przez nas i dołączoną do najnowszego, poniedziałkowego (tj. z 20 maja br.) numeru „Wprost” kartkę do prezydenta Rosji. Możesz to zrobić również drogą emailową. Tymi słowami redakcja „WPROST” zainicjowała swoją akcję: „Z WPROST do Putinokia.

Poniższy tekst jest niemalże analogiczny do tego jaki zaproponowała redakcja „WPROST”.

Panie Prezydencie Putin !

9 maja na Placu Czerwonym w Moskwie, a także w wielu innych publicznych wystąpieniach, przedstawił Pan kłamliwą stalinowską wizję historii. Nie potępił Pan paktu Ribbentrop - mołotow i najazdu ZSRR na Polskę. Wspomniał Pan o zasługach włoskich i niemieckich antyfaszystów, a kompletnie zlekceważył rolę polskich żołnierzy, czwartej pod względem liczebności siły zbrojnej koalicji antyfaszystowskiej. Zaprosił Pan na obchody do Moskwy i wyróżnił medalem gen. Jaruzelskiego - sługusa i agenta m.in. stalinowskiego aparatu ucisku. Czuję się tym upokorzony i domagam się przeprosin.

Zachęcamy do tego aby ten lub inny własny tekst przesyłać na adres Prezydenta Rosji. Poniżej zamieszczamy link do automatu poczty elektronicznej przesyłanej bezpośrednio do Putina.

http://www.kremlin.ru/eng/articles/send_letter_Eng1a.shtml

Więcej informacji oraz komentarze na temat akcji „WPROST” znajdziesz w najnowszym (nr. 20 z 22 maja 2005 r.) numerze tygodnika „WPROST”, który trafił już do kiosków.

16. 5. 2005

"Becikowe" w Lublinie

Na każde urodzone dziecko lubelska rodzina otrzyma z budżetu miasta kwotę tysiąca złotych brutto - uchwalili radni. Jeżeli wojewoda nie zakwestionuje tej uchwały, zacznie ona obowiązywać od 2006 r. W bieżącym budżecie miasta nie przewidziano na ten cel pieniędzy.

Za świadczeniem głosowała przeważająca część radnych - 20 było za, 6 przeciw, przy 1 wstrzymującym się. Aby zabezpieczyć się przed unieważnieniem uchwały przez eseldowskiego wojewodę, a także rozwiać wątpliwości wewnątrz rady miasta, radni LPR, od których wyszła ta inicjatywa, zmienili podstawę prawną postulowanego świadczenia. Zrezygnowali z powoływania się na ustawę o pomocy socjalnej, a odwołali się do obowiązku prowadzenia polityki prorodzinnej, zapisanego w ustawie o samorządzie terytorialnym.
- W myśl tego prawa samorząd obowiązany jest prowadzić politykę prorodzinną, w ramach której wypłacane będzie to świadczenie - powiedział nam radny dr Mieczysław Ryba z LPR. - Nie jest to więc zasiłek socjalny, dzięki czemu będzie mógł być wypłacany nie tylko najuboższym, ale wszystkim tym rodzinom, które zdecydują się na posiadanie dziecka.
Jak podkreśla radny, sprawa jest zasadnicza, gdyż chodzi o przeciwdziałanie zapaści demograficznej Polski w sytuacji, gdy rząd nie tylko nie stara się walczyć z tym zjawiskiem, ale wręcz przejawia postawę antyrodzinną. - Skrócenie urlopów macierzyńskich było bardzo mocnym uderzeniem w postawy pronatalistyczne - uważa dr Ryba.
Lubelscy radni prawicy mają nadzieję, że tym razem uda im się przeforsować uchwałę. Wskazują, że niebawem zakończy się kadencja lewicowego wojewody, a to właśnie tacy wojewodowie unieważniali uchwały o "becikowym" w innych samorządach. Liczą także, że zmiana podstawy prawnej da im większe szanse w sądzie, gdzie mogą się odwołać po ewentualnej negatywnej decyzji wojewody.
- Sądzimy, że jest to dopiero pierwszy krok w kierunku wypracowania państwowej polityki prorodzinnej, co powinno stać się istotnym elementem debaty przed wyborami parlamentarnymi - podkreśla dr Ryba.

Adam Kruczek, Lublin

za: "Naszym Dziennikiem", Sobota-Niedziela, 30 kwietnia - 1 maja 2005, Nr 101 (2206), str. 2

30. 4. 2005

"Rzeczpospolita": Czas zapaśników Boga

Jan Paweł II przeprowadził w trzecie tysiąclecie Kościół wciąż tętniący żywą wiarą, ale zagrożenia nie ustały. Przed nowym papieżem stoi zadanie odparcia tych ataków i przygotowania pełnego triumfu Chrystusa Pana w Jego Kościele

Kiedy jest już po wszystkim, kiedy zamknięto wieko potrójnej trumny jak potrójnej korony żałobnej, pod przymkniętymi powiekami zostają obrazy. Naprzód te z godzin konania, które ostatnią katechezą, uczącą chrześcijańskiej ars moriendi, wieńczą wspaniale najbardziej powszechnie odczuwany rys charyzmatu tego papieża. Lecz dobrze się stało, że nie dozwolono, by oko telewizyjnej kamery pozwoliło tłumom wglądać w mysterium tremendum złożenia do grobu. Dzięki temu ostatni zapamiętany obraz - trumny znikającej w majestatycznym mroku za bramą Bazyliki św. Piotra - przypomniał nam nie mniejszej piękności, a trudniejszy, zagubiony w dzisiejszym splebeizowanym świecie, "patos dystansu", którego smak mgliście pamiętać możemy jedynie ze starych rycin ukazujących wikariuszy Chrystusa obnoszonych w sedia gestatoria.

A teraz na tę sekwencję obrazów wielkiego Przejścia nakłada się myśl potwierdzająca naukę św. Tomasza z Akwinu, iż "zachowywanie jest tworzeniem w ciągłości". Oto Duch Święty obdarował Kościół papieżem, który jako kardynał i prefekt Kongregacji Nauki Wiary był i najbliższym współpracownikiem Jana Pawła II, i nieugiętym obrońcą ortodoksji. Jak mało kto, z taką konsekwencją kardynał Joseph Ratzinger przypominał, że chrześcijaństwo nie zadowala się "tolerancją", ale domaga się spójności pomiędzy religią publiczną (theologia civilis) a religią prawdziwą (religio vera).

ROZMIARY POSOBOROWEJ AUTODESTRUKCJI

"Zapaśnik Boga" zszedł ze sceny Wielkiego Teatru Świata jako aktor doskonały, posłuszny bez reszty boskiemu autorowi tego widowiska. Jednakże pontyfikatu Jana Pawła II nie można w pełni zrozumieć bez ogarnięcia wspomnieniem poprzedniego aktu tego dramatu, jakim był czas wielkiego zamętu w Kościele katolickim po Soborze Watykańskim II. Jak dawno temu zauważył nieżyjący już kardynał Julius Döpfner, Kościół po soborze przypomina wielki plac budowy, lecz na tym placu zagubiono projekt i każdy teraz kontynuuje tę budowę wedle swego upodobania.

Zapoczątkowane lekkomyślnym hiperoptymizmem papieża Jana XXIII "otwarcie" na współczesność pod hasłem "udzisiejszenia" wystawiło Łódź Piotrową nie tylko na podmuchy nieprzyjaznych prądów, ale również na ekscesy "dostosowawcze" tych, którzy winni byli bronić depozytu wiary nawet za cenę męczeństwa. Po heroicznej "epoce Piusów", w której Kościół bronił nie tylko siebie, lecz również społeczeństwa, cywilizacji chrześcijańskiej, przed kolejnymi przypływami rewolucji, nastał czas gorączkowego a małodusznego deliberowania nad tym, jak dalece wejść w to "nowe, racjonalne społeczeństwo", jak zawrzeć niemożliwy pakt pomiędzy prawdą a fałszem, pomiędzy mówieniem "tak" a przeczeniem albo mówieniem "tak, ale", pomiędzy Chrystusem i Barabaszem.

Duch Święty ustrzegł wprawdzie Ojców Vaticanum II przed zatwierdzeniem jakichkolwiek tez, które byłyby wprost sprzeczne z dogmatami wiary katolickiej, niemniej nieprecyzyjność, niejasność oraz często mętne socjologizowanie i obfite czerpanie ze słownika "zaangażowanej" publicystyki uchyliły szeroko drzwi procederowi rozmywania doktryny aż po jawne herezje, głoszone bezkarnie z katedr teologicznych i nawet biskupich. W szczególności deklaracją o wolności religijnej sobór "ratyfikował" laickie państwo demoliberalne, wyrzekając się tym samym społecznego panowania Chrystusa Króla. Kilka lat po soborze i zresztą w zupełnej sprzeczności z jego konstytucją Sacrosanctum concilium, spreparowany naprędce i przy uczestnictwie niekatolików nowy ryt, banalizujący Tajemnicę, zastąpił doskonale katolicki i kanonizowany przez św. Piusa V klasyczny ryt rzymski.

Rozmiary autodestrukcji pozwalają stwierdzić, że wraz z soborem rozpoczął się w historii Kościoła największy kryzys od czasów arianizmu, gorszy od rozłamu wprowadzonego przez protestantyzm, bo wewnętrzny, podobny arianizmowi przede wszystkim w tym, że sprowokowany "odgórnie".

BEZDROŻA ALTERNATYWNYCH ŚCIEŻEK

Wybór dokonany przez konklawe w październiku 1978 roku przyjęty został z ogromną nadzieją przez wszystkich zatroskanych postępującym samozniszczeniem Kościoła. Przybysz "z dalekiego kraju" był postrzegany jako gałązka ze szczepu Regnum orthodoxum, polski semper fidelis Chrystusowi, Maryi i Rzymowi; jako dziedzic konserwatywnego Kościoła polskiego, w tym jego ostatnich wielkich przywódców: księcia-metropolity Adama Sapiehy Prymasa Tysiąclecia Stefana Wyszyńskiego. Jednocześnie biskup Karol Wojtyła był także aktywnym promotorem Vaticanum II, przeświadczonym, iż właściwa, wierna "literze", a nie wyimaginowanemu "duchowi" soboru interpretacja i aplikacja jego uchwał może przynieść owoce dobre i zdrowe. Wypadkową tych dwóch okoliczności było przyjęcie strategii "pośredniej drogi" pomiędzy tradycją a reformą, odczytywania "znaków czasu" w świetle niezmiennego depozytu wiary.

Szło tu o "restaurację" pojętą, w myśl słów najbliższego współpracownika papieża, kardynała Josepha Ratzingera, jako "poszukiwanie sposobów odzyskania równowagi po okresie przesadnego otwarcia się na świat, po okresie zbyt pozytywnego interpretowania agnostycznego i ateistycznego świata".

Symboliczna dla tego podejścia jest jednoczesna beatyfikacja autora wiekopomnego, lecz dotąd spychanego w "dół niepamięci", Syllabusa błędów nowoczesności -Piusa IX i "nowatora" Jana XXIII.

Konsekwencją obranej linii pontyfikatu była atoli ujawniająca się na wielu polach połowiczność rozwiązań. Najbardziej zuchwali - by wymienić przykładowo ks. Hansa Künga czy bpa Jacques'a Gaillota - zaczęli być w końcu dyscyplinowani, ale nie zdołano położyć zupełnie kresu możności ich oddziaływania, tak samo jak rebelianckim ruchom stawiającym sobie za cel "demokratyzację Kościoła". Potępiona została (pseudo) teologia "wyzwolenia", ale podtrzymywanie "opcji preferencyjnej na rzecz ubogich" grozi ciągle redukcją do "horyzontalnych", socjoekonomicznych odniesień.

DEZORIENTACJA SUMIENIA

Z ust Jana Pawła II słychać było wielokrotnie ostrzeżenia przed totalitarnymi konsekwencjami demokracji oraz przed jej "kanonizowaniem", lecz pomijany milczeniem pozostawał "ateizm polityczny" samej ideologii demokratycznej z jej "dogmatem" o pochodzeniu władzy od ludu. Wiemy, że osobistej trosce Ojca Świętego katolicy wierni łacińskiej tradycji liturgicznej zawdzięczają zgodę na msze "indultowe", dawkowane jednak przez kurie "kroplomierzem" i w wielu miejscach świata otwarcie sabotowane. "Msza wszech czasów" nie odzyskała dotąd pełnego obywatelstwa w Kościele; nie została dana zgoda na "eksperyment tradycji", o który błagał arcybiskup Marcel Lefebvre. Natomiast wbrew nauczaniu Jana Pawła II i autoryzowanym przez niego oficjalnym dokumentom o konieczności największej czci dla eucharystii poszczególne episkopaty - ostatnio także w ojczyźnie papieża - zezwalają na świętokradczą komunię "na rękę".

Autentyczna miłość do Ojca oraz posłuszeństwo, które nie może być pasywne, fetyszystyczne i bezwarunkowe, nakazują otwarcie wyznać ból z powodu tego, co głęboko raniło i dezorientowało katolickie sumienia. Jest to zarazem to wszystko, co budziło i budzi nadal wyjątkowo hałaśliwie objawiany zachwyt "świata".

To ekumenizm, nie zawsze nazywany wyraźnie zaproszeniem chrześcijan do jedności z Kościołem i w Kościele katolickim, który jest jedynym prawdziwym Kościołem Chrystusowym; to ów "meaculpizm", który wskutek niedopowiedzeń bywał natrętnie przedstawiany jako obciążanie wyłączną winą za zło tego świata nie tylko grzesznych katolików, lecz także samego Kościoła; to wreszcie i nade wszystko ów "dialog międzyreligijny", którego najbardziej spektakularnymi momentami były papieskie wizyty w miejscach kultu religii niechrześcijańskich oraz spotkania w Asyżu. Nie dopuszczamy do siebie myśli, iżby za tymi krokami oraz za przekonaniem o istnieniu "ziaren prawdy" w innych religiach stała intencja synkretyczna.

Wyraźnie przeczy temu zresztą mocne potwierdzenie jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła w zatwierdzonej przez Jana Pawła II deklaracji Kongregacji Nauki Wiary Dominus Iesus. Mimo to cel tych przedsięwzięć pozostaje trudną zagadką. Jeśliby nawet utopia powszechnego "pojednania" wszystkich ze wszystkimi mogła się ziścić, co jest niemożliwe, to i tak nie warto prowokować ryzyka utwierdzania się kogokolwiek w błędnym mniemaniu o prawomocności "alternatywnych ścieżek" zbawienia. Civitas terrena, choćby ciesząca się pełnią pokoju w sensie ziemskim, nie ma bowiem żadnego sensu i miejsca w historii zbawienia. Gdy spełni się eschaton dziejów, "państwo ziemskie" zostanie po prostu zdmuchnięte jak świeca, tak samo jak doczesne życie każdego człowieka.

W imię rzeczywiście integralnego, pozbawionego "selektywności", zachowywania nauk Jana Pawła II należy upominać się o nieprzemilczanie tego wszystkiego, co było dobitnym potwierdzeniemnieomylnej nauki Magisterium w kwestiach dogmatycznych, integralności wiary i absolutnego prawa moralnego, a także obroną fundamentalnych norm dyscyplinarnych.

Wspomnijmy tu, z rzeczy najwyższej wagi, unaocznienie "szokującej" nowoczesną mentalność tajemnicy odkupienia człowieka skaleczonego grzechem pierworodnym w Redemptor hominis i encyklice o Duchu Świętym; utwierdzenie w - słabnącej u wielu katolików i nawet kapłanów - wierze w realność przeistoczenia przez ostatnią encyklikę Ecclesia in Eucharistia; obronę w najbardziej filozoficznej z encyklik: Fides et Ratio, realistycznej metafizyki bytu, której odrzucenie (co papież przypomniał raz jeszcze w osobistej książce "Pamięć i tożsamość") pozbawia byty stworzone, więc przede wszystkim człowieka, nieodzownego oparcia w Bogu jako samoistnym Istnieniu; podkreślenie, w Veritatis Splendor, zależności wolności od prawdy i odrzucenie doktryn negujących obiektywne prawo naturalne.

ZADANIE BENEDYKTA XVI

Trudno wręcz ogarnąć wszystkie akty i wypowiedzi w obronie "cywilizacji miłości" i tożsamości narodów, wyrażającej się najpełniej w ich kulturze, a heroicznego sprzeciwu wobec "cywilizacji śmierci". Nie da się już schować pod korcem - jedynego bodaj w długiej historii tego pontyfikatu - aktu zawierającego wprost odwołanie się do bezwzględnie wiążącego sumienia dogmatu o nieomylności papieskiej, czyli listu apostolskiego Ordinatio sacerdotalis, przekreślającego raz na zawsze możliwość udzielania święceń kapłańskich kobietom.

Wreszcie, z długiego szeregu świętych i błogosławionych, którymi Jan Paweł II obdarował Ecclesia Militans, godzi się wspomnieć tu niespotykany od dawna nawet w czasach przedsoborowych fakt wyniesienia na ołtarze dwojga władców chrześcijańskich: królowej - św. Jadwigi Andegaweńskiej i cesarza - bł. Karola Habsburga. Był to jakże wymowny, acz subtelny, sposób uzmysłowienia "odczarowanemu" światu stechnicyzowanej i zekonomizowanej polityki, że archetypem doczesnej "społeczności doskonałej" jest monarchia chrześcijańska, w której źródło prawowitości stanowi "legitymizm wiary".

Jan Paweł II przeprowadził w trzecie tysiąclecie Kościół wciąż tętniący żywą wiarą, ale zagrożenia nie ustały. Przed Benedyktem XVI stoi zadanie odparcia tych ataków i przygotowania pełnego triumfu Chrystusa Pana w Jego Kościele. Sprawą pierwszą co do ważności jest przywrócenie pełnego obywatelstwa w Kościele tradycyjnej mszy rzymskiej, a każdemu kapłanowi katolickiemu - bezwarunkowego prawa jej odprawiania. Niejako przy okazji będzie to rozwiązaniem bolesnej kwestii położenia tych wspólnot tradycjonalistycznych, których status w Kościele pozostaje nieuregulowany. Papież Benedykt XVI może dokończyć dzieło, które w 1988 roku nie powiodło się kardynałowi Ratzingerowi. To jest możliwe.

JACEK BARTYZEL
Autor jest profesorem Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, prezesem Klubu Konserwatywnego w Łodzi oraz przewodniczącym Straży Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego

za: "Rzeczpospolitą", Piatek 22 kwietnia 2005, Nr 94, str. 11.

23. 4. 2005

Habemus Papam! - Benedykt XVI

Nie można było wymodlić lepszej wieści dla Kościoła - i nie można teraz ustać w dziękczynieniu. Także długi pontyfikat Jana Pawła II nie mógł chyba znaleźć lepszego pośmiertnego ukoronowania: oto na tron Piotrowy wstępuje najbliższy współpracownik zmarłego Papieża, podpora Jego pontyfikatu. Dobrze już znamy Ojca Świętego Benedykta XVI. Deo gratias!

Od ćwierć wieku widzieliśmy go blisko Jana Pawła II, poznaliśmy jego styl z kierowania Kongregacją Nauki Wiary, a jego teologię i troskę o sprawy Kościoła - także z jego książek. Podobno Człowiek Współczesny nie lubi stawiać nad sobą postaci tak wyrazistych, a zwłaszcza osób głoszących tak wyraziście absolutyzm Prawdy i wyrzucających światu relatywizm. Jeśli tak, to źle jest z tym Człowiekiem Współczesnym, a jeszcze gorzej z tymi, którzy swe rachuby i kariery układają według imaginacji o jego wymaganiach. Jednak Duch Święty "wieje kędy chce", a kardynałowie okazali się Mu powolni. A przecież wiedzieli bardzo dobrze, kogo wybierają, wszelkie nieporozumienia były tu wykluczone. Kazanie kardynała Ratzingera z Mszy otwierającej konklawe było dobrą wizytówką - zresztą tak samo jak homilia pogrzebowa. Prawda i miłość okazały się ściśle powiązane. I, wbrew komentarzom, wyraźnie przekonały nawet nieprzekonanych.

Po Papieżu Janie Pawle II zostało na ziemi "pokolenie JP2". Papież wychowywał je także po to, by teraz poszło ono za nowym Biskupem Rzymu. Myślę, że jest do tego dobrze przygotowane: przyszedł bowiem Pasterz, a jego owce go znają.

Teraz króluj nami i nami rządź, Ojcze Święty Benedykcie! My słabi, wyzwania potężne, lecz Łaska Boża większa.

Paweł Milcarek

za: http://www.christianitas.pl/wiad/09/21/w.php

21. 4. 2005

Ksiądz kardynał Joseph Ratzinger o orędziu fatimskim:

Samo orędzie jest zupełnie proste. Łucja, jedyna, która dożyła późnego wieku, stale podkreślała tę prostotę i mówiła: nie zwracajcie uwagi na wszystkie inne sprawy, o których donosimy, właściwie chodzi tylko o wiarę, nadzieję i miłość. Również ja miałem okazję się z nią spotkać. Z naciskiem powiedziała wówczas: Niech Ksiądz Kardynał opowie to ludziom! Aniołowie, których najpierw zobaczyliśmy, mówiła, wpajali nam wiarę, nadzieję i miłość - a treścią całego orędzia jest to, byśmy się ich uczyli. To chce nam przekazać Matka Boża, tym chce nas jednocześnie oczyścić i nawrócić. Pokuta jest właśnie tym wewnętrznym odwróceniem naszej postawy życiowej, porzuceniem obecnego trendu, który odwodzi człowieka od Boga i koncentruje wyłącznie na jego własnej osobie. Pokuta jest odwrotem, wyjściem poza siebie, oddaniem, które jest miłością - która z kolei wymaga wiary i rodzi nadzieję.

Myślę, że wszelkie przypadki ukazania się Matki Boskiej, jeśli są autentyczne, nie przynoszą nam niczego, co stałoby ponad Ewangelią. Nie chcą zaspokajać ludzkiej ciekawości, nie chcą być sensacją itp., lecz na powrót prowadzą nas do prostych i istotnych spraw, które tak łatwo przychodzi nam przeoczyć. Właśnie w dzisiejszych czasach, gdy wszelkie problemy tak się pogmatwały, chrześcijaństwo często staje się dla nas czymś tak skomplikowanym, że już nie widzimy lasu spoza drzew. Wydarzenia te chcą nas przywieść do prostego centrum - nie do czegoś innego, lecz do istoty, do nawrócenia, do wiary, nadziei, miłości.
Podczas konferencji prasowej 26 czerwca 2000 roku Kongregacja Nauki Wiary przedstawiła pełny tekst tak zwanej trzeciej tajemnicy fatimskiej. Jednocześnie w głównych językach świata ukazała się autoryzowana przez Kongregację broszura, która zawiera faksymile manuskryptu siostry Łucji i przecina wszelkie dyskusje na temat autentyczności i kompletności tekstu. Dokumentacja dokładnie przedstawia zarówno przebieg kolejnych wizji, jak i uporządkowane chronologicznie zapisy Łucji, a także losy zapisu trzeciej tajemnicy. Ponadto zawiera wspomniane przez Pana wystąpienie kardynała Sodano; ja sam dokonałem próby wykładni tekstu. Ponieważ broszura jest powszechnie dostępna, myślę, że całą kwestię mogę tutaj ująć w paru słowach.
Wizja ukazuje mozolną drogę Biskupa odzianego w biel (którego same dzieci zidentyfikowały jako Ojca Świętego) na stromą górę, na której szczycie stoi wielki krzyż; droga wiedzie przez na wpół zburzone miasto. Biskupi, kapłani, świeccy, a w końcu również papież zostają zabici. Ale aniołowie zbierają krew zabitych, która dzięki temu przynosi owoce światu. W tekście tajemnicy można się doszukać skondensowanej wizji dwudziestowiecznego Kościoła Męczenników, przedstawionej za pomocą symbolicznych obrazów - profesor Riccardi (przewodniczący wspólnoty S. Egidio) opublikował niedawno monografię poświęconą męczennikom minionego stulecia, ofiarom rozmaitych dyktatur, która we wstrząsający sposób ukazuje realność fatimskiej wizji. Ale dukt wszystkich trzech części tajemnicy pozwala stwierdzić, że jej ośrodek stanowi wezwanie do pokuty i że historia nie podlega nieuniknionemu determinizmowi, tak jakby wszystko było już zapisane i niezmienne, lecz pozostaje historią wolności: pokuta może zmienić wizję.
Cała tajemnica jest dramatycznym apelem do ludzkiej wolności, wzywa nas, byśmy odmienili nas samych, a dzięki temu odmienili też bieg historii - notabene, aspekt ten łączy tekst tajemnicy z tekstem Apokalipsy. Skoro Papież umknął śmierci, mamy prawo uważać to za znak, że modlitwa może odmienić historię.

Bóg i świat: wiara i życie w dzisiejszych czasach (z kardynałem Josephem Ratzingerem rozmawia Peter Seewald), Kraków 2001

za "Naszym Dziennikiem", Czwartek, 21 kwietnia 2005, Nr 93 (2198)

21. 4. 2005

Ojciec Święty z kraju wielu wspaniałych świętych

Ojciec Święty Benedykt XVI został wezwany na Stolicę Piotrową z Niemiec - kraju bogatej tradycji chrześcijańskiej, wielu wspaniałych świętych, który dał Europie i światu wielką kulturę duchową. Nowo obrany Papież jest jednocześnie świadkiem szczególnie trudnego w dziejach swojego narodu stulecia.

Joseph Ratzinger urodził się 16 kwietnia 1927 r. w Marktl am Inn w Niemczech - w minioną sobotę obchodził więc 78. urodziny. Przyszedł na świat w Bawarii, tej części Niemiec, która nigdy nie zachwiała się w wierze i nie uległa destrukcyjnym prądom, jakie przyniosły bolesne rozdarcie chrześcijaństwa w okresie reformacji. Wychował się wśród cichych, pobożnych mieszkańców, kochających Matkę Bożą, czczoną w Jego rodzinnej diecezji pasawskiej w Jej cudownym wizerunku w sanktuarium w Pasawie, przywiązanych do tradycyjnych wartości, rodziny.
W 1939 r. Joseph Ratzinger rozpoczął naukę w niższym seminarium duchownym. Po zakończeniu wojny wstąpił razem ze starszym bratem Georgiem do seminarium duchownego. Święcenia kapłańskie przyjął 29 czerwca 1951 r. z rąk ks. kard. Faulhabera, którego kreował kardynałem Papież Benedykt XV. Jak przedziwne są drogi sukcesji w Kościele powszechnym!
Ksiądz Ratzinger poświęcił się pracy naukowej. Jego błyskotliwy intelekt i pracowitość szybko znalazły uznanie w kręgach akademickich. Szedł śladami wielkich teologów niemieckich poprzednich wieków. W 1953 roku uzyskał doktorat na podstawie pracy "Lud Boży w nauce św. Augustyna o Kościele". Wykładał dogmatykę i teologię fundamentalną we Fryzyndze, a następnie był profesorem w Bonn (1959-1963), Münster (1963-1966), Tybindze (1966-1969) i Ratyzbonie.
Brał czynny udział w pracach II Soboru Watykańskiego, będąc jednym z doradców ówczesnego metropolity Kolonii ks. kard. Josefa Fringsa.
24 marca 1977 r. Paweł VI mianował ks. Ratzingera arcybiskupem metropolitą Monachium i Fryzyngi, a wkrótce potem, na konsystorzu 27 czerwca tegoż roku powołał Go w skład Kolegium Kardynalskiego. 25 listopada 1981 r. Jan Paweł II powierzył Mu kierowanie Kongregacją Nauki Wiary, z czym łączy się automatycznie przewodniczenie Papieskiej Komisji Biblijnej i Międzynarodowej Komisji Teologicznej. Od 2002 roku był dziekanem Kolegium Kardynalskiego.
W okresie II Soboru Watykańskiego ks. kard. Ratzinger był gorącym entuzjastą "otwierania się" Kościoła na świat, zmian w Liturgii, ale w miarę wypaczania ducha soboru przez "postępowych" teologów i pojawiania się niedobrych owoców w postaci pustoszejących kościołów na Zachodzie, spadku powołań, odchodzenia od ortodoksji, przeszedł znamienną ewolucję w swej myśli teologicznej. Na czoło problemów, z jakimi przyszło się Mu zmagać jako prefektowi Kongregacji Nauki Wiary, wysunęła się sprawa postępującej sekularyzacji i relatywizmu moralnego, który ogarnia już nie tylko cały zachodni świat, ale i inne kontynenty. Pod rządami ks. kard. Ratzingera Kongregacja Nauki Wiary z powodzeniem zmierzyła się z wyzwaniami czasu postmodernizmu. Deklaracja "Dominus Iesus" przypomniała stanowisko Kościoła dotyczące jego działalności misyjnej i podejścia do innych religii, stanowczo odrzucając niezgodne z wiarą twierdzenie o równości wszystkich religii. Deklaracja z całą mocą podkreśliła, że tylko w Kościele katolickim jest złożona pełnia środków służących zbawieniu. Kongregacja podjęła też np. problemy moralne związane m.in. z niegodnymi człowieka technikami przekazywania życia ludzkiego, z nieładem moralnym, jakim jest homoseksualizm. Stanowisko w tych sprawach jest jasne i czytelne, w czasach wielkiego zamętu i pomieszania pojęć stanowi opatrznościowy znak nie tylko dla wspólnoty Kościoła katolickiego, ale także dla wszystkich ludzi dobrej woli. Ksiądz kardynał Ratzinger często podkreślał, że zadaniem kierowanej przez Niego Kongregacji jest ochrona wiary prostych ludzi przed arogancją teologów głoszących nie Chrystusa, ale swoje poglądy.
Jako prefekt Kongregacji Doktryny Wiary ks. kard. Ratzinger bronił niewzruszenie fundamentów wiary katolickiej zagrożonej przez różnorakie prądy laicyzujące i ateistyczne, ideologie wrogie chrześcijaństwu. Występował odważnie w obronie cywilizacji życia, nazywając tzw. aborcję i eutanazję zbrodnią, potępiał dewiacyjne związki homoseksualne, ostrzegał przed niebezpieczeństwem ze strony pluralistycznej teologii religii, uporał się z problemem "teologii wyzwolenia" w Ameryce Południowej. Jako strażnik doktryny wiary ks. kard. Ratzinger wiele miejsca poświęcał krytyce najgroźniejszych utopii XX wieku - komunizmu, nazizmu i liberalizmu, oraz ich zgubnemu wpływowi na życie społeczne. Zabierał głos w sprawie konstytucji unijnej, wskazując, że powinna zawierać zapisy chroniące bezwarunkowy charakter godności ludzkiej i praw człowieka jako wartości, które wyprzedzają prawodawstwo państwowe; zagwarantowanie suwerenności prawnej małżeństwa i rodziny oraz zabezpieczenie nietykalności tego, co święte w człowieku. "Niewątpliwie żyjemy w okresie, gdy pokusa, by działać bez Boga, urosła do niebywałych rozmiarów. Nasza cywilizacja techniki i dobrobytu opiera się na przekonaniu, że w zasadzie wszystko można wytworzyć. Gdy tak uważamy, życie zaczyna się zamykać w granicach rzeczy, które potrafimy wytworzyć, realności, których istnienia potrafimy dowieść. Pytanie o Boga odchodzi więc w niepamięć" - tak ks. kard. Ratzinger definiował najważniejsze wyzwanie naszych czasów, gdy ludzie żyją tak, jakby Boga nie było. Ostrzegał, że gdy człowiek występuje jak kreator, nad światem stworzenia musi zawisnąć zagłada. Wszystko zazwyczaj zaczyna się niewinnie - od pokusy bycia niewiernym Bogu w czymś małym, pod pozorem pomocy człowiekowi w jego problemach.
Mimo czarnych chmur nad światem i ludzką egzystencją prefekt Kongregacji Nauki Wiary nigdy nie okazywał lęku: wie, że prowadzi Go Jezus Chrystus. I Ktoś jeszcze... Osobny, może nieco pomijany przez biografów ks. kard. Ratzingera - jako wstydliwy? - wątek w Jego posłudze Kościołowi stanowi głęboka miłość do Matki Bożej i pobożność maryjna. Z oddaniem mówi o swym przywiązaniu do Najświętszej Dziewicy, która "jest wyrazem bliskości Boga". Dla ks. kard. Ratzingera - błyskotliwego intelektualisty - duże znaczenie miały zawsze święta maryjne, nabożeństwa majowe, październikowy Różaniec, sanktuaria poświęcone Bogurodzicy - Fatima, Lourdes. "A im jestem starszy, tym postać Matki Bożej staje się dla mnie ważniejsza i bliższa" - wyznawał. W 2000 roku na prośbę Ojca Świętego Jana Pawła II Kongregacja Nauki Wiary opublikowała trzecią część tajemnicy fatimskiej ze wstępem ks. kard. Ratzingera.
Nie można zapomnieć o bliskich związkach Benedykta XVI z Polską. Jak wszyscy Papieże XX wieku, od Piusa XI poczynając (którego jako nuncjusza apostolskiego przysłał do Warszawy Benedykt XV), zna naszą Ojczyznę osobiście. Bywał w Polsce wielokrotnie, m.in. w 2003 r. był legatem papieskim na uroczystości 750-lecia kanonizacji św. Stanisława Biskupa w Krakowie, w 2002 r. udzielił w Radomiu święceń biskupich ks. Zygmuntowi Zimowskiemu - długoletniemu pracownikowi Kongregacji Nauki Wiary. W 1988 r.
ks. kard. Ratzinger otrzymał tytuł doktora honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, w 2000 r. wrocławskiego Papieskiego Wydziału Teologicznego "za szczególne zasługi na polu nauk teologicznych i w służbie Kościołowi".
Ksiądz kardynał Ratzinger był jednym z najbliższych współpracowników Ojca Świętego Jana Pawła II. Na prośbę Papieża napisał poruszające rozważania Drogi Krzyżowej w Koloseum w Wielki Piątek 2005 r. Przewodniczył Mszy św. pogrzebowej za zmarłego Jana Pawła II, składając hołd Jego wielkości i niezwykłemu pontyfikatowi.
Jest autorem wielu książek i artykułów z dziedziny teologii, m.in. "Śmierć i życie wieczne", "Raport o stanie wiary", "Droga paschalna" i "Prawda w teologii", "Sól ziemi", "Bóg i świat". Posługuje się dziesięcioma językami obcymi.

Małgorzata Rutkowska

za: "Naszym Dziennikiem", Czwartek, 21 kwietnia 2005, Nr 93 (2198)

21. 4. 2005

Spotkania z Ojcem Świętym

Spotkania z Ojcem Świętym były dla mnie zawsze ogromnym przeżyciem, w moim życiu nie spotkało mnie nic bardziej wzniosłego. Jako 9 letnie dziecko nie kryłem radości z wyboru Papieża Polaka. Pamiętam, Jego zdjęcia wklejaliśmy wtedy do zeszytów od religii. Pełnoletność uzyskałem w 1987 roku, a więc w roku wizyty Ojca Świętego.

To były niezapomniane chwile: Gdynia, Zaspa, a nade wszystko Westerplatte, gdzie podczas spotkania z młodzieżą Ojciec Święty mówił nam o potrzebie posiadania jakiegoś własnego Westerplatte. Słowa te brzmiały niczym nakaz i ideowe Credo, na mnie osobiście wywarły wrażenie na całe dalsze życie. Byłem bardzo dumny, że byłem wtedy w kościelnej służbie porządkowej. Choć upokarzany rewizjami przeprowadzanymi przez SB, nie mogąc przeciwdziałać temu, że funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa przebierają się za księży w pobliskim lasku na Westerplatte i wnikają w tłum, to jednak czułem się wolny jak nigdy wcześniej. Nie mogłem oprzeć się przeczuciu, że jest to powiew prawdziwej wolności, która nadeszła przecież już wkrótce. W roku 1993 uczestniczyłem w spotkaniu Polaków na Litwie z Ojcem Świętym w kościele Św. Ducha w Wilnie przy cudownym obrazie Bożego Miłosierdzia. Po ukończeniu studiów pielgrzymka w 1995 do Włoch i audiencja na Watykanie. Wreszcie wspaniała msza na hipodromie w Sopocie w której biorę udział jako osoba w pełni dojrzała.

Mariusz A. Roman, Gdynia

za: "Dziennik Bałtycki", Księga Wspomnień, sobota-niedziela, 9-10 kwietnia 2005, str. 11.

11. 4. 2005

Wiek Jana Pawła II

Pontyfikat ten przypadł na bardzo długi okres naszej historii. Wystarczy uświadomić sobie, że trwał dłużej niż Druga Rzeczpospolita, dłużej niż epopeja pokolenia napoleońskiego - od utworzenia Księstwa Warszawskiego po klęskę powstania 1830 roku. W tym czasie nastąpiła rewolucja moralna "Solidarności", Polska odzyskała niepodległość, przywróciliśmy chrześcijańskie instytucje życia publicznego, zmieniła się całkowicie (najbardziej od czterystu lat) geopolityka polska.

Skąd przyszedł ten Papież?

André Frossard w "Nie lękajcie się" wspomina pierwsze wrażenia po ujrzeniu nowo wybranego Papieża: "odniosłem... wrażenie, że pozostawiając swoje sieci na brzegu jeziora, przyszedł wprost z Galilei, krok w krok za apostołem Piotrem... To będzie papież sprzed tradycji, z rodu pierwszych apostołów, pojawiający się ze swym krzyżem pośród cesarstw pogańskich, takich samych jak dawniej i równie skorych do ubóstwiania samych siebie...".

Również my, Polacy, mieliśmy powody czuć, że Ojciec Święty przychodzi z głębi historii. Należał przecież do polskiego pokolenia wojennego, tego, które Norman Davis nazwał najlepszym, jakie mieliśmy w swojej historii.

Gdy w swej ostatniej książce Jan Paweł II wraca do kluczowego dla kultury chrześcijańskiego Zachodu doświadczenia podwójnego oporu - wobec komunizmu i wobec nazizmu - przekazuje świadomość i doświadczenie tego właśnie pokolenia. Nazwano je humanizmem katolickim, a więc przekonaniem, że religia katolicka najlepiej chroni i przekazuje wartości ludzkie, a zarazem jest jedyną siłą duchową zdolną do owocnego oporu wobec antyludzkich totalitaryzmów.

To polskie doświadczenie nie było bynajmniej czymś powszechnym. Ale przekształcone przez Kardynała Wyszyńskiego w opór wobec zniewolenia Kościoła i narodu skutecznie uodporniało na złudzenia postępu, które w tym czasie bardzo poważnie zdeformowało nie tylko kulturę masową, ale również życie katolickie na Zachodzie. Sam Jan Paweł II powiedział, że nie zostałby powołany na Stolicę Piotrową, gdyby nie droga, jaką Kościół Polski poprowadził Prymas Wyszyński. To określiło punkt wyjścia pontyfikatu. A dalej były:

Obrona wolności narodów, szczególnie przed komunizmem - złem, które przeżyło upadek nazizmu.

Obrona naturalnych praw człowieka, które - w nauczaniu Jana Pawła II - są nieodłączne od praw Boga, narodu i rodziny: razem się wzmacniają, oddzielnie zanikają.

Obrona przede wszystkim życia nienarodzonych, najbardziej zagrożonego z praw ludzkich w naszych czasach. Encyklika Evangelium vitae przekazała tu nie tylko doktrynę moralności osobistej (jak encyklika Pawła VI Humanae vitae, której naukę w pełni potwierdziła), ale stanowiła nowy akt Magisterium w dziedzinie teologii politycznej. Jej nowość polegała na wyznaczeniu wyraźnej miary demokracji - która ma chronić wolność, a nie wymuszać konformizm wobec opinii publicznej popierającej zło.

Najważniejsze dla każdego Papieża jest jednak to, w czym umocni wiarę Kościoła. George Weigel, interpretując okoliczności wyboru kardynała Wojtyły, pisał, że "podczas, gdy Kościół powszechny pogrążył się w kryzysie, polski Kościół, Kościół "rozmodlonego narodu" był silny i... był to zdecydowanie Kościół "ludu Bożego"".

Jan Paweł II obejmując Urząd Piotrowy był świadom tego kryzysu. Na samym początku swego pontyfikatu, trzy tygodnie po swym wyborze, wzywał kardynałów, "aby Sobór został zrozumiany w świetle całej Tradycji i w oparciu o niezmienne Magisterium Świętego Kościoła". Dziesięć lat później pisał - w liście Ecclesia Dei - że "zakres i głębia nauczania Soboru Watykańskiego II domagają się dalszych, nowych dociekań, które jasno ukażą nieprzerwaną ciągłość istniejącą pomiędzy Soborem i Tradycją, zwłaszcza w odniesieniu do tych punktów, które, być może ze względu na swą nowość, nie zostały jeszcze dobrze zrozumiane w niektórych częściach Kościoła".

Cały pontyfikat Jana Pawła II był więc tym podwójnym wysiłkiem - odnowy wiary Kościoła i przekazywania jej światu. Ukoronowaniem tej pracy był Katechizm Kościoła Katolickiego - trzeci w czasach nowożytnych Katechizm rzymski. Nawiasem mówiąc, Papieże, którzy wydali poprzednie - Pius V i Pius X - zostali kanonizowani.

Pontyfikat Jana Pawła II ma oczywiście swój polski wymiar, a pamiętając o religijnym i powszechnym znaczeniu misji Papieża - mamy prawo i obowiązek i o nim pamiętać.

Pontyfikat ten przypadł na bardzo długi okres naszej historii. Wystarczy uświadomić sobie, że trwał dłużej niż Druga Rzeczpospolita, dłużej niż epopeja pokolenia napoleońskiego - od utworzenia Księstwa Warszawskiego po klęskę powstania 1830 roku. W tym czasie nastąpiła rewolucja moralna "Solidarności", Polska odzyskała niepodległość, przywróciliśmy chrześcijańskie instytucje życia publicznego, zmieniła się całkowicie (najbardziej od czterystu lat) geopolityka polska.

W tych wszystkich wydarzeniach rola Jana Pawła II - inspirująca, ale i bezpośrednia - była zasadnicza. Papież jest Ojcem polskiej niepodległości, o której mówił (jeszcze przed powstaniem "Solidarności"), że nie ma bez niej sprawiedliwej Europy.

Papież odszedł w opinii świętości i nie ulega wątpliwości, że Jego osobę otoczy spontaniczny kult. Kult w pełni wyrażający i potwierdzający katolicką wiarę w świętych obcowanie, i będący warunkiem kultu publicznego i oficjalnego. To będzie nowa obecność Jana Pawła II, która - tak jak ostatnie dni, które nas przy nim zjednoczyły - może jeszcze niejednym zaskoczyć.

Ale teraz jest czas żałoby - pożegnania z bezpośrednią obecnością naszego Papieża. Warto ten czas wykorzystać dla medytacji nad tym, co przeżyliśmy z Janem Pawłem II. Trzeba to zrozumieć tym bardziej, że wiek Jana Pawła II ciągle trwa.


Marek Jurek
Autor jest wiceprezesem Prawa i Sprawiedliwości, a także publicystą magazynu "Christianitas".

za serwisem internetowym: http://www.christianitas.pl/

10. 4. 2005

Gdyńska modlitwa za Ojca Świętego

W tych jakże ciężkich chwilach, polskie wspólnoty jednoczą się w sposób szczególny, pragną razem uczestniczyć w tych prawdziwie narodowych rekolekcjach. Wspólnotę ideałów, ale również wiary stanowi także gdyński PiS, dlatego w ciszy i pokorze, bez żadnych emblematów partyjnych, ale z Bogiem w sercu oraz kagankiem światła, naszym pragnieniem niech będzie wspólne uczestnictwo w gdyńskich obchodach poświeconych uczczenia pamięci zmarłego Ojca Świętego. Początek obchodów o godz. 20.00 pod Pomnikiem Ofiar Grudnia '70 przy Urzędzie Miasta Gdyni.

Drodzy Gdynianie!

Spotkajmy się w tym wyjątkowym dniu, w piątek 8 kwietnia 2005 r. by razem przeżywać smutek rozstania i razem szukać nadziei w dziedzictwie myśli Jana Pawła II, który nas nimi tak hojnie obdarzył. Zadumamy się, jak wiele zawdzięczamy Ojcu Świętemu i jak ważne wskazówki nam przekazał, byśmy mogli sprostać najtrudniejszym nawet wyzwaniom.

Bądźmy o godz. 20.00 pod Pomnikiem Ofiar Grudnia '70 przy Urzędzie Miasta Gdyni, by stąd po modlitwie, pod przewodnictwem księdza biskupa Zygmunta Pawłowicza przejść ulicą Świętojańską w kierunku Pomnika Jana Pawła II przy Kolegiacie NMP. Tam zatrzymamy się, aby jeszcze raz oddać hołd Wielkiemu Polakowi, po czym skierujemy się na Skwer Kościuszki, w miejsce gdzie 11 czerwca 1987r. Papież - Pielgrzym spotkał się z ludźmi morza.

Dzięki projekcji, na telebimach obejrzymy i wysłuchamy homilii Jana Pawła II sprzed 18 lat, która może być dla nas nie tylko wzruszającym wspomnieniem, lecz również, a może - przede wszystkim – niewyczerpanym źródłem inspiracji

Przynieśmy na to spotkanie świece i lampiony !

Prezydent Miasta Gdyni

Wojciech Szczurek


Środowisko gdyńskiego PiS spotyka się o godz. 19.40 pod „Cafe Dziupla” w łączniku ulic: Świętojańskiej i Władysława IV na przeciwko stacji benzynowej by razem wziąć udział w
gdyńskich uroczystościach.

Oddajmy w ten sposób cześć Wielkiemu Papieżowi oraz Wielkiemu Polakowi !!!

W imieniu gdyńskiego pełnomocnika PiS

Mariusz A. Roman

Ważne: PODAJ DALEJ, WYŚLIJ SMS, ZADZWOŃ DO ZNAJOMEGO !!!

6. 4. 2005

Odszedł wielki Papież i wielki Polak

Odszedł Karol Wojtyła - Jan Paweł II, Papież który zmieniał świat i ludzkie serca. Dla nas był przede wszystkim wielkim Polakiem na tronie Piotrowym. Dla wszystkich był wielkim autorytem i niezwykle dobrym Człowiekiem. Ojciec Święty zmarł w sobotę o godz. 21:37 - głosi komunikat Stolicy Apostolskiej.

Watykan poinformował, że przeprowadzono wszystkie procedury zawarte w konstytucji Stolicy Apostolskiej dotyczące stwierdzenia zgonu papieża.

Wiadomość o śmierci Jana Pawła II podał uczestnikom czuwania na Placu świętego Piotra substytut sekretarza stanu, arcybiskup Leonardo Sandri. Nasz Ojciec Święty powrócił do domu Ojca - powiedział arcybiskup.

Karoł Wojtyła odszedł w wigilię święta Miłosierdzia Bożego. Święto to ustanowił sam na pierwszą niedzielę po Wielkanocy, kanonizując w tym dniu w 2000 roku siostrę Faustynę Kowalską.

2. 4. 2005

PAP: Jan Paweł II o cierpieniu

Cierpienie, o którym tak wiele pisał Jan Paweł II w listach apostolskich i orędziach, nie jest mu obce. Nie krył cierpienia, jakiego doznał po zamachu na swe życie, jak i ostatnio - gdy zmaga się z ciężkimi chorobami.

Papież, którego nazwano niegdyś Bożym Atletą, od lat cierpi na chorobę Parkinsona, jest też po kilku operacjach - wszczepienie endoprotezy stawu biodrowego spowodowało trudności z chodzeniem. Ostatnio doszły do tego problemy z oddychaniem i zabieg tracheotomii. Gdy Ojciec Święty pokazał się w Wielką Niedzielę w oknie pałacu apostolskiego, nie zdołał - choć próbował - wymówić słów błogosławieństwa "urbi et orbi" (miastu i światu). Z widocznym grymasem bólu uczynił jedynie gest ręką.

W Liście Apostolskim "Salvifici doloris", ogłoszonym 11 lutego 1984 roku, a poświęconym wartości ludzkiego cierpienia, papież odniósł się do ewangelicznej nauki o cierpieniu. "Prosimy Was wszystkich, którzy cierpicie, abyście nas wspierali. Właśnie Was, którzy jesteście słabi, prosimy, abyście stawali się źródłem mocy dla Kościoła i ludzkości. W straszliwym zmaganiu się pomiędzy siłami dobra i zła, którego widownią jest nasz współczesny świat, niech Wasze cierpienie w jedności z Krzyżem Chrystusa przeważy" - apelował w nim papież do chorych całego świata.

Jest to pierwszy w dziejach Kościoła List Apostolski poświęcony ludzkiemu cierpieniu, a zwłaszcza jego znaczenia dla misji zbawczej Kościoła. Stąd też dzień 11 lutego jest obchodzony przez Kościół jako Światowy Dzień Chorego. Został on ustanowiony przez Jana Pawła II 13 maja 1992 roku - w 75. rocznicę objawień fatimskich i w 11. rocznicę zamachu na jego życie na Placu św. Piotra w Rzymie.

Papież zwrócił się też z apelem do władz każdego szczebla, zachęcając, by uwagę i zainteresowanie Kościoła światem cierpienia uznali za okazję "do dialogu, spotkania i współpracy w budowaniu społeczności, która poprzez troskę o cierpiących będzie czynić postępy na drodze sprawiedliwości, wolności, miłości i pokoju".

Jan Paweł II w orędziach kierowanych z okazji Światowego Dnia Chorego często zwracał się z apelami do lekarzy i wszystkich pracowników służby zdrowia, by "byli zawsze wrażliwi na potrzeby cierpiących, a wykonując swój zawód umieli łączyć kompetencje z wymogami człowieczeństwa". Wielokrotnie podkreślał że "jesteśmy strażnikami życia, nie jego właścicielami".

Stanisław Karnacewicz

za: http://www.wp.pl/

1. 4. 2005

„DB-Rejsy”: Chojnicki spór w 60. rocznicę wkroczenia wojsk radzieckich

Zieliński jest absolwentem historii. Interesował się nią, jak mówi od zawsze. – I to tą prawdziwą historią, nie kłamstwami powtarzanymi w szkołach - twierdzi zdecydowanym głosem. Dotarcie do informacji historycznych umożliwiła mu w trudnych czasach działalność w Federacji Młodzieży Walczącej. – Moim dowódcą był Mariusz Roman, późniejszy gdyński radny – mówi Zieliński z zapałem.

Chojnice podzielili żołnierze radzieccy. Nie 60 lat temu, gdy wykurzyli z miasta Niemców, ale właśnie teraz. W ubiegłym tygodniu. Podczas wyjątkowo uroczystej fety ku czci poległych Rosjan. [...] – Pamięć o poległych jest ważna. Ale nie należy zapominać też o prawdzie – odpowiada opozycja.

[...] - Przeczytałem w sobotniej gazecie, że w poniedziałek odbędzie się w Chojnicach feta z okazji, jak to nazwano, „wyzwolenia Chojnic przez armie radziecką”. Wyczytałem także, że gościem honorowym będzie rosyjski konsul. Aż mną zatrzęsło – opowiada Wojciech Zieliński, trzydziestoletni mężczyzna. Zieliński jest absolwentem historii. Interesował się nią, jak mówi od zawsze. – I to tą prawdziwą historią, nie kłamstwami powtarzanymi w szkołach - twierdzi zdecydowanym głosem. Dotarcie do informacji historycznych umożliwiła mu w trudnych czasach działalność w Federacji Młodzieży Walczącej. – Moim dowódcą był Mariusz Roman, późniejszy gdyński radny – mówi Zieliński z zapałem.
Późniejsze studia w Toruniu i Bydgoszczy tylko poszerzyły jego zainteresowanie historią najnowszą. Z naciskiem na czasy komunistyczne. – Tematem mojej pracy magisterskiej była działalność oddziału majora Łupaszki. Przy okazji dowiedziałem się wiele o tym, co robiła Armia Radziecka na ziemiach polskich już po wojnie, w latach 40. i 50. – tłumaczy. Ta wiedza przydała mu się właśnie w poniedziałek, 14 lutego.

Bez zapowiedzi

- Byłem bardzo zdziwiony faktem, że taka wielka uroczystość nie była wcześniej zapowiedziana – mówi Piotr Stanke, prezes Wyborczego Forum Samorządowego, porozumienia opozycyjnego w Chojnicach. – Miała być uroczystość na cmentarzu, salwa honorowa, kompania wojska. Zazwyczaj takie fety są szeroko reklamowane. Plakaty wiszą w całym mieście, zapraszane są różne organizacje. A tu cisza. Pana to nie dziwi? No, ale przecież burmistrz może wszystko. SLD ma u nas zdecydowana większość. My tylko czterech radnych.
Piotr Stanke, pięćdziesięcioletni szef chojnickiej izby rzemieślniczej jest w mieście osobą bardzo znaną i popularną. Do tego stopnia, że w ostatnich wyborach parlamentarnych uzyskał około pięć tysięcy głosów.
- Startowałem wtedy z listy Ligi Polskich Rodzin. Byłem na czwartym miejscu na liście Ligi. Zgodnie z ordynacją do Sejmu dostał się jednak Robert Strąk - wspomina Stanke i uśmiecha się. – Mnie to nie załamało. Mam co robić.
Stanke zrezygnował ze współpracy z LPR. Został członkiem Prawa i Sprawiedliwości. – Nawet nie ma Pan pojęcia, z jaka radością wypełniałem oświadczenia majątkowe, pisałem o swojej przeszłości. Nie mam nic do ukrycia i to jest partia dla mnie – mówi.
Stanke nie jest radnym, ale jednak pojawił się 14 lutego na sesji Rady Miasta. – Miała to być sesja budżetowa, przyszedłem więc posłuchać – mówi. I dzięki temu stał się świadkiem bardzo nietypowego posiedzenia.

Akcja na telefon

[...] – Wystarczyło kilka telefonów do znajomych, żeby podjąć decyzję o tym, że nie możemy pozostać obojętni na taki policzek jak zaproszenie konsula – opowiada Zieliński. Do kogo dzwonił?
- To zaufani znajomi, z którymi od czasu do czasu pokazujemy publicznie, co myślimy. Gwizdaliśmy na premiera Millera, gwizdki poszły w ruch podczas wizyty Jarugi-Nowackiej. W tym przypadku nie chcieliśmy jednak gwizdać. W końcu chodziło także o poległych. Po zastanowieniu postanowiliśmy, że postaram się wystąpić podczas sesji z zaimprowizowanym referatem – twierdzi Zieliński.

Wnioski i głosowanie

Na razie jednak opiszemy fakty. Poniedziałek, 14 lutego. Na rozpoczętej właśnie sesji Rady Miasta pada wniosek burmistrza Finstera, by poszerzyć program o okolicznościowe wystąpienia – historyka z chojnickiego liceum i konsula Jurija Aleksiejewa. – Zawsze, co roku obchodzimy tę rocznicę. Tegoroczna miała być bardziej uroczysta. Radny Jerzy Erdman zaproponował, żeby zorganizować ją w sposób odmienny – opowiada burmistrz.
Wniosek przechodzi bez problemów. Wtedy wstaje opozycyjny radny – Andrzej Mielke z Wyborczego Forum Samorządowego. Stawia wniosek by do głosu dopuścić Zielińskiego.
- Jest mieszkańcem Chojnic i ma prawo wypowiedzi na forum samorządowym – argumentuje.
Rozpoczynają się przepychanki proceduralne. Wreszcie głos zabiera burmistrz Finster. Proponuje, by wniosek Mielkego przegłosować. Sprawa dla opozycji wydaje się przegrana. W końcu SLD ma w radzie zdecydowaną większość. Jednak zdarza się cud! Na 21 radnych (w tym 17 koalicji) za wnioskiem Mielkego jest 10. Zieliński może wystąpić!
- Popełniłem jakiś błąd – miał powiedzieć pod nosem burmistrz. [...]

Gwałty i rabunki

W Chojnicach nadal mieszka wielu świadków tamtych wydarzeń. – Niektóre z tych osób opowiadają mrożące krew w żyłach historie – mówi Piotr Stanke. I sam opowiada wiele zasłyszanych historii: - Rosjanie rozpoczęli od gwałtów i rabunków. Przede wszystkim dotarli do znanej wytwórni wódek i likierów Kazimierskiego. Pili na umór i gwałcili. Mam w rodzinę osobę, która jest właśnie dzieckiem z takiego gwałtu. Potem zaczęli wchodzić do mieszkań i domów. Zapalonymi pochodniami oświetlali sobie przeróżne zakamarki, gdzie szukali różnych dóbr. Potem te pochodnie rzucali na podłogi. Mieszkania wypalały się od środka.
- Chojnice podczas wojny były przyłączone do Rzeszy i jak niemieckie miasto były traktowane przez Armię Radziecką. O wejściu Rosjan opowiadał mi ojciec. Wspominał, jak Rosjanie wyrzucili na plac przed biblioteką wszystkie książki i je spalili – dodaje Wojciech Zieliński. – Na pewno z perspektywy czasu nie można powiedzieć, że chojniczanie chcieli być wyzwoleni w ten sposób.
I o tym aspekcie „wyzwolenia” Zieliński chciał powiedzieć na sesji. Ale nie powiedział.

O Czeczeni cicho, sza!

- Mówiłem głównie o tym, co działo się na polskich ziemiach wschodnich. O Katyniu, mordowaniu mieszkańców Wileńszczyzny, masowych aresztowaniach i wywózkach żołnierzy Armii Krajowej. Mówiłem o zbrodniach Rosjan – relacjonuje Zieliński. O Chojnicach mówiłem niewiele.
Młody historyk miał ochotę powiedzieć dużo więcej – o interwencjach radzieckich w Afganistanie, o wojnie w Czeczenii. Nie powiedział. – Bo burmistrz mnie prosił. Stwierdził, że jak wspomnę coś o Czeczenii to wybuchnie międzynarodowy skandal – tłumaczy Zieliński. – No to nie wspomniałem.
- Prosiłem o to. Bo taka wypowiedź była niepotrzebna – mówi Finster.
Zieliński tak się zapalił do tego co mówił, że skończył swój wykład ze łzami w oczach. [...]

Kto chce, niech czyta

Zieliński dostał po sesji kilkadziesiąt SMS-ów z gratulacjami. Do Andrzeja Mielke zadzwonił jakiś mężczyzna. Starszym głosem podziękował w imieniu swojej rodziny za to, że ktoś w końcu powiedział prawdę. Skoro sprawa wywołała tyle emocji, dlaczego nie można było od razu uwzględnić niewygodnej dla Rosjan prawdy w programie uroczystości?
- Nie można byłoby wtedy zapraszać konsula. A nasza władza lubi się pławić w blasku znanych osobistości – mówią opozycjoniści. [...]

Jarosław Popek

za: „Dziennikiem Bałtyckim – dodatek Rejsy”, piątek 25 lutego 2005 r., str. 12-13.

27. 2. 2005

„Gość Niedzielny”: Moim zdaniem, Mariusz Roman o Rodzinnych Domach Dziecka

Rodzinne Domy Dziecka to najbardziej efektywna forma opieki nad sierotami (dzisiaj przede wszystkim społecznymi) zbliżona do domu rodzinnego, a bardzo często po prostu go tworząca. Nie można było powołać do życia i usankcjonować prawnie bardziej przyjaznej i jakże potrzebnej instytucji. Większość RDD to po prostu najzwyklejsze domy, gdzie dzieci czują się bezpieczne a przede wszystkim są kochane. Przecież w rodzinnym domu dziecka jest mama i tata i są zawsze – mówi Mariusz Roman w komentarzu do tekstu Ks. Sławomira Czaleja pt. „Pomysł na lepsze dzieciństwo”, zamieszczonym w najnowszym numerze archidiecezjalnego dodatku do „Gościa Niedzielnego”.

W takich domach dzieci przez sam fakt uczestniczenia w jego życiu, podczas wspólnie wykonywanych zajęć domowych, wspólnego świętowania a często i modlitwie odnajdują swoje utracone wcześniej miejsce w życiu.

Mankamentem jest jednak brak profesjonalnie wykształconych pedagogów chętnych do jakże ciężkiej pracy w RDD. Osoby wykształcone, mające doświadczenie zawodowe w pracy z dzieckiem wolą pracę w instytucjach oferujących klasyczne formy opieki. Tymczasem RDD to najlepsza i co niebagatelne dla samorządowca najtańsza forma opieki nad dzieckiem. Cieszy jednak fakt, że pewien proces się zaczął i chyba nic już nie jest go w stanie zatrzymać. Nawet te „molochy”, jakimi były dotychczas Domy Dziecka zmieniają swój charakter. W Gdyni od wielu już lat grupy są małe, zwane rodzinkowymi, a zatem praca z dzieckiem ma coraz częściej charakter indywidualny. Tworzy się tam także mieszkania chronione, gdzie młodzież przygotowywana jest do startu w samodzielność. Na bazie Domu Dziecka stworzono coś w rodzaju inkubatora, gdzie nie tylko kreuje się, ale także roztacza opiekę nad nowopowstającymi RDD.

za: „Gość Niedzielny”, Tygodnik Katolicki, Nr 6/2005 rok LXXXII, 6 lutego 2005, dodatek „Gość Gdański” str. IV-V.

6. 2. 2005

Naszemiasto.pl: Radni na ring!

Serwis naszemiasto.pl zaprasza swoich Czytelników do zabawy – pojedynków bokserskich pomiędzy radnymi. Każda walka potrwa tydzień, a ciosami będą głosy zwolenników poszczególnych radnych. W tym tygodniu na ringu stanęli m.in. dwaj antagoniści z gdyńskiej Rady Miasta: Mariusz Roman z PiS oraz Jarosław Duszewski z SLD. Redakcja „Prawicy Polskiej” zachęca do wsparcia radnego PiS.

Mariusz Roman, gdyński radny Prawa i Sprawiedliwości. Opozycyjny radny, ale zaliczany do tzw. miękkiej opozycji. Uważa, że miasto jest nieźle zarządzane, choć twierdzi, że korzystanie z unijnych środków, zwłaszcza ekologicznych jest niedostateczne. Forsuje wprowadzenie prorodzinnej polityki. Chce, by pomagano rodzinom jako takim, a nie wyłącznie dysfunkcyjnym. Człowiek o wyraźnych katolickich korzeniach. Jego stosunek do kościoła bywa powodem ostrych dyskusji z lewicą.

Jarosław Duszewski, gdyński radny SLD. Opozycyjny radny, ale zaliczany do twardej opozycji. Uważa, że miasto jest źle zarządzane, że działa, ale dzięki energii, która pozostała po rządach prezydent Franciszki Cegielskiej. Domaga się oddzielenia spraw świeckich od kościoła. Radykał, któremu nie po drodze z rządzącymi, ale i z ugrupowaniem opozycyjnym - PiS. Choć jak mówi paradoksalnie znajdują się po tej samej stronie barykady.

za: http://gdynia.naszemiasto.pl/

Od redakcji „Prawicy Polskiej”:
Aby poprzeć radnego Mariusza Romana z PiS, należy wejść na podany poniżej link i kliknąć na zakładkę głosuj, która znajduje się nad fotografią radnego.

http://gdansk.naszemiasto.pl/radni_na_ring/ specjalna_pozycja/2566_3026.html?pp=4

17. 1. 2005

"Oczami Bezpieki"

Z wielką przyjemnością chciałbym zarekomendować książkę dr Sławomira Cenckiewicza (ur. 1971), pracownika naukowego Instytutu Pamięci Narodowej, "Oczami Bezpieki Szkice i materiały z dziejów aparatu bezpieczeństwa PRL". To kolejna po pracy Antoniego Dudka "Reglamentowana rewolucja. Rozkład dyktatury komunistycznej w Polsce 1988-1990", książka, która w oparciu o zachowane dokumenty komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, pozwala wejrzeć dogłębnie w "jądro ciemności”, jakim był czas PRL. I podobnie jak dzieło Włodzimierza Bukowskiego "Moskiewski Proces" pozwala potwierdzić lub zweryfikować swoją wcześniejszą wiedzę na temat planów i działań komunistycznych decydentów.

Nie sposób na 620 stronach opisać w całości ponad 45 lat zagadnień związanych z UB/SB, ale autorowi udało się na 17 przykładowych operacji agenturalnych pokazać wielopłaszczyznowość minionego totalitaryzmu. Jednocześnie zapisy esbeckie są bogato konfrontowane z inną literaturą przedmiotu, jak i osobistymi wspomnieniami uczestników wydarzeń. A są nimi min. "Afera Bergu", Gromosław Czępiński (były ulubieniec mediów) jako wywiadowca śledzący Polonię Amerykańską, Gdański Marzec'68, operacja "Arka" przeciw RMP, prowokacja „antymaryjnego memoriału" na Soborze Watykańskim II czy operacja kryptonim "Federacja" o FMW.

Myślę, że każdy w tej fascynującym dziele znajdzie coś dla siebie. Jednych zainteresuje figurant "Lis", czyli dr hab. Bronisław Gieremek, któremu założono sprawę po tym jak w 1965 r. złożył samodzielną, prywatną wizytę radcy kulturalnemu ambasady francuskiej w Warszawie. I śledzimy jak tenże "Lis", przy pomocy partyjnej nomenklatury niszczy niewygodnego mu doc. Jana Borkowskiego.
Innych zainteresuje Marzec'68 gdzie zdaje się być udowodniona teza o esbeckiej prowokacji w celu usunięcia tow. Gomółki (pierwsza próba w czasie obchodów Milienium 1966 r., trzecia udana Grudzeń 1970 r.). Kolejnych zadziwi zgodność kościelnych modernistów i komunistycznych aparatczyków w atakach na katolickiego bohatera kardynała Ottaviani. I na koniec niektórzy PT Czytelnicy zapytają, a kto to był TW "Krzysztof" z gdańskiej FMW ?, i pochylą głowy nad zapomnianym, zamordowanym Robertem Możejko działaczem kętrzyńskiego FMW.

Życzę owocnej lektury, książkę wydało www.arcana.pl

Piotr Błaszkowski

Od redakcji: Praca dr Sławomira Cenckiewicza pt. "Oczami Bezpieki Szkice i materiały z dziejów aparatu bezpieczeństwa PRL" jest do kupienia w kilku trójmiejskich księgarniach np. w Ossolineum w Gdańsku i na Wydziale Prawa i Administracji UG na Przymorzu. Można ja również zamawiać za pośrednictwem księgarni wysyłkowej: http://www.poczytaj.pl/sesja=&akcja=czytaj_wiecej&ksiazka=9229

10. 1. 2005

Nowości w PiS: Wyjść z marginesu

Nowym pełnomocnikiem Prawa i Sprawiedliwości w Gdyni został Zbigniew Kozak. Zastąpił Piotra Tymańskiego. Nowi i młodzi są też najbliżsi współpracownicy pełnomocnika.

- Najpierw muszę zrobić remanent, bo od tego wszystko się zaczyna, ale mam nadzieję zorganizować w Gdyni silne struktury PiS – mówi Zbigniew Kozak, 43-letni politolog i informatyk. – To partia, która ma duże poparcie społeczne, więc trzeba zbudować odpowiednio duże struktury, które teraz po prostu są słabe. Tu trzeba myśleć o przyszłych wyborach parlamentarnych i samorządowych, a na dzień dzisiejszy PiS ma w Gdyni tylko dwóch radnych. Na pewno chcę to zmienić. Tu jest dużo sympatyków PiS-u, a więc bardzo duży potencjał. Nie możemy być tak zmarginalizowani jak teraz.

Plany PiS-u w nowej szacie personalnej to również zaangażowanie w rozwiązywanie konkretnych problemów społeczności lokalnej, co z kolei będzie się wiązało z rozwojem struktur, które mają sięgać poziomu dzielnic.
- W PiS jest sporo radnych dzielnic – dodaje nowy gdyński pełnomocnik tej partii. – To są osoby, które rozumieją problemy nawet na najniższym poziomie, które będą się starały znajdować te problemy, a potem wspólnie je rozwiązywać.

Pierwsze decyzje Zbigniewa Kozaka to dobór grona najbliższych współpracowników. Jego zastępcą ds. organizacyjnych został Marcin Horała, 23 lata, politolog, radny Rady Dzielnicy Chylonia. Zastępca ds. politycznych to Grzegorz Bonk, 33 lata, ekonomista, przewodniczący RD Śródmieście. Sekretarzem został Marcin Dobrzyński, 23 lata, student ekonomii, wiceprzewodniczący RD Leszczynki. Skarbnik to Artur Dziambor, 22 lata, student zarządzania i marketingu, prezes Stowarzyszenia „Młodzi dla Gdyni”. Koordynatorem spraw samorządowych jest Mariusz Roman, 35 lat, politolog, radny Rady Miasta Gdyni. Z działaczami PiS-u można spotkać się we wtorki i środy, w godzinach popołudniowych, w Cechu Rzemiosł i Przedsiębiorczości w Gdyni, przy ul. 10 Lutego, pokój 518.

JAGA

za: „Głosem Wybrzeża”, wtorek 4 stycznia 2005 r. str. 3

4. 1. 2005

ARCHIWUM AKTUALNOŚCI (LATA 2001-2006):
Sierpień 2001 | Wrzesień 2001 | Październik 2001 | Listopad 2001 | Grudzień 2001
Styczeń 2002 | Luty 2002 | Marzec 2002 | Kwiecień 2002 | Maj 2002 | Czerwiec 2002
Sierpień 2002 | Wrzesień 2002 | Październik 2002 | Listopad 2002 | Grudzień 2002
Styczeń 2003 | Luty 2003 | Aktualności z lat 2004-2006

Pomorskie Towarzystwo na rzecz Poszkodowanych Właścicieli
i Użytkowników „Petycja” w Gdańsku

którego jednym z założycieli jest gdański radny Ryszard Śnieżko udziela informacji i doraźnej pomocy w sprawach związanych z ochroną interesów właścicieli i użytkowników poszkodowanych działaniami władz, organów administracyjnych i innych instytucji publicznych; w zakresie budownictwa, ekonomiki i prawa cywilnego.

Informacje: tel. 305-03-32 „Petycja”


Redaktor naczelny: Andrzej Denis; zespół redakcyjny: Marcin Adamiak, Leszek Antoszewski, Grzegorz Bonk, Janusz Długołęcki, Marcin Dobrzyński, Artur Dziambor, Marcin Horała, Dariusz Lubański, Waldemar Pawilczus, Maciej Roman, Mariusz A. Roman, Zdzisław Urla; adres korespondencyjny: ul. Marii Curie-Skłodowskiej 15A/2, 81-231 Gdynia; wydawca: Towarzystwo Przyjaciół Grodna i Wilna „Osobita” w Gdańsku; www: http://www.prawicapolska.pl; e-mail: redakcja@prawicapolska.pl. Redakcja nie zwraca tekstów nie zamówionych oraz zastrzega sobie prawo do ich skracania i zmiany tytułów.

Z teczek bezpieczeństwa

BASTION ŚWIĘTEGO JERZEGO

POMORZE

HISTORIA

IDEE

GOSPODARKA

WYWIADY

LINKI

Dodaj do ulubionych

Ustaw stronę Prawicy Polskiej jako startową

Poleć stronę znajomym

Mariusz A. Roman

FMW

Liga Republikańska