|
496195
NUMER BIEŻĄCY

STRONA GŁÓWNA
AKTUALNOŚCI
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKTY
LISTY
ZAPISZ SIĘ NA LISTĘ DYSKUSYJNĄ PRAWICA POLSKA
|
|
|
|
 |
Refleksja Wielkanocna Wielu łask z rąk zmartwychwstałego Pana Czytelnikom Prawicy Polskiej, życzą Andrzej Czaplicki, Mariusz A. Roman, Piotr Tymański oraz Zdzisław Urla, radni Miasta Gdynia. Jednocześnie z inicjatywy Zdzisława Urli, na ten czas świąteczny polecamy pod rozwagę fragmenty pięknej książki ks. prof. Malińskiego z cyklu COGITO ERGO SUM. Ostatnia wieczerza
(...) Gdy Jezus spożywał posiłki z grzesznikami i celnikami „szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. « Ten który przyjmuje grzeszników i jada z nimi » (Łk 15,12). Właśnie dlatego, że tak było wtedy traktowane wspólne zasiadanie przy stole i wspólne pożywanie się: po pierwsze , było to zjednoczenie się z Bogiem – żywicielem naszym, ale po wtóre, łączenie się, związanie ze sobą nićmi prawie że pokrewieństwa, wspólnie posilających się – wprowadzenie zaproszonych do posiłku w swoją sferę bytowania... Jezus po rozdaniu chleba eucharystycznego przystępuje do spożywania wieczerzy... Nie przypadkiem pod koniec wieczerzy przebiega akcja z kielichem wina. „Ten kielich jest Nowym Przymierzem we krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie na moją pamiątkę (1 Kor. 11,25). Św. Mateusz dodaje „Pijcie z niego wszyscy (Mt 26,28). Wino wyrażało cierpienie Jezusa – stało się symbolem Jego męczeńskiej męki... Jezus użył tutaj najprawdopodobniej hebrajskiego słowa dam, które określa krew zwierzęcia ofiarnego albo śmierć człowieka, który zginął męczeńską śmiercią... „Pożywać Jego ciało” i „pić Jego krew” to znaczy jednoczyć się a Nim, a więc upodobniać się do Niego, a więc żyć tak jak On w służbie ludzi... Każde życie człowiecze w prawdzie, wolności, sprawiedliwości i miłości jest ofiarą Bogu składaną, a jednocześnie stanowi uczestnictwo w życiu niebieskim już tu na ziemi. Stąd nie przypadkiem napotykamy w mowie pożegnalnej Jezusa fragmenty dotyczące radości. To Wam powiedziałem. «To Wam powiedziałem aby radość moja w Was była: aby radość Wasza była pełna (J 15,11)... Apostołowie zrozumieli w pełni Ostatnią Wieczerzę niewątpliwie dopiero po zmartwychwstaniu... Dopiero z tej perspektywy byli w stanie zrozumieć Jego zwyczajne posiłki z grzesznikami, Jego rozmnożenie chleba. Słowa takie jak„ a Ja jestem z Wami po wszystkie dni aż do skończenia świata ( Mt 28,20), „Kto spożywa ciało moje i pije krew moją trwa we mnie a ja w nim ( J 6,58)... Nie jest szczęśliwe słowo „ciało” jakim się posługujemy... Jezus użył prawdopodobnie hebrajskiego słowa „baśar”, które oznacza „człowieka”... Dowodem na to, że zrozumieli jest samo zacytowanie tych tekstów w Ewangelii... Zrozumieli i to, że przemiana chleba i wina w Ciało i Krew Jezusa miała na celu przemianę tych, którzy uczestniczą w uczcie. Przemienione zostało samo ucztowanie... właśnie po to, aby przez Niego mocą Ducha Świętego została przemieniona cała wspólnota na wspólnotę z Bogiem Ojcem . Pascha (...) A gdy nadeszła pora, zajął miejsce u stołu, a apostołowie z Nim. Wtedy rzekł do nich «Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami, zanim będę cierpiał» (Łk 22,15)... Pierwsza paschę świętował naród żydowski w noc wyjścia z Egiptu. Według Księgi Wyjścia Mojżesz i Aaron otrzymali od Boga szczegółowe polecenie jak Pascha ma przebiegać.... każda rodzina miała się postarać o baranka... Czternastego dnia miesiąca (zwanego początkowo Abib, a potem – od niewoli babilońskiej – Nisan) miał zostać on o zmierzchu zabity. Krwią jego maił być pokropiony próg i odrzwia domu. Następnie powinien zostać upieczony i spożyty z gorzkimi ziołami i z chlebem niekwaszonym... Krew była dla Żydów czymś świętym (Rdz 9,4; Kpł 17,11 n), była symbolem życia. Gorzkie zioła polne, zastępując sól, symbolizowały gorzkość życia żydowskiego w niewoli, miały znaczenie oczyszczenia i uświęcenia (Kpł 8,1 n) (...). Pascha była spożywana od zachodu słońca do północy (obowiązywał post od godziny trzeciej po południu). Na początku podawano kielich wina. Z kolei spożywano zakąskę : gorzkie jarzyny maczane w soku owocowym. Potem ojciec rodziny zaczynał przemówienie oparte na treści zawartej w Księdze Powtórzonego Prawa (...) (Pwt 26, 5 – 9). Wtedy łamano chleb wypowiadając błogosławieństwa. Spożywanie błogosławionego chleba było aktem świętym; zachowywano w tym czasie milczenie. Z kolei następowała wieczerza, gdzie główną potrawą było mięso baranka. Potem odmawiano psalm Alleluja ( 115 ), pito trzeci kielich wina. Ucztę kończył psalm 117 i 118 i czwarty kielich wina (...) Funkcję uczestniczenia w przymierzu jakie trwa pomiędzy Bogiem a narodem wybranym spełniały przede wszystkim błogosławieństwa nad chlebem i bogosławieństwa nad winem (...). Jezus w całej rozciągłości stał na stanowisku, że przymierze z Bogiem , to nie ofiary, krwawe i nie krwawe składane w świątyni, ale życie w wierze : w prawdzie, sprawiedliwości, wolności i miłości (...). ( fragmenty z książki ks. Prof. M. Malińskiego „ Zrozumieć Eucharystię” Wrocław 1997 ) 30. 3. 2002
Burzliwa Sesja absolutoryjna... Rada Miasta Gdyni udzieliła w środę Zarządowi absolutorium za wykonanie ubiegłorocznego budżetu. Przeciw absolutorium głosowali radni SLD oraz Przymierza Prawicy–PiS. Podczas Sesji przyjęto również niedopracowaną i ogólnikową uchwałę o przeciwdziałaniu bezrobociu w mieście. Sesja została zdominowana prawie trzy godzinną dyskusją dotyczącą absolutorium, ale prowadzoną w punkcie obrad... poprzedzającym uchwałę absolutoryjną tj. przyjęcia sprawozdania z wykonania budżetu. Normalnie ten punkt dot. tzw. uzgodnienia bilansu tj. odpowiedzi czy radni mają wątpliwości do prawdziwości danych, by na bazie tzw. uzgodnionego salda być albo za takim wykonaniem budżetu albo przeciw. Dyskusję nad absolutorium rozpoczęły panie radne z SLD od krytyki Zarządu Miasta pod przewodnictwem Wojciecha Szczurka. Zarzucając m.in. niewykorzystanie w całości dostępnych środków budżetowych. W zamian usłyszały, że mężczyźni z SLD w Gdyni, wbrew galanterii SLD wobec kobiet - jaka panuje w Warszawie, do dyskusji dopuścili kobiety. Przedstawiciel zarządu miasta wprost zasugerował "...że się na tym mniej znają”. W odpowiedzi na te zarzuty wystąpił r. Jarosław Duszewski, stwierdzając, że to nie prawda i czas, aby na postawione zarzuty Zarząd Miasta odpowiadał merytorycznie. Wówczas prezydent Szczurek zarzucił Duszewskiemu, grożąc mu jednocześnie palcem, że jest człowiekiem pozbawionym honoru, bo po wczorajszych jego kłamstwach żona prezydenta płakała. - Gdy widziałem r. Duszeskiego na pogrzebie Franciszki, to myślałem sobie – kontynuował Szczurek - że być może każdy potrafi przyznać się do błędu i żałować... Gdy na mównicę wszedł ad vocem Duszewski radni AWS i część PO wyszli z sali. Tymczasem od Jarosława Duszewskiego można było dowiedzieć się, że istotnie wczoraj powiedział, że skoro żona prezydenta pisze doktorat na wydziale UG, to, gdy miasto wydzierżawia za małą cenę teren o wartości 200 mln zł nawet na szczytny cel, to nie można w/g niego mówić, że wszystko jest w porządku. - Rodziny wszystkich polityków nie mają lekko – kontynuował. - I proszę nie porównywać się z prezydent Cegielską, z którą istotnie toczyłem ostre spory - bo się Pan do niej nawet nie umywa. Nigdy, nie byłby Pan Prezydentem Gdyni, gdyby Pan nie wskazała, a ja na grób Franciszki przychodzę każdego 1 listopada... Radni Przymierza Prawicy – PiS nie doczekali się podczas tej burzliwej dyskusji odpowiedzi na postawione pytanie, dotyczące zwolnień podatkowych dla firm w mieście. Nie wiadomo, zatem czy kilka milionów złotych zaległości darowano jedynie przedsiębiorstwom komunalnym czy np. hipermarketom. Ostatecznie absolutorium Zarząd Miasta otrzymał. Klub SLD oraz czterej Radni Przymierza Prawicy-PiS byli przeciw, część osób się wstrzymała... Radny Grześkowiak z AWS, któremu SLD zarzucił, iż już w listopadzie Komisja Sportu była za absolutorium, chociaż pierwsze materiały komisje otrzymały w grudniu, powiedział ad vocem, że jedyne, co można zarzucić Zarządowi to ręce na szyję... Ktoś z sali dodał "...i udusić" itp. ping-pong... emocje, nie przebieranie w słowach... Ponadto Rada Miasta Gdyni przyjęła tego dnia, np. uchwałę o walce z bezrobociem, pomimo tego, że był to właściwie zbiór ogólników i tzw. pobożnych haseł - z jednym wyjątkiem - opatrzonych uwagą "w ramach środków w budżecie...". Pomimo tego, że wszystkie budżety od gdyńskiego poprzez pomorski do krajowego... są już uchwalone, a Art. 58 ustawy o samorządzie gminnym każe wskazywać zobowiązania i źródła ich pokrycia... To radni AWS i tak zawsze głosują..."ZA". Dla porównania - Gdańsk przyjmując analogiczną uchwałę podał, ile przeznaczonych jest na ten cel środków finansowych. Gdynia przyjmując uchwałę, która obliguje Zarząd Miasta do walki z bezrobociem "w ramach wolnych środków z budżetu", a jednocześnie wydając sporo by się promować... strzela sobie tzw. samobója. Zdzisław URLA; urla@itnet.pl 30. 3. 2002
"The Financial Times": O przyszłych urzędnikach Unii Europejskiej Dziennik brytyjski „The Financial Times” z 26 marca 2002, John Reed, Polska: Inteligentni młodzi ludzie - robiący karierę – kiedyś wstępowali do partii komunistycznej, a dziś są szkoleni dla Unii Europejskiej "Pewnej soboty rano, w tym miesiącu, około 300 Polaków w wieku 20-30 lat, ubranych w klasyczne garnitury lub kostiumy, zdążało do sali wykładowej w jednym z warszawskich wysokościowców. Wielu z nich wyjechało przed świtem z odległych miejscowości na inaugurację rocznego kursu na temat Unii Europejskiej.
"Wy jesteście tą grupą, która stworzy awangardę - wy będziecie Polsce niezbędni" - powiedział Józef Oleksy, były premier, uważnym słuchaczom. "Chcemy realizować nasze interesy w UE i będziemy potrzebować tam swoich przedstawicieli."
Choć słowa te brzmiały jak inauguracyjne frazesy, to słuchacze chłonęli każde z nich. Dla Polski członkostwo w UE, które może stać się faktem już w 2004 r., będzie oznaczało międzynarodowy szacunek, pomoc i handel oraz sposobność wymazania raz na zawsze zimnowojennego podziału kontynentu.
Rządząca SLD, organizator kursu, wie również, że to będzie oznaczało tysiące dobrze płatnych i wpływowych posad w Brukseli, Strasburgu czy też gdzie indziej. Jako największy z pierwszej grupy 10 krajów kandydujących, Polska może liczyć na około 2.500 stanowisk w instytucjach unijnych, w tym około 1.000 w Komisji Europejskiej. Jednak obsadzanie intratnych euro-posad może okazać się trudniejsze, niż się wydaje. Nisko opłacanej służbie cywilnej w Polsce wciąż brakuje kadr z dobrą znajomością języków krajów Unii, a także obeznanych z obowiązującymi w tych krajach procedurami. Te "zdolności administracyjne", co w żargonie Unii oznacza umiejętność sprostania wymogom członkostwa przez kraje kandydujące, wymagają poważnej poprawy w Polsce i u innych kandydatów, mówią urzędnicy w Brukseli i w Warszawie. "Mitem jest to, że mamy zbyt wielu biurokratów i przerośniętą biurokrację", mówi Danuta Hübner, minister ds. europejskich w rządzie polskim. W rzeczywistości, dodaje, potrzebujemy dobrych ludzi, abyśmy mogli odnosić korzyści z członkostwa."
Stąd też weekendowy kurs, który po raz pierwszy zorganizowała warszawska SLD cztery lata temu, zapraszając wysokich urzędników partyjnych, ministrów oraz unijnych dyplomatów. W zeszłym roku przekształcił się on w kurs ogólnokrajowy i podczas obecnej sesji przyciągnął około 3.000 kandydatów na dziesięciokrotnie mniejszą ilość miejsc. (...)
Pnący się w górę lewicowcy poprzednich generacji, gdy partia komunistyczna wychodziła z wiejskiego zacofania po drugiej wojnie światowej, uczęszczali na kursy protokołu dyplomatycznego i dobrych manier. Wielu Polaków przyznaje, że jeżeli w dalszym ciągu będzie istnieć gospodarcza i instytucjonalna przepaść pomiędzy Polską a UE, to wejście [do Unii] będzie wymagało równie wielkiego skoku.
Mimo tych tradycji, tłum w warszawskim audytorium trudno zaliczyć do prostaków. Wymogiem dla kandydatów [na kurs] jest ukończenie dobrych uczelni, jak również świadectwo egzaminu z języka angielskiego. Większość z nich włada przynajmniej jeszcze jednym językiem UE, a wielu ma doświadczenie w sektorze prywatnym. (...)
SLD, jako dotychczas najlepiej zorganizowana siła polityczna w Polsce, stoi w obliczu oskarżeń o oportunizm i nieuczciwe działania w celu przygotowywania do objęcia kluczowych stanowisk unijnych raczej przez swych politycznych zwolenników, niż przez przeszkolonych pracowników służby cywilnej. Partia odpiera [tę] krytykę mówiąc, że wobec braku odpowiednich kadr musi wyłuskiwać dobrych kandydatów tam, gdzie ich znajdzie.(...)
(PAI) 29. 3. 2002
OBW: Największy wzrost notowań dla PiS OBW: 36,6 proc. pytanych głosowałoby na SLD-UP (w lutym 39,5 proc.). Platformę poparłoby 11 proc. (w lutym 11,8 proc.). Na PiS głosowałoby 10,8 proc. (w lutym 9,8 proc.). Samoobronę popiera 10,2 proc. (w lutym 8,3 proc.). Poparcie dla LPR wyniosło 8,8 proc (w lutym 7,5 proc.) i PSL 8,4 proc (w lutym 8,5 proc.). Wśród pozostałych ugrupowań: AWS otrzymało 3 proc. poparcie, UW 3,6 proc. (w lutym 3,5 proc).
Największa dymanika przyrostu notowań od wyborów 2001 wykazało się PiS - 1,3 proc., LPR przybyło 0,9 proc. zwolenników. Samoobrona uzyskuje taki sam wynik jak we wrześniu 2001. Pozostałe ugrupowania straciły odpowiednio: SLD-UP -4,4 proc, PO -1,7 proc., PSL -0,6 proc. 27. 3. 2002
Formułę TKM zastąpiła formuła TKTM SLD pod pretekstem reorganizacji obsadza stanowiska w urzędach wojewódzkich, przeznaczone dla urzędników służby cywilnej. "Reorganizacja urzędów wojewódzkich często polega na zmianie nazwy wydziałów. Np. w urzędzie zachodniopomorskim wydział finansowy stał się wydziałem budżetu i finansów. To stary zabieg mający umożliwić rewolucję kadrową" - powiedział w piątek poseł PiS, Ludwik Dorn, na konferencji prasowej w Sejmie.
Jak wyjaśniał, mechanizm jest taki, że najpierw pod pretekstem reorganizacji zwalnia się np. dyrektora danego wydziału, a potem ogłasza konkurs na to stanowisko, by zajęła je - jak to określił Dorn - osoba "z kalendarzyka" polityka SLD.
"Można powiedzieć, że formułę TKM zastąpiła formuła TKTM, czyli +teraz ... tylko my+" - mówił Dorn.
Powiedział, że SLD wykorzystuje uchwalony w grudniu art. 144a ustawy o służbie cywilnej. Umożliwia on zatrudnianie na wyższych stanowiskach w administracji rządowej osób spoza korpusu służby cywilnej na sześć miesięcy, na podstawie umowy o pracę. Według Dorna, przepis ten nie jest - jak przekonywał premier przy jego uchwalaniu - wykorzystywany jedynie incydentalnie.
"W zmianę statutu urzędu, pozwalającą na reorganizację, muszą być zaangażowane 3 osoby: wojewoda, minister nadzorujący administrację i premier, który te zmiany zatwierdza. Nie mamy więc do czynienia z przypadkiem, tylko ze skoordynowaną i zaplanowana akcją" - ocenił poseł PiS.
Jako szczególnie rażący przykład podał kujawsko-pomorski urząd wojewódzki, gdzie - jak mówił - na 23-24 wyższe stanowiska urzędnicze (typu: dyrektor departamentu i jego zastępcy) - ogłoszono nabór z zewnątrz na 19 takich stanowisk.
"Takie działanie ma charakter antypaństwowy. Jeśli bierze się osoby spoza korpusu służby cywilnej, z ulicy, jeżeli 90 proc. wyższych stanowisk jest obsadzonych takimi osobami, to ginie coś, co się określa instytucjonalną pamięcią urzędu" - przestrzegał Dorn.
Posłowie PiS mają wystąpić do przewodniczącego sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych o zwołanie jej specjalnego posiedzenia w tej sprawie i wysłuchanie na nim wyjaśnień szefa MSWiA Krzysztofa Janika.
Dorn policzył, że na 360-370 wyższych stanowisk urzędniczych w administracji zarządzanej przez wojewodów, konkursy ogłoszono na 42 stanowiska.
"Będziemy pytać ministra Janika i premiera, jakie to potrzeby urzędów sprawiły, że nie było w urzędach wojewódzkich kandydatów na wyższe stanowiska, tylko trzeba ich było brać z zewnątrz, i jakie to kwalifikacje, lepsze niż pracujący w urzędach wojewódzkich urzędnicy, mają te osoby wzięte +z kalendarzyka+" - zapowiedział Dorn.
Zauważył, że zwalnia się ludzi, którzy wygrali konkursy na te stanowiska jako pracownicy służby cywilnej (mający status niższy niż urzędnicy służby cywilnej). "Ci ludzie zainwestowali w siebie, wygrali konkursy i są zwalniani. Nie było takiej sytuacji, że był wakat, czyli brakowało człowieka do pracy na danym stanowisku" - tłumaczył Dorn.
Poseł PiS dodał, że sytuacja wygląda różnie w różnych urzędach, ale "generalna linia jest, żeby czyścić". "Politycy, którzy zostają wojewodami, badają, jak daleko można się posunąć w tym TKTM. Do granicy karykatury i patologii doszedł wspomniany urząd wojewódzki w Bydgoszczy" - stwierdził Dorn.
Na czwartkowym posiedzeniu także Rada Służby Cywilnej z dezaprobatą przyjęła - jak to określono - "pewne zjawiska stosowania znowelizowanych przepisów ustawy o służbie cywilnej". Rada zwróciła się do premiera, by "wydał zalecenie wojewodom, aby ograniczyli stosowanie artykułu 144a".
(PAP) 25. 3. 2002
Kolejne wydanie Prawicy Polskiej W marcu, ukazał się kolejny, numer „Prawicy Polskiej”, pisma redagowanego przez środowiska prawicowe Kaszub i Pomorza. Ostatni numer prawie w całości w poświęcony jest problemom Gdyni. „Prawica Polska”, jest bezpłatnym periodykiem kolportowanym w województwie pomorskim. Dotychczas wydawana była, co kwartał w nakładzie 15 tys. egz. Ostatni numer wydano w nakładzie 85 tys. egz. tak by mógł on dotrzeć do większości mieszkańców Gdyni. Gazeta zmieniła również szatę graficzną oraz redaktora naczelnego, którym został Andrzej Denis.
W najnowszym 20 numerze pisma Czytelnicy mogą zapoznać się m.in. z kilkoma tekstami o problemach gdyńskiej władzy samorządowej, która coraz częściej przyłapywana jest przez opozycję na braku poszanowania prawa. I tak nasi czytelnicy mogą poznać kulisy przyjmowanych przez gdyńską Radę Miasta uchwał, które coraz częściej są wstrzymywane lub odsyłane do poprawek przez organa nadzorcze. Redakcja przybliża także problemy mieszkańców Witomina protestujących przeciwko perspektywie budowy w ich dzielnicy kolejnego marketu przez firmę „Lidl Polska”.
Na łamach pisma znaleźć można również opis skomplikowanej sytuacji gdyńskiej prawicy, narażonej na rozgrywki personalne i polityczne prezydenta Wojciecha Szczurka. Jako antidotum na te problemy prezentowana jest inicjatywa przedwyborcza pod hasłem „Naprzód Gdynio”. Możemy również znaleźć ciekawe materiały dotyczące m.in. kontrowersyjnego pomysłu lewicy mającej zamiar opodatkować kościół katolicki oraz na temat wciąż emocjonującego problemu związanego z budowa pomnika ofiar z zatopionego pod Gdynią okrętu Kriegsmarine „Wilhelm Gustloff”. Zamieszczona jest również relacja z wigilii dla samotnych, ubogich i bezdomnych, w której organizacje była również zaangażowana redakcja „PP”.
Ponadto na naszych łamach można znaleźć wywiady z politykami lokalnymi: posłanką Dorotą Mielewczyk – Arciszewską, Andrzejem Czaplickim oraz Piotrem Tymańskim, a także prof. Andrzejem Grzelakowskim, który przybliża problemy związane z gospodarka morską. Po raz pierwszy na ostatniej stronie zamieszczono sporą dawkę humoru, odtąd stanie się to praktyką każdego kolejnego wydania.
„Prawica Polska” dostępna jest również w wersji internetowej, pod adresem http://www.prawicapolska.pl/, gdzie oprócz najnowszego numeru, można również znaleźć numery archiwalne oraz wziąć udział w sondażu przedwyborczym zorganizowanym przez redakcję.
(informacja własna) 22. 3. 2002
OBOP: 73 proc. Polaków uważa, że w kraju dzieje się źle Niemal trzy czwarte Polaków (73 proc.) uważa, że sprawy w kraju zmierzają w złym kierunku. Przeciwnego zdania jest 14 proc. badanych - wynika z sondażu OBOP. Kierunku biegu spraw w kraju nie potrafi ocenić 15 proc. ankietowanych.
Pesymistyczne opinie najczęściej wyrażają respondenci źle oceniający własną sytuację materialną (82 proc.), bezrobotni (81 proc.), a także osoby z wykształceniem zasadniczym zawodowym (80 proc.). Zadowolenie z kierunku, w jakim zmierzają zmiany w kraju, częściej niż inni deklarują kierownicy i specjaliści (33 proc.).
Dziewięciu na dziesięciu badanych (89 proc.) poproszonych o ocenę stanu naszej gospodarki odpowiada, że znajduje się ona w kryzysie. O tym, że gospodarka rozwija się, mówi 6 proc. badanych, dodając jednocześnie, że jest to rozwój powolny.
Ponad połowa badanych (55 proc.) uważa, że polska gospodarka znajduje się w stanie głebokiego kryzysu. Jedna trzecia respondentów (34 proc.) uważa, że obecny kryzys ma charakter lekki.
"Negatywne opinie na temat stanu gospodarki są w naszym społeczeństwie niemal powszechne, jednak większy, niż inne grupy, krytycyzm cechuje prywatnych przedsiębiorców oraz rolników (po 98 proc.). Z kolei pozytywnie o polskiej gospodarce, częściej niż inni, skłonni są mówić kierownicy i specjaliści" - czytamy w sondażu.
Ponad połowa ankietowanych (53 proc.) z obawą patrzy w najbliższą przyszłość, spodziewając się pogorszenia materialnych warunków życia. Ponad jedna trzecia (36 proc.) przewiduje, że pogorszenie będzie miało umiarkowany charakter, natomiast w opinii 17 proc. badanych pogorszenie będzie znaczne. Poprawy - ale tylko umiarkowanej - w ciągu najbliższych trzech lat spodziewa się niewiele ponad jedna dziesiąta respondentów (13 proc.).
Odsetek tych, którzy uważają, że pod względem materialnym w najbliższej przyszłości będzie mniej więcej tak samo jak obecnie, nieznacznie przekracza jedną czwartą (27 proc.).
Wśród tych, którzy spodziewają się pogorszenia materialnych warunków życia, częściej niż innym, są trzydziestolatkowie i badani o centroprawicowych poglądach politycznych (po 66 proc.). Poprawy zaś najczęściej spodziewają się najmłodsi uczestnicy badania (28 proc.). Opinię, że w ciągu najbliższych trzech lat sytuacja materialna będzie wyglądała mniej więcej tak samo jak obecnie, najczęściej wyrażają rolnicy (36 proc.).
Sondaż przeprowadzono 9-11 marca na ogólnopolskiej, losowej, reprezentatywnej próbie 1017 mieszkańców Polski powyżej 15 roku życia.
(PAP) 22. 3. 2002
Chat z Lechem Kaczyńskim Moderator: Dzisiaj mamy okazję porozmawiać z Lechem Kaczyńskim liderem Prawa i Sprawiedliwości. Dziękujemy za przybycie i zapraszamy zainteresowanych do rozmowy. ~latek: Czym spowodowane jest zamieszanie wokół instytucji świadka incognito?
Kaczynski_L: Dzień dobry państwu, miło mi być gościem Wirtualnej Polski. Moim zdaniem interesami różnych wpływolwych ludzi, ktorzy się obawiają, że dojdzie do zdarzeń, z ich punktu widzenia niebezpiecznych. Ja myślę, że to są przede wszystkim dwie sprawy, sprawa pruszkowska i sprawa zabójstwa generała Papały. Natomiast oczywiście celem tego zamieszania jest likwidacja instytucji , bez której walka ze zorganizowaną przestępczością jest bardzo utrudniona.
~Marek23wawa: Czy uważa pan, że podniesienie przez niektóre osoby tematu przydatności "świadka koronnego" przed rozprawą przeciwko bardzo dużej organizacji o charakterze mafijnym jest bardzo niepokojące??
~barbra: To dlaczego pani Minister popiera ten pomysł?
Kaczynski_L: Myślę, że to jest inicjatywa, która nie pochodzi od pani minister, ale oczywiście to mój domysł . Myślę, że wykonuje ona polecenia osób, które nie są zainteresowane walką z przestępczością w Polsce, a które dzisiaj sprawują władzę. Dlaczego nie są, ja się tylko mogę domyślać, ponieważ jednoznacznych dowodów nie mam, ale myślę, że Państwo się też domyślacie.
~sendra34: Dlaczego PiS nie ufa Barbarze Piwnik?
Kaczynski_L: Po pierwsze, dlatego że tak gwałtowny awans sędziego sądu okręgowego, który akurat prowadził sprawę FOZZ musi budzić podejrzenia, chociażby dlatego, że skutek nominacji ministerialnej pani Barbary Piwnik sprawa ta musiała zostać przerwana i to na długi czas i rozpoczęta od nowa. Stwarza to olbrzymie zagrożenie i przedawnienie. Po drugie dlatego, że mamy wiedzę o różnego rodzaju jej działaniach, które zasługują na najwyższy możliwy stopień potępienia. Jeżeli nie ujawniamy szczegółów, to dlatego, że zdajemy sobie sprawę, że w dzisiejszej Polsce trudno namówić ludzi do tego, żeby narażając się mówili prawdę (publicznie). I tak działania pani Minister wzbudziły opór w prokuraturze i to już rodzi nasz szacunek, mamy nadzieję, że przyjdzie dzień, że te działania zostaną publicznie ujawnione.
~dady44: Dlaczego tak źle oceniany jest wymiar sprawiedliwości - nie tylko przez obywateli, ale również przez ludzi w nim pracujących - kiedy to się zmieni?
~inka: Czy widzi pan jakieś ruchy w sprawie rozwiązania problemu korupcji wśród sędziów, chodzi mi o naruszenie tabu solidarności zawodowej?
Kaczynski_L: Wymiar sprawiedliwości jest oceniany źle po pierwsze dlatego, że działa w sposób daleki od ideału. Po drugie, wymiar sprawiedliwości jest po trosze skazany na dużą ilość ocen negatywnych, ponieważ przed sądami ludzie wygrywają lub przegrywają. Nie wszyscy, nawet zupełnie słusznie przegrywający, są w stanie przyznać, że nie mieli racji. Taka jest ludzka natura. I w tym zakresie sytuacja jest nie do zmiany. Natomiast trzeba podjąć długie i skomplikowane działania, mające na celu poprawę wymiaru sprawiedliwości, i w sensie szybkości działania, i też ze względu na trafność i sprawiedliwość werdyktów. Nie jest to proste, ponieważ grupa sędziów, a także w istocie prokuratorów jest grupą niewymienną. Przy czym w stosunku do sędziów ma to charakter konstytucyjny. Krótko mówiąc, metoda najprostsza polegająca na możliwie szybkim pozbywaniu się ludzi niewłaściwych , jest praktycznie nie do zrealizowania. Natomiast samo środowisko ma ograniczoną skłonność do tego, żeby się oczyszczać. Działania muszą być w takiej sytuacji skupione na zwiększeniu "sterowności" sądów, oczywiście nie w zakresie orzecznictwa. To może zwiększyć szybkość działania sądów, mniej trafność orzeczeń. Działania takie jednak nie są proste, ponieważ muszą naruszyć samorządność świata sędziowskiego. Trzeba tu wspomnieć, że nowa ustawa o ustroju sądów powszechnych jest pewnym postępem w tym zakresie. Forsując tę ustawę zdawałem sobie sprawę, że to tylko krok we właściwym kierunku, a nie rozwiązanie wszystkich problemów. Jeśli idzie o inne działania, to muszą one się wiązać z takimi kwestiami jak komputeryzacja, sprawniejsza niż dotąd administracja sądowa i w końcu, chociaż dla licznych grup pracowniczych jest to przykra prawda, zwiększenie wynagrodzenia sędziów, tak żeby zawód uchodził za bardzo atrakcyjny.
~MONISIA: Jak pan myśli , czy w ogóle doczekamy się odpowiedzi, kto jest odpowiedzialny za śmierć Marka Papały?
Kaczynski_L: Ja myślę, że jesteśmy bardzo bliscy tej odpowiedzi. Tylko ostatnie zdumiewające decyzje (zdumiewające jest także, że media tak słabo tę kwestię podchwyciły) związane z wypuszczeniem Edwarda M. oddaliły rozwiązanie tej kwestii.
~@rczi: Dlaczego jest pan zwolennikiem ciągłego zaostrzanie kar, skoro wiele z badań prowadzonych przez kryminologów wykazuje, że nie surowość kary alej jej nieuchronność jest głównym motorem przeciwdziałania przestępczości?
~Qwerty: Zaostrzenie prawa karnego owocuje zupełnie odwrotnym zwiększeniem przestępczości. Pan jako wykształcony teoretyk prawa powinien to doskonale wiedzieć. Mimo to forsuje pan drakońskie obostrzenie Kodeksu Karnego. Dlaczego?
Kaczynski_L: Ja po raz mniej więcej setny, albo więcej odpowiadam na to pytanie. Stwierdzenie pierwsze, tezy postawione w pytaniu są tezami nieprawdziwymi. Po pierwsze, z tego powodu, że nie ma kary nieuchronnej, pełna wykrywalność przestępstwa jest mitem, posługiwanie się takimi argumentami jest niepoważne. Po drugie, stwierdzenie, że wymiar kary nie wpływa powstrzymująco na przestępczość nie jest stwierdzeniem dotyczącym rzeczywistości, tylko arbitralnym założeniem ideologicznym. Badania zarówno amerykańskie, jak i angielskie temu przeczą. Warto też zwrócić uwagę na pewne fakty oczywiste, mianowicie dominacji liberalnej ideologii w systemach i praktyce prawa karnego w latach 70-tych do 90-tych towarzyszył bardzo gwałtowny wzrost przestępczości. Pewnemu w Europie i gwałtownemu w USA zaostrzeniu odpowiedzialności karnej i zwiększeniu prisonisacji towarzyszyło w USA spadek istotny, a w Europie, stabilizację przestępczości. Chociażby te oczywiste fakty wskazują na nieprawdziwość argumentacji prawno-karnych liberałów. Ale niezależnie od tej argumentacji o charakterze pragmatycznym (kara jako narzędzie ograniczania przestępczości) istotne znaczenie ma też sprawiedliwość kary. Ja należę do tych, a jest ich bardzo wielu, którzy uważają, że łagodna kara w przypadku szczególności przestępców czyniących wielką lub nieodwracalną krzywdę jest niesprawiedliwa i niemoralna. Jest to stawianie interesów przestępcy, jego praw przed prawami ofiary. Nie ukrywam, że te cechy ludzkie, które najłatwiej sprowadzić do czegoś, co określamy jako agresywność powinny być i kulturowo, i prawnie traktowane bardzo restrykcyjnie.
~Qwerty: Co sądzi pan o pokomunistycznej pozostałości jaką są Sądy Penitencjarne, gdzie odbywają się "kapturowe" sądy i wyroki zależą tylko i wyłącznie od dobrego lub złego humoru sędziego?
Kaczynski_L: Sąd penitencjarny jest sądem, o szerokim zakresie władzy. Na pewno ich wadą jest to, że często (choć absolutnie nie zawsze) są tam kierowani sędziowie, którzy albo nie uchodzą za najlepszych, albo są już bardzo zmęczeni. Natomiast to rzeczywiście może owocować takim zjawiskami, o których pan pisze. Ale w naszym systemie wymiaru sprawiedliwości trudno, żeby tego rodzaju sądów, które są elementem sądownictwa powszechnego, nie było.
~jestem_44: Dlaczego nie ma prawa do rozliczań finansowych prezesów, którzy doprowadzają firmy do ruiny finansowej, a ludzi do tragedii życiowych. Dlaczego stwarzacie więzienia -raj dla przestępców?
Kaczynski_L: Ja mogę powiedzieć, że zarzuty wobec mnie, że z więzień stworzyłem raj dla przestępców są całkowicie chybione. Natomiast jeśli chodzi o przestępczość prezesów, to nie jest tak , że nie ma w Polsce na to przepisów prawa karnego, bo są. Natomiast rzeczywiście zdarza się, a jeszcze częściej zdarzało się wcześniej, że gorliwość zwalczania tego rodzaju przestępstw była bardzo niewielka. Starałem się na to wskazywać, gdy byłem prezesem NIK w latach 1992-95. Wtedy na 10 zawiadomień przez NIK o przestępstwach gospodarczych, w 9 sprawa była albo umarzana albo w ogóle nie podejmowana. O tym PC wielokrotnie mówiło. W naszym państwie dominowały interesy tych, którzy na ogół wywodzili się z poprzedniego systemu (PRL) i oni byli zainteresowani tym, żeby się spokojnie bogacić, zarówno metodami legalnymi jak i nielegalnymi. Mieli olbrzymie wpływy w aparacie państwowym, a ci którzy rządzili nie wykazywali woli politycznej do przecięcia tych wpływów. Wręcz odwrotnie. Tych, którzy chcieliby te wpływy przeciąć oskarżano o wszystkie zbrodnie świata. Z porządnych ludzi robiono aferzystów, a z aferzystów porządnych ludzi. Stosowano też wiele innych socjotechnik dla zamieszania ludziom w głowach, co się zresztą robi i do dzisiaj. Jednym z nich jest np. przekonywanie, że wszyscy politycy są tacy sami, że nie ma podziału na tych, którzy chcieliby coś w Polsce zrobić dobrego, i na tych, którzy walczą tylko o własne interesy.
~narrrator: Czemu sądownictwo w Polsce nie daje sobie rady z naprawdę trudnymi sprawami np. COLLOSEUM, a za kratki trafia człowiek który kradnie aby Ż Y Ć ?
~yuyuy: Jak w Polsce ma być ?dobrze" skoro zwykłego szaraka ścigają komornikiem za niezapłacony bilet, a szefowie wielkich korporacji defraudują grube pieniądze i właściwie nic im za to nie grozi : np. sprawa Colloseum?
Kaczynski_L: Nie jest prawdą, że w każdym przypadku nic nie grozi, gdyż wielu szefów dużych spółek wyładowało za kratkami. Natomiast ten problem związany z nie aresztowaniem ludzi z Colloseum jest związany albo z korupcją, albo z układami. Za tymi układami nie muszą się kryć pieniądze, mogą znajomości. Przyznaję, że to jest jeden z przypadków ciężko patologicznych. Możliwość walki z tymi zjawiskami, która będzie trudna, zależy od tego, jak głosujecie. Środowisko polityczne, które zgłaszało chęć takiej walki uzyskało 9,5% poparcia. Teraz ma nieco więcej, ale nie wiele. Wg badań, oczywiście. I proszę o tym pamiętać. Jeżeli społeczeństwo oddało władzę tym z systemu, którego istotą było oszukiwanie, to nie ma co liczyć, że w najbliższych latach sytuacja się zmieni.
~LUXIK: Dlaczego w 40. milionowym kraju aspirującym do europejskich struktur jest miejsce dla ludzi pokroju A. Leppera czy p. Iwińskiego. Nie uważa pan, że to kompromitacja?
~bibliotekarz: Czy sądzi pan, że w dającej się przewidzieć przyszłości jest szansa na ta to by skompromitowani politycy nie mieli więcej dostępu do stanowisk ?
Kaczynski_L: Uważam, tylko że to jest sprawa decyzji wyborców. Proszę pamiętać to zależy od decyzji wyborców, ja nie chcę zrzucać winy na wyborców. Proszę pamiętać, że dla pewnej części naszego społeczeństwa pan Lepper jest akceptowalny, pan Iwiński też nie jest odrzucający, bo działa w stylu, który obecny szef rządu krzewił od lat. To jest jakby sprawa oczywista. Ja muszę powiedzieć, że przy obecnym układzie sił w środkach masowego przekazu nie widzę specjalnych szans na to, żeby tacy politycy nie mieli wstępu na salony, natomiast od wyborców zależy, czy będą mieli wstęp do gabinetów ministerialnych.
~Larry: Co pan sądzi o zmianach w kodeksie Pracy???
~Larry: Nie sądzi pan, że nowelizacja Kodeksu Pracy spowoduje to, co większość dotychczasowych działań rządu, czyli destabilizację rynku pracy?
Kaczynski_L: Ja jestem dość sceptyczny, jeśli chodzi o te zmiany. Z góry mówię, że prawo pracy jest moją specjalnością i mogę tu mieć pewne odchylenia. Natomiast ja się boję jednego, że efekty tych zmian będą zupełnie inne niż ograniczenie bezrobocia, będzie to wzrost bezprawia w stosunkach pracy, a i dzisiaj są one bardzo znaczne. W szczególności chodzi mi o pracę w nadgodzinach na wielką skale, o stany bezukładowe, tam gdzie dzisiaj są układy (bo nie wszędzie są), stan ten jest bardzo wygodny dla pracodawców, może każdemu zaproponować płacę minimalną. Natomiast to wszystko niezależnie od krzywdy ludzkiej, która tu jest najważniejsza, może obniżyć poczucie bezpieczeństwa socjalnego w naszym kraju, a to z kolei może doprowadzić do końca okresu który w Polsce trwa od ponad 10 lat - względnego pokoju społecznego. Ja nie twierdzę, że ten pokój zostanie zerwany, ale że jest tego duże prawdopodobieństwo. To, co mówię, nie zmienia faktu, że zmiany rządowe są "mniej śmiałe" niż to było zapowiadane i z niektórymi technicznymi zmianami się można zgodzić.
~marzena_2: Interesuje mnie urząd antykorupcyjny, czy ponownie będzie powołany do istnienia?
Kaczynski_L: Nigdy nie był, był tylko planowany. Uważam, że to środek bardzo stanowczy, ta idea budzi pewne kontrowersje, ale w obecnej sytuacji byłby konieczny. Jest projekt naszej ustawy w tej sprawie, czy on ma w tym Sejmie większe szanse? Moim zdaniem nie.
~best: Czy prawdą jest co napisała Gazeta Wyborcza na temat pana ochrony?
~Mrówa: Podziwiam pana i to co pan robi dla społeczeństwa.
Kaczynski_L: Nie wiem, co napisała. Wiem jednak, że przez cały okres kiedy byłem ministrem, cała moja ochrona składała się z dwóch osób, jedna osoba na jedną zmianę. Ochronę tą decyzją premiera Buzka zatrzymano mi także po odejściu ze stanowiska, ze względu na znaczną ilość informacji gróźb, które otrzymywałem. Na ile one były prawdziwe, nie wiem. Ochronę zabrał mi pan minister Janik, zresztą bez godzinnego nawet uprzedzenia.
dave24: Witam, czy nie uważa pan, że więźniowie powinni pracować na rzecz państwa ?
~Matylda: Serdecznie pozdrawiam. Cieszę się, że mam okazję z panem porozmawiać. Jest pan człowiekiem, którego podziwiam od lat.
~Matylda: Nareszcie. Witam pana. Bardzo się cieszę, że mam okazję z panem porozmawiać. Bardzo pana szanuję i cenię. Uważam, że w naszym skorumpowanym kraju jest pan jednym z niewielu prawdziwych, uczciwych i mądrych ludzi.
Kaczynski_L: To jest wbrew pozorom problem bardzo skomplikowany. Przede wszystkim praca więźniów jest bardzo droga, główny problem to są koszty. Dzisiaj tylko w 1/4 osób skazanych można pracować, bo jeżeli wierzę tutaj w resocjalizację, to praca jest tutaj istotnym elementem. Natomiast taka praca przymusowa, jaka dodatkowa sankcja jest zakazana w prawie międzynarodowym.
Moderator: Dziękujemy naszemu gościowi za udział w czacie.
Kaczynski_L: Dziękuję serdecznie Państwu.
Moderowała: Małgorzata Skrobecka czat.wp.pl, 2002-03-20 22. 3. 2002
Potrzeba sanacji Rozmowa z Lechem i Jarosławem Kaczyńskimi przeprowadzona przez redakcję "Nowego Przemysłu, 2002-03 - Czy Polska jest obecnie krajem, w którym patologie w polityce i gospodarce stały się normą?
J. K.: - Tak, ale to nic nowego. Przejęliśmy bowiem pewien zasób patologii z poprzedniego systemu. One już wtedy istniały, także w sferze gospodarczej. Gospodarka prywatna na większą skalę narodziła się w Polsce przed 1989 rokiem. Wprawdzie dopiero w 1988 r. weszła w życie ustawa o działalności gospodarczej, ale prywatny biznes rozwinął się dużo wcześniej, współżyjąc z aparatem państwowym. Był on zresztą dla prywatnej przedsiębiorczości panem życia i śmierci. To musiało rodzić patologie, bo aparat państwowy był bezpośrednio zaangażowany w tworzenie biznesu. Państwo znajdowało się w stanie rozkładu, mnożyły się wypadki dwoistości ról, gdzie urzędnik był równocześnie prywaciarzem. Zasób wiedzy urzędników państwowych i możliwość wydawania decyzji stały się towarem rynkowym. To doprowadzało do wynaturzenia rynku i państwa. Nigdy nie podjęto radykalnych działań, by to zmienić, więc ta chora sytuacja utrwalała się w polskiej rzeczywistości. Nie chcę powiedzieć, że dziś jest gorzej niż na początku lat 90. Pod pewnymi względami jest nawet lepiej, bo jednak pewne przeciwdziałania są czynione. Walczy się z mafiami, a na początku lat dziewięćdziesiątych mówiło się, że ich nie ma. Nie obowiązuje też teoria, w myśl której w Polsce nie wzrasta przestępczość, albo też wzrasta, lecz nie ma żadnego sposobu, by ten wzrost zahamować. Policja nadal źle funkcjonuje. Nie jest jednak w stanie permanentnego włoskiego strajku, jak wtedy. Patologie w gospodarce i polityce zadomowiły się na dobre, bo po roku 1989 nie podjęto wysiłków zmierzających do budowy nowego państwa polskiego.
- A czy nie jest tak, że dziś odbija nam się czkawką to, że po 1989 roku nie przeprowadzono lustracji?
J. K.: - Wprowadzono wtedy procedury demokratyczne, podstawowe mechanizmy rynkowe i kategorie ekonomiczne. Nie przebudowano natomiast społeczeństwa i nie stworzono nowego aparatu państwowego. Nie rozbito starych struktur i powiązań o patologicznym charakterze. Lustracja była jednym z ważnych elementów budowy nowego państwa, ale wcale nie jedynym. Chodziło o przedsięwzięcie na szerszą skalę. Jego realizacja wiązała się z koniecznością złamania bardzo potężnych interesów. I dlatego się nie powiodła.
- Czy dziś często dochodzi do gry służbami specjalnymi w sprawach dotyczących gospodarki? Niedawno mieliśmy głośną sprawę związaną z odwołaniem prezesa Orlenu.
L. K.: - W sprawie Orlenu nie mieliśmy do czynienia z samodzielną działalnością służb specjalnych, tylko z ich działaniem na polecenie polityczne. Natomiast w Polsce służby specjalne również z własnej inicjatywy odgrywały istotną rolę w gospodarce. Przede wszystkim dlatego, że wielu ludzi, którzy stali się kapitalistami, bądź wysoko usytuowanymi menedżerami wywodzi się z tych służb. A jak jest dziś? Jeśli chodzi o Wojskowe Służby Informacyjne, to ich działalność owiana jest gęstą mgłą tajemnicy. Na pewno w sferze bankowej - będącej przed laty priorytetową dla służb specjalnych - nastąpiła zmiana wynikająca z prywatyzacji banków. I wiele osób, które wywodziły się ze służb, opuściło fotele prezesów i wiceprezesów. Jednak sporo pozostało jeszcze na niższych stanowiskach. Trzeba zresztą pamiętać, że w tej sferze nigdy nic nie jest do końca pewne. Wydaje się, że nastąpiło ograniczenie wpływów ludzi z peerelowskich służb specjalnych. Jednak mniej znany jest zakres ingerencji w gospodarkę obecnych służb.
- Ta ingerencja jest duża?
L. K.: - Sądzę, że tak, choć już nie w tym stopniu co przed laty. Pojawia się wiele przypuszczeń, z którymi można się zetknąć między innymi w mediach. Nie potrafię ich potwierdzić, ani im zaprzeczyć. Niedawno na przykład przeczytałem, że wiele osób jest przekonanych, iż Wieczerzak mógł swobodnie działać, bo był agentem skorumpowanych służb specjalnych. Miał istnieć układ, w którym Wieczerzak był osłaniany w swej niezwykle bezczelnej działalności. A między innymi ludzie ze służb czerpali z niej profity. Są przypuszczenia, że wyprowadził on kilkaset milionów złotych z PZU Życie pod osłoną służb. Ale ja na to nie mam żadnych dowodów. Natomiast widać tu wady naszego systemu prawnego. Bo nawet jeśli prokurator generalny miałby tego typu podejrzenia - to możliwość ustalenia przezeń faktów jest praktycznie żadna. Dlaczego? Musiałby mieć na wszystko zgodę szefa Urzędu Ochrony Państwa. A szefowie UOP nie lubią kompromitować swego urzędu. To chora sytuacja. SLD zapowiadał w tym zakresie pewną sanację. Jednak obecne jego plany - widać to po tym, co przedstawiono komisji służb specjalnych - wskazują na chęć ograniczenia działalności Najwyższej Izby Kontroli i prokuratury.
- Niedawno premier Leszek Miller zapowiedział, że wymiana osób w zarządach spółek Skarbu Państwa będzie kontynuowana.
J. K.: - Nowa władza wprowadza swoich ludzi. A w ten proces zaangażowane są też UOP i prokuratura. Mamy tu zresztą do czynienia z kryteriami, które najlepiej wyraził minister skarbu Wiesław Kaczmarek, mówiąc, że Staszek chciał się sprawdzić w biznesie, więc czemu miałby nie dostać szansy (chodzi o nominację byłego ministra obrony narodowej Stanisława Dobrzańskiego na stanowisko prezesa Polskich Sieci Energetycznych - przyp. J. D.). Cała sprawa dotyczy więc relacji między Wiesiem, a Stasiem. A chodzi przecież o olbrzymie i ważne dla kraju przedsiębiorstwo.
- Polityka gospodarcza ogranicza się w Polsce do rozdawnictwa stanowisk. Przeraża, że przeważająca część społeczeństwa przeszła już chyba nad tym do porządku dziennego.
J. K.: - Niestety, tak właśnie jest. Wraz ze zmianą ekipy rządzącej od nowa następuje obsadzanie stołków. W dodatku ogromna ich większość nie jest nikomu potrzebna. Mam tu między innymi na myśli wszystkie rady nadzorcze. Należałoby zmienić przepisy kodeksu handlowego i te rady polikwidować. Ich działalność to przecież czysta fikcja, branie grubej kasy za nic.
- Politycy SLD bronią się mówiąc, że powielają jedynie praktyki swych poprzedników.
J. K.: - A cóż to za obrona?! To, że politycy prawicowi postępowali źle, ma oznaczać, że politycy lewicy też mają tak robić? Jesteśmy z bratem w tej dobrej sytuacji, że z AWS-em nie mieliśmy nic wspólnego. Ja opuściłem Akcję jeszcze przed wyborami. A brat był w rządzie Jerzego Buzka krótko, jako specjalista, i wykonał dobrą robotę, wszczął wiele śledztw przeciw nadużyciom i wyleciał z rządu. Proponowano mu kandydowanie w Gdańsku z listy AWS. Z bardzo dobrego miejsca. Ale tej propozycji nie przyjął. Również i ja nie kandydowałem z listy AWS. I mogę sobie pozwolić na krytykę. AWS działała bardzo źle, a komuniści jeszcze gorzej.
- Kiedyś powiedział Pan, że Porozumieniu Centrum nie udało się zniszczyć układu ubecko-biznesowego w AWS.
J. K.: - Dokładnie. I to był powód konfliktu.
- A jak jest dziś, czy to środowisko ubecko-biznesowe ma się dobrze?
J. K.: - Szczegółów nie znam. Pewnie ludzie je tworzący są wymieniani, bo to ta część środowiska ubeckiego, która nie poszła wraz z SLD. I niejako go zdradziła. No i teraz ich usuwają. Natomiast nie wiem czy ich wszystkich wymienią, czy też uda im się ze sobą dogadać. O ile mi wiadomo, wielu ludzi ze środowisk ubecko-biznesowych w AWS starało się jeszcze przed wyborami dogadać z politykami SLD. I podobno tę ofertę odrzucono. Ale w tym środowisku takie oferty ostatecznie się przyjmuje. Dlatego pewnie się dogadają.
- W jednym z wywiadów posłanka Platformy Obywatelskiej, prof. Zyta Gilowska powiedziała o Prawie i Sprawiedliwości: "Politycy tego ugrupowania myślą podobnie jak my. Poza tym nie są populistami czy dogmatykami, nie zacietrzewiają się i mają na względzie dobro państwa. Są też dość nowocześni, jeśli chodzi o bieżące robienie polityki. Wprawdzie ich program gospodarczy różni się od naszego, ale nie na tyle, byśmy nie mogli rozmawiać o współpracy". Co Panowie na to?
J. K.: - Na pewno możemy rozmawiać o współpracy, i rozmawiamy. Jesteśmy z politykami Platformy w dobrych stosunkach. I to nie tylko z tymi, których znamy dłuższy czas. Liczymy, że w 2005 roku wystąpi przeciw komunistom silna prawica, która będzie w stanie wygrać wybory. Zakładamy więc jakąś formę porozumienia.
- Jaką?
J. K.: - Obecnie trudno coś przesądzać. Każda formacja polityczna ma bowiem swoje centrum oraz skrzydła. I jeśli chodzi o centrum, to jest nieźle. Gorzej z tymi skrzydłami. Cały czas trzeba pamiętać o około 10-procentowym elektoracie o bardzo tradycjonalnych poglądach. Nie utożsamiamy się z tymi poglądami, ale nie wolno zapominać o ludziach, którzy je reprezentują. Cały czas przypominamy o tym politykom Platformy Obywatelskiej. Nie uprawiamy polityki dlatego, że jest ona dla nas jakąś nową fascynacją. Choć na początku lat 90. w wielu przypadkach tak było. Polityka przyciągała ludzi z dawnej opozycji jak magnes.
L. K.: - Pamiętam, jak w 1989 roku Lech Wałęsa dotykając marmurów w Sejmie powtarzał w kółko: "w pale się nie mieści".
J. K.: - Nie mógł się nadziwić, że my_ tu. Teraz uprawiamy politykę, by zdobyć władzę i ograniczyć patologie. Polska potrzebuje sanacji.
- Liczne są opinie, że Platforma składa się z uciekinierów partyjnych, ludzi koniunkturalnych. Nie przeszkadza to Panom?
J. K.: - Sytuacja na prawicy jest taka, że ludzie na ogół mają skomplikowane biografie. Brat ma na przykład zupełnie prostą, gdyż PiS jest jego pierwszą partią. Nigdy przecież nie był w Porozumieniu Centrum, choć prasa rozpisywała się, że to partia Kaczyńskich.
L. K.: - PC było partią Jarosława Kaczyńskiego. Dopiero PiS jest partią braci Kaczyńskich. Ja się nie odcinam od PC. Ale nie byłem nawet członkiem tej partii i wielu jej działaczy osobiście nie znałem.
J. K.: - Wielu członków PiS ma jednak "zaliczonych" kilka partii. Podobnie jest w przypadku Platformy Obywatelskiej. Czasem rzeczywiście wynika to z koniunkturalizmu. Ale często są to sprawy bardziej skomplikowane. Przestrzegałbym tu przed oceną dziejów polskiej prawicy przedstawianą w mediach. Według niej na prawicy były tylko podziały i kłótnie. Rzeczywiście, było ich sporo. Występowały też jednak liczne spory o merytorycznym charakterze. Nie lubimy polityków koniunkturalnych, ale nie jesteśmy dziećmi i wiemy, że tacy też będą się pojawiać. Również i u nas. Zależy nam na tym, by było ich jak najmniej. Nie szukamy wśród naszych partnerów ideałów, bo w polityce takowych nie ma.
L. K.: - W Polsce jest ograniczona liczba osób zainteresowanych czynnym uprawianiem polityki. Łącznie z polityką lokalną. Powstanie PiS nie zmieniło tej sytuacji w znaczący sposób. Przyszła wprawdzie pewna grupa ludzi zupełnie nowych, którzy wcześniej nie chcieli mieć z polityką nic wspólnego. A teraz, pod naszymi hasłami, chcą. Ale nie jest to taka grupa, żeby tylko w oparciu o nią dało się zbudować formację mającą istotny udział w sprawowaniu władzy.
- Czy nie obawiają się Panowie, że PiS może podzielić losy PC?
J. K.: - PC miało taki los nie przez to, że było partią szczególnie kłótliwą, lecz dlatego, że od chwili swego powstania naruszało potężne interesy. Z jednej strony części elit solidarnościowych, które miały odmienną wizję Polski, a z drugiej interesy sił postkomunistycznych. A jeszcze później doszedł pryncypialny spór z Lechem Wałęsą. Mimo wszystko PC nie rozpadło się całkowicie. I dopiero teraz nastąpi jego formalne rozwiązanie.
L. K.: - Należy pamiętać, że w 1997 roku PC miało najwięcej aktywów wśród partii prawicowych. Według algorytmu ułożonego przez przewodniczącego Mariana Krzaklewskiego, dzięki któremu badało się realną siłę ugrupowań prawicowych - PC miało najwięcej, bo aż 16 wartości. Następne ugrupowanie miało ich tylko 12, a pozostałe mniej niż 10.
J. K.: - Dostawaliśmy jednak po głowie, prześladował nas UOP. Dlatego, że nastawaliśmy na różne interesy. Dziś PiS uderza w interesy SLD. Dlatego postkomuniści prowadzą śledztwa w jakichś śmiesznych sprawach przeciwko naszym członkom. Nie robią tego bez powodu. Nakręcili filmik, rzekomo o Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, w którym nic jednak o nim nie było. I sprawa przeciw Dornowi robiona jest po to, by osłonić TVP przed kompromitacją. Memoriał Pineiro wykazał, że łże on jak pies. W normalnym państwie mielibyśmy już dwa wygrane procesy. Z telewizją publiczną - jeden, i z autorami książki - drugi. Obydwa procesy się toczą. I tylko Bóg raczy wiedzieć, jak się zakończą z takim ministrem sprawiedliwości. Pani minister Barbara Piwnik jest bowiem osobą wysoce dyspozycyjną. A chodzi teraz o to, żeby prokuratorskimi metodami załatwić opozycję. I niejako przy okazji obronić telewizję, a także zamieszać w sprawie FOZZ. Postkomunistom zależy na tym, by ta sprawa nigdy nie ujrzała światła dziennego, i żeby nigdy nie zapadł wyrok. Przecież to była afera z peerelowskim rodowodem i wiele wspólnego musieli z nią mieć ci, którzy rządzą dziś Polską.
- Politycy SLD zapowiadali, że będą walczyć z przemytem, z transferem pieniędzy za granicę. Zmieniło się coś na lepsze?
L. K.: - Sto kilka dni na uszczelnienie granic to zbyt mało. Natomiast nie widać, żeby SLD realizowało swe zapowiedzi. Chyba że ich realizacja ma się ograniczyć do likwidacji Generalnego Inspektoratu Celnego, który miał duże sukcesy w walce z przemytem.
- Co obecnie najbardziej Panów niepokoi w polskiej gospodarce?
J. K.: - Najbardziej niepokojąca w sferze gospodarki jest nieudolna "putinada". Putin konsoliduje Rosję przez odwoływanie się do części starego aparatu państwowego. Ale w Polsce niczego takiego, jak KGB nie było. Bo co innego panowie, a co innego ich słudzy. A polską bezpiekę właśnie oni tworzyli. Mamy teraz próbę powtórzenia wariantu gierkowskiego. Politycy SLD doszli do wniosku, że system się wyczerpał. Wobec tego postanowili nadać mu nowy impuls dzięki pożyczkom. Jeśli zanalizować zapowiedzi z dokumentu ministra finansów Marka Belki, właśnie tak to wygląda. Niesie to za sobą ogromne zagrożenie dla finansów publicznych. Gdyby SLD potrafił chociaż doprowadzić do sytuacji, w której złotówka wydana ze środków publicznych oznaczałaby realnie przynajmniej dziewięćdziesiąt groszy, a tylko dziesięć szło pod stół. Wtedy jeszcze mogłoby coś z tego wyjść. Ale teraz ta złotówka oznacza co najwyżej pięćdziesiąt groszy. I nie zanosi się, żeby ten proceder miał zostać ukrócony. Wręcz przeciwnie.
L. K.: - Dokładnie. Trzeba pamiętać, że dziś SLD ma bardzo rozbudowaną strukturę opartą w dużej mierze o dawny aktyw partyjny. I teraz ten aktyw stawia żądania. W jednym z wywiadów prezes pomorskiego SLD powiedział wprost, że oni chcą stanowisk. Dalej zachowują się jak pierwsi sekretarze Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Nieźle płatne stanowiska to jedno. Dodatkowym magnesem dla polityków SLD jest na przykład to, że w Polsce władzę lokalną bardzo łatwo połączyć z pieniędzmi. Ot choćby likwidując firmy. Można też brać łapówki. Nie oskarżam tu wszystkich o tego typu działania. Jednak wśród dawnego aktywu partyjnego jest wielu takich ludzi, dla których to jest naturalny sposób działania.
J. K.: - Im teraz zależy, żeby pójść na całość. Dlatego SLD nie jest w stanie przywrócić porządku. A dochodzą jeszcze powiązania polityków SLD ze światem przestępczym.
L. K.: - Przecież podczas kadencji poprzedniego rządu, w czasie omawiania zmian w kodeksie karnym - które zawetował później prezydent Aleksander Kwaśniewski - członkowie SLD wywodzący się z UB czy ZOMO niemal koszule na piersiach sobie rozrywali, broniąc obywateli przed strasznymi nowymi przepisami. I jeszcze zasłaniali się humanitaryzmem.
- Co Panowie sądzą na temat dostaw gazu do Polski. Przed polskim rządem renegocjacja kontraktu jamalskiego. Pozostaje też sprawa kontraktu zawartego z Norwegami.
L. K.: - Polska godzi się na ustępstwa wobec Rosji. Nie powinno to dziwić, gdyż czołówkę SLD tworzą osoby, które za komuny zaszły bardzo wysoko. Wystarczy spojrzeć na Millera, Szmajdzińskiego czy Kwaśniewskiego, który jako prezydent stoi obecnie trochę z boku. Oni są przyzwyczajeni do uległości wobec Rosjan. Dochodzą tu osobiste powiązania i związki interesów z panem Gudzowatym. Postawa polityków SLD jest niekorzystna dla Polski. Zagrożony jest kontrakt norweski pisany w dużym tempie. Kontrakt z Norwegami zawarto w imię naszych strategicznych interesów. Rząd Jerzego Buzka doskonale zdawał sobie sprawę, że następna ekipa będzie prowadzić zupełnie inną politykę. Politycy AWS wiedzieli też o powiązaniach Gudzowatego z elitą SLD. A Rosjanie nie należą do tych, którzy obdarowują kogoś nieprawdopodobnym jak na Europę Środkową bogactwem w zamian za zorganizowanie striptizu na Syberii.
- Jak oceniają Panowie projekt budżetu?
J. K.: - Plusem jest to, że deficyt budżetowy został zredukowany do niemalże bezpiecznej wysokości. A minusy? Zaniżono wydatki na inwestycje, ograniczono środki na kontrakty regionalne. Minusów jest całe multum. Głównie chodzi o uderzenie w grupy, które należało oszczędzić: w niepełnosprawnych, ludzi nauki, kultury. Uderzono również w macierzyństwo. Zupełnie bez sensu, bo jednym odważnym posunięciem, czyli wprowadzeniem podatku importowego, można było uniknąć tych ograniczeń. Na jego wprowadzeniu zyskaliby też polscy producenci.
- Tyle że podatek importowy oznaczałby dla Polski restrykcje ze strony państw Unii Europejskiej.
J. K.: - Polityka jest sztuką wychodzenia obronną ręką z sytuacji trudnych. Na pewno nie byliby tam zadowoleni z tego powodu. Ale podatek w wysokości pięciu procent prawdopodobnie by przełknęli. O wiele większe znaczenie miało w tym przypadku bardzo potężne lobby importerów, które w znaczący sposób kształtuje polską politykę gospodarczą. Ta polityka jest przecież wynikiem układu interesów. Kiedyś ogromne lobby stanowiły banki. One teraz osłabły, gdyż zostały wypchnięte z układu politycznego na skutek prywatyzacji.
- No właśnie, i znalazły się w rękach kapitału zachodniego.
J. K.: - Bardziej bym się cieszył, gdyby sektor bankowy przynajmniej w 70 procentach pozostał w polskich rękach. W ogóle to z polską gospodarką nie jest najlepiej. Na ożywienie gospodarcze obecnie się nie zanosi. Nie stworzono dotąd żadnych mechanizmów unowocześnienia naszego przemysłu. Stopień zużycia parków maszynowych jest dziś tylko o pół procent niższy niż w 1989 roku. Brakuje nowoczesnych technologii. Źle na gospodarkę wpływa też to, że została obłożona ogromnymi kosztami administracyjnymi. Z tym obecny rząd obiecuje walczyć i jeśli to uczyni, to trzeba to będzie zapisać na plus.
- Czy należy "poluzować" kodeks pracy?
J. K.: - Wiążą się z tym ogromne problemy społeczne. Ponadto "poluzowanie" kodeksu pracy wcale nie musi wpłynąć na zmniejszenie bezrobocia.
L. K.: - Przez ostatnie lata udało się w Polsce zachować spokój społeczny, ale obecnie jest on istotnie zagrożony. Nie chcę tu tworzyć mitów, jak czyniła to część radykalnej prawicy i twierdzić, że niebawem dojdzie do wybuchu społecznego. Jednak zmiany w kodeksie pracy mogą naruszyć społeczną równowagę. Dojdzie bowiem do uderzenia w resztki bezpieczeństwa socjalnego pracowników. W Polsce bardzo często pracodawcy utożsamiają własność z władzą. I wydaje im się, że we własnym zakładzie mogą wszystko. Po "poluzowaniu" kodeksu pracy może dojść do gwałtownego poszerzenia się sfery bezprawia. Sądzę, że liberalizacja kodeksu pracy nie spowoduje znacznego zmniejszenia bezrobocia. Pracodawcy cały czas zgłaszają postulat ograniczenia kosztów pracy. Jakoś nikt nie ma odwagi powiedzieć, że oznaczać to będzie ograniczenie świadczeń emerytalnych. Zgadzam się natomiast, że nadmiernie rozbudowane zostały obowiązki natury biurokratycznej. Chodzi między innymi o prowadzenie dokumentacji. I to trzeba zmienić. Możemy się zgodzić na pewne korekty, ale nie na generalną liberalizację prawa pracy. To, że wszędzie o niej mówią i wskazują jej zalety jest wynikiem obecnego układu interesów. Teraz wręcz modne i w dobrym guście jest twierdzenie, że należy zliberalizować kodeks pracy.
- Kto faktycznie jest liderem Prawa i Sprawiedliwości. Raz wymienia się Lecha, innym razem Jarosława Kaczyńskiego...
L. K.: - Liderem jest mój brat. Formalnie prezesem partii jestem ja. Natomiast przewodniczącym zarządu i klubu PiS jest Jarosław Kaczyński. I jego zakres kierowania partią jest o wiele większy. On się zresztą do tego lepiej nadaje. Na przykład w roli mówcy jest ode mnie o niebo lepszy. Potrafi długo przemawiać bez żadnego przygotowania, celniej odpowiada na pytania. Mnie bardziej odpowiadają role urzędnicze. I uważam, że jak na polskie warunki dobrze się w nich sprawdzam.
- To, że jesteście Panowie rodzeństwem przeszkadza, czy pomaga w uprawianiu polityki?
L. K.: - Między bliźniakami jest bardzo silny związek, dużo mocniejszy niż w zwykłym rodzeństwie. Dla nas polityka oznacza przede wszystkim służbę. Przed 1989 rokiem, w warunkach podziemia, uważałem, że jest ona wręcz obowiązkiem, że trzeba walczyć. Natomiast w niepodległej Polsce nie ma już przymusu uprawiania polityki. Jeżeli o to pan pyta, to między nami nie ma żadnej rywalizacji, nie licytujemy się, kto odniósł większy sukces. To nas zupełnie nie interesuje. Żeby było jasne - koncepcję, którą realizowałem jako minister sprawiedliwości stworzył mój brat. Partię też założył Jarosław Kaczyński. Utworzył ją z pewnej części PC, cała struktura to jego dzieło. To on dogadał się z Przymierzem Prawicy. Były długie rokowania, w których w ogóle nie uczestniczyłem. Wszystko się powiodło dzięki bratu, Adamowi Lipińskiemu i Ludwikowi Dornowi.
- Spotkałem się z opiniami, że bracia Kaczyńscy są zbyt radykalni w poglądach, że niepotrzebnie "napinają mięśnie". Często spotykają się Panowie z niechęcią części środowisk prawicowych?
L. K.: - Część z nich jest bardzo rozzłoszczona, bo przegrała wybory i została zmarginalizowana. Lepiej by było, żeby się teraz zastanowili kto miał rację. Zdaję sobie sprawę, że szczególnie na Śląsku, gdzie dalej dość silne wpływy ma AWS, mogę się spotkać z pewną niechęcią. Jednak niewiele mnie to obchodzi. AWS miała olbrzymią szansę, lecz ją zaprzepaściła. Mój brat i ja należeliśmy do osób przez nią odrzuconych. A sądzę, że byśmy się bardzo przydali. I może byłoby lepiej. Nie tylko my zostaliśmy odrzuceni, parę innych osób też znalazło się na marginesie. Wszystko po to, by zaspokoić ambicje ludzi, którzy rządzić zupełnie nie potrafią.
- Chodzi o Mariana Krzaklewskiego?
L. K.: - Chodzi o wiele osób, które w oczywisty sposób nie powinny znaleźć się w polityce.
- Przed laty głośno było o konflikcie między braćmi Kaczyńskimi i Lechem Wałęsą. Jak z perspektywy czasu oceniają Panowie Lecha Wałęsę?
L. K.: - Wysoko oceniam jego działalność w latach 80., kiedy był przywódcą solidarnościowej rewolucji. Później był to już zupełnie inny człowiek. Ale o tym trzeba albo napisać książkę, albo nic nie mówić, gdyż w krótki sposób nie sposób całego tego skomplikowania sytuacji opisać. Prezydentura była fatalna i to wszystko.
- Podałby Pan dziś rękę Lechowi Wałęsie?
L. K.: - Na ogół podaję rękę. Od 30 października 1991 r. tylko raz mu podałem, w trakcie dziewiętnastej rocznicy "Solidarności", którą obchodzono w Gdańsku. Szczególnie w stosunku do mojego brata Wałęsa dopuścił się bardzo drastycznych działań. Dlatego traktuję Wałęsę z ogromnym dystansem.
- A jak oceniłby Pan dziś swe relacje z Jerzym Buzkiem?
L. K.: - Jako minister sprawiedliwości, starałem się być lojalnym wobec premiera. Ale to był już inny Jerzy Buzek niż ten, którego znałem z działalności w podziemiu. Nie sposób było przełamać pewnego muru.
- Czy jak twierdzi wiele osób, Jerzy Buzek był sterowany przez Mariana Krzaklewskiego?
L. K.: - W czasie, gdy byłem ministrem sprawiedliwości - na pewno nie. Natomiast nie potrafię powiedzieć, jak było wcześniej.
Rozmawiał: Jerzy Dudała Rozmowa odbyła się 14 lutego 2002 r. 21. 3. 2002
Komisja Etyki zajmie się sprawą Iwińskiego Na najbliższym, zaplanowanym na 4 kwietnia posiedzeniu, sejmowa Komisja Eytyki zajmie się wnioskiem o ukaranie Tadeusza Iwińskiego - poinformowała PAP przewodnicząca komisji Elżbieta Piela-Mielczarek (SLD). Wniosek złożyła w środę, podczas zamkniętego posiedzenia komisji, jej wiceprzewodnicząca Krystyna Grabicka (LPR).
Chodzi o zachowanie Iwińskiego wobec polskiej tłumaczki podczas szczytu Unii Europejskiej w Barcelonie. Zdjęcia z Barcelony pokazały piątkowe Fakty TVN. W sobotnio-niedzielnych wydaniach sekwencję kilku zdjęć zamieściły "Gazeta Wyborcza" i "Super Express". Widać na nich, jak minister ds. międzynarodowych Tadeusz Iwiński sięga lewą ręką pod żakiet tłumaczki i przygarnia kobietę do siebie.
"Uznaliśmy, że nie możemy chować głowy w piasek wobec zachowań posłów, które są powszechnie komentowane" - powiedziała PAP Piela-Mielczarek. Dodała, że choć wśród członków komisji "nie było entuzjazmu", ostatecznie uznali oni jednak, że powinni zająć się tą sprawą "przez dbałość o dobre imię Sejmu".
Reprezentant PiS w komisji Jarosław Kaczyński, powiedział PAP, że niektórzy jej członkowie "wyrazili obawę, że sprawa będzie traktowana jako zabawna".
"W związku z tym trzeba znaleźć jakąś formułę, żeby z tej pewnej komiczności sytuacji wyjść, ale sprawa była i nadużycie jest oczywiste" - podkreślił Kaczyński.
Jego zdaniem, zachowanie Iwińskiego, "naruszyło godność Sejmu".
"To było zachowanie całkowicie nie licujące z wiekiem i stanowiskiem. Jest to całkowicie niedopuszczalne, to zachowanie smarkacza" - powiedział szef klubu PiS.
Kaczyński przypomniał, że PiS jest zdania, że Iwiński powinien odejść ze stanowiska, podkreślił jednak, że opozycja "nie ma środka prawnego", by podjąć próbę jego odwołania, bo Iwiński nie jest ministrem (w przypadku ministrów można złożyć wniosek o wotum nieufności), lecz doradcą w randze sekretarza stanu.
(PAP) 21. 3. 2002
Zjednoczenie PiS i PP przełożone, ale nie zagrożone Według szefa klubu Prawa i Sprawiedliwość Jarosława Kaczyńskiego planowane na kwiecień zjednoczenie PiS z Przymierzem Prawicy może się opóźnić. Politycy PiS i PP zapewniają jednak, że plany zjednoczeniowe nie są zagrożone. PiS i PP wspólnie startowały w wyborach parlamentarnych, a w Sejmie tworzą jeden klub parlamentarny PiS. Zarówno szef PiS, jak i szef rady politycznej PP Marek Jurek zapewnili PAP, że trwają rozmowy zjednoczeniowe obu partii.
Kaczyński nie chciał jednak podać konkretnego terminu zjednoczenia. "Jestem cokolwiek onieśmielony, jeśli chodzi o stawianie jakichkolwiek prognoz. Myśleliśmy, że uda się to jeszcze w zimie, później był termin kwietniowy. Sądzę, że to się stanie troszeczkę później, ale to się stanie" - powiedział.
Według Kaczyńskiego, rozmowy "nie są łatwe", ale nie przekłada się to na groźbę rozpadu klubu parlamentarnego. Czwartkowa "Rzeczpospolita" napisała, że klubowi PiS grozi rozłam.
"Nie ma żadnej groźby rozłamu w klubie. Jest kontynuacja negocjacji zjednoczeniowych, które rzeczywiście w jakichś momentach nie są łatwe, ale to jest normalna rzecz" - powiedział PAP Kaczyński. Dodał, że "to jest tak, jakby ktoś się dziwił, że jak jest wojna lub bitwa, to strzelają".
Według Kaczyńskiego, co do zjednoczenia jest "pełna zgoda +na górze+" - we władzach obu partii, a "+na dole+ takiej całkowitej zgody nie ma". "My to przełamiemy" - podkreślił.
Wyjaśnił, że "są takie miejsca" - regiony kraju, w których o porozumienie między partiami jest najtrudniej, nie chciał jednak wskazać o jakie miejsca chodzi.
Szef klubu PiS podkreślił, że wierzy, że partie "znajdą taką formułę, która pozwoli te dwa środowiska na poziomie także regionalnym połączyć w sposób może nie bezkonfliktowy, bo to jest niemożliwe, ale taki, żeby wyciągnąć wszystko, co jest w tych środowiskach najcenniejsze".
Rzecznik klubu PiS Adam Bielan poinformował, że rozmowy zjednoczeniowe toczą się obecnie głównie wokół "spraw personalnych".
Również Marek Jurek potwierdził w rozmowie z PAP, że trwają rozmowy o połączeniu PiS i PP, a PP jest "częścią obozu Lecha i Jarosława Kaczyńskich".
"W umowie wyborczej napisaliśmy zgodnie z przekonaniem, że Lech i Jarosław Kaczyńscy są w stanie zapewnić Polsce silne przywództwo państwowe, a Przymierze Prawicy jest partią młodej inteligencji konserwatywnej i to jest nasz wkład w obóz Prawa i Sprawiedliwość" - podkreślił.
Przyznał, że w rozmowach są "lepsze i gorsze dni", ale zjednoczenie nastąpi "w bliskim czasie", bo rozmowy są "naprawdę zaawansowane".
"Pracujemy nad mocnym integrowaniem klubu w sposób najlepiej odpowiadający charakterowi obu partii" - podkreślił Jurek.
"Dopóki się toczą rozmowy, porozumienia nie ma" - tak szef rady politycznej PP odpowiedział na pytanie, jak oszacowałby szanse na podpisanie porozumienia.
(PAP) 17. 3. 2002
CBOS: w marcu spadło poparcie dla SLD Gdyby wybory odbywały się na początku marca, wygrałby je SLD uzyskując 35 proc. poparcia; w porównaniu z lutym poparcie dla Sojuszu spadło o 12 punktów procentowych - wynika z sondażu CBOS. 60 proc. ankietowanych przez CBOS wzięłoby udział w wyborach parlamentarnych, gdyby odbywały się w marcu.
W lutym na SLD chciało głosować 47 proc. pytanych, a w marcu 35 proc. Na pozostającą w sojuszu z SLD Unię Pracy w marcu głosowałoby 2 proc. pytanych (w lutym - 1 proc.). Natomiast poparcie dla koalicyjnego PSL deklarowało w marcu 9 proc. Poparcie dla ludowców wzrosło o jeden punkt proc. w porównaniu z lutym. Krajowa Partia Emerytów i Rencistów mogłaby liczyć na 4 proc. poparcia (w lutym - 3 proc.).
Na PiS swoje głosy oddałoby 11 proc. potencjalnych wyborców, w lutym na to ugrupowanie chciało głosować 9 proc. pytanych.
Poparcie dla Samoobrony wyniosło w marcu 11 proc. (w lutym mniej o 1 punkt proc.); Platforma Obywatelska mogłaby liczyć na 10-proc. poparcie (w lutym - o 1 punkt proc. więcej).
Na Ligę Polskich Rodzin w marcu głosowałoby 10 proc. potencjalnych wyborców. Poparcie dla Ligi wzrosło, w porównaniu do badania w lutym, o 3 punkty procentowe.
Unia Wolności mogłaby liczyć na 3-proc. poparcie.
CBOS przeprowadził badanie w dniach 1-4 marca, na 1065-osobowej, reprezentatywnej grupie dorosłych obywateli Polski.
(PAP) 13. 3. 2002
Zjazd Przymierza Prawicy w województwie pomorskim W sobotę, odbył się w Gdyni I Zjazd Wojewódzki delegatów Przymierza Prawicy. Prezesem wojewódzkim partii został Tadeusz Cymański, poseł RP. Wybrano również 34 - osobowy zarząd wojewódzki oraz przyjęto pięć uchwał programowych. Zebrani podkreślali, że w pełni popierają rozpoczynający się właśnie proces pełnej integracji z Prawem i Sprawiedliwością.
 Nieprzypadkowo na miejsce zjazdu wybrano Gdynię, tutaj, bowiem w Radzie Miasta aktywnie działa klub radnych Przymierze Prawicy - PIS, stąd też wywodzi się blisko połowa wszystkich członków Przymierza w województwie pomorskim. Liderem Przymierza jest również gdyński poseł Wiesław Walendziak, przewodniczący sejmowej komisji skarbu, który rozpoczął zjazd od przedstawienia informacji na temat procesu integracji PP z PiS. Zebrani z aplauzem przyjęli decyzję o zjednoczeniu Przymierza Prawicy i Prawa i Sprawiedliwości przed 15 kwietnia br. Zjazd zaapelował, aby w województwie pomorskim wystawiono wspólne listy kandydatów ugrupowań prawicowych w zbliżających się wyborach samorządowych. "Wspólnie musimy postawić tamę wszechwładzy i arogancji SLD i związanymi z nim środowiskami. Tylko działając wspólnie jesteśmy zdolni to uczynić" - czytamy w uchwale zjazdowej. Ponadto zjazd przyjął uchwały w sprawach: zwalczania biurokracji i korupcji, odnowy moralnej prawicy, bezpieczeństwa powodziowego w województwie pomorskim oraz rozwoju regionalnego i zwalczania bezrobocia w województwie pomorskim. W zjeździe wzięli udział licznie przybyli przedstawiciele zaprzyjaźnionych partii politycznych, w tym: Dorota Arciszewska-Mielewczyk (poseł SKL-RNP), Jacek Głowacz (LPR), Antoni Szymański (ZChN), Grzegorz Strzelczyk (PiS) oraz Jacek Karnowski (PO). (informacja własna) Zobacz fotoreportaż ze Zjazdu 2. 3. 2002
ARCHIWUM AKTUALNOŚCI (LATA 2001-2006):
Sierpień 2001 |
Wrzesień 2001 |
Październik 2001 |
Listopad 2001 |
Grudzień 2001
Styczeń 2002 |
Luty 2002 |
Marzec 2002 |
Kwiecień 2002 |
Maj 2002 |
Czerwiec 2002
Sierpień 2002 |
Wrzesień 2002 |
Październik 2002 |
Listopad 2002 |
Grudzień 2002
Styczeń 2003 |
Luty 2003 |
Aktualności z lat 2004-2006

Pomorskie Towarzystwo na rzecz Poszkodowanych Właścicieli
i Użytkowników „Petycja” w Gdańsku
którego jednym z założycieli jest gdański radny Ryszard Śnieżko udziela informacji i doraźnej pomocy w sprawach związanych z ochroną interesów właścicieli i użytkowników poszkodowanych działaniami władz, organów administracyjnych i innych instytucji publicznych; w zakresie budownictwa, ekonomiki i prawa cywilnego.
Informacje: tel. 305-03-32 „Petycja”

Redaktor naczelny: Andrzej Denis; zespół redakcyjny: Marcin Adamiak, Leszek Antoszewski, Grzegorz Bonk, Janusz Długołęcki, Marcin Dobrzyński, Artur Dziambor, Marcin Horała, Dariusz Lubański, Waldemar Pawilczus, Maciej Roman, Mariusz A. Roman, Zdzisław Urla; adres korespondencyjny: ul. Marii Curie-Skłodowskiej 15A/2, 81-231 Gdynia; wydawca: Towarzystwo Przyjaciół Grodna i Wilna „Osobita” w Gdańsku; www: http://www.prawicapolska.pl; e-mail: redakcja@prawicapolska.pl. Redakcja nie zwraca tekstów nie zamówionych oraz zastrzega sobie prawo do ich skracania i zmiany tytułów.
|
 |
BASTION ŚWIĘTEGO JERZEGO
POMORZE
HISTORIA
IDEE
GOSPODARKA
WYWIADY
LINKI
Dodaj do ulubionych
Ustaw stronę Prawicy Polskiej jako startową
Poleć stronę znajomym



|