|
496136
NUMER BIEŻĄCY

STRONA GŁÓWNA
AKTUALNOŚCI
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKTY
LISTY
ZAPISZ SIĘ NA LISTĘ DYSKUSYJNĄ PRAWICA POLSKA
|
|
|
|
 |
W niedzielę kongres zjednoczeniowy PiS i PP W niedzielę szeregi Prawa i Sprawiedliwość ma zasilić 800 dotychczasowych członków Przymierza Prawicy. W Warszawie odbędzie się kongres zjednoczeniowy PiS i PP. Członkowie PP i władze partii wstąpią do PiS i tym samym Przymierze Prawicy przestanie istnieć. Obecnie wśród 43 posłów PiS, czternastu to dotychczasowi członkowie PP.
"To będzie kongres, który ma przyjąć do PiS członków Przymierza Prawicy - najpierw wyselekcjonowaną grupę członków. To będzie finał trwającego rok procesu jednoczenia naszych partii" - powiedział PAP szef Zarządu Głównego PiS Jarosław Kaczyński.
Podczas kongresu ma dojść do połączenia rad politycznych i zarządów PiS i PP, ma powstać też nowe gremium - 12-osobowy komitet polityczny w skład którego wejdą liderzy obu ugrupowań, oprócz braci Kaczyńskich m.in. Ludwik Dorn, Adam Lipiński, Marek Jurek, Kazimierz Ujazdowski, Mariusz Kamiński i Przemysław Gosiewski.
Jurek powiedział PAP, że w skład komitetu wejdzie pięciu dotychczasowych działaczy PP.
Znacznie liczniejszy niż dotychczas stanie się w niedzielę zarząd partii. Nowy zarząd powstanie po prostu z dokooptowania zarządu PP i będzie liczył ponad 50 osób, a rada polityczna stanie się stu kilkudziesięcioosobowa. Kaczyński podkreślił, że na dłuższą metę "tak liczne struktury nie będą utrzymywane".
Szefem partii pozostanie Lech Kaczyński, a szefem jej zarządu - Jarosław Kaczyński. Wiceszefami partii mają zostać Ludwik Dorn i Adam Lipiński oraz dotychczasowy przewodniczący PP Kazimierz Michał Ujazdowski i szef rady politycznej PP Marek Jurek.
Zjednoczenie obu partii nastąpi również na poziomie wojewódzkim. Jak powiedział PAP rzecznik PiS Adam Bielan, do końca czerwca mają odbyć się zjednoczeniowe zjazdy wojewódzkie. Według Jurka, po zjednoczeniu partii byli członkowie PP zostaną prezesami PiS w pięciu województwach, a w pozostałych zostaną wiceprezesami. Prezesem poznańskiego PiS ma zostać Marcin Libicki, a wrocławskiego - Ujazdowski.
"Założyliśmy, że w niedzielę wieczorem - po zjednoczeniu - partia będzie liczyła 2 tys. 300 członków, a później będzie szybko rozbudowywana. Chcemy do końca roku wyraźnie zwiększyć jej liczebność, a w ciągu następnego roku iść w stronę liczebności poważnej, dwucyfrowej (powyżej 10 tys członków-PAP)" - powiedział Jarosław Kaczyński.
Nie wykluczył, że nastąpią kolejne połączenia "niewielkich ugrupowań politycznych z PiS", nie chciał jednak wymienić na razie żadnej nazwy. Kaczyński zapowiedział, że przy przyjmowaniu do partii utrzymane będą wysokie wymagania i "prześwietlanie kandydatów".
W niedzielę do PiS wejdzie "wyselekcjonowana" - jak się wyraził Kaczyński - grupa 800 dotychczasowych członków PP. Według niego, "selekcja polegała na tym, że organizacje wojewódzkie PiS i PP mogły wzajemnie stawiać zarzuty swoim kandydatom do pierwotnego składu i pewne osoby zostały na tej zasadzie wyeliminowane".
Lider PiS powiedział, że eliminowane były np. osoby, które "były wcześniej w pięciu partiach, mają niewyjaśnione sprawy finansowe". Przynajmniej w jednym przypadku wiązało się to również z "PRL-owską przeszłością", wchodziły w grę także "zarzuty destrukcji, arogancji i agresji w stylu bycia".
Podczas kongresu mają zostać przyjęte deklaracje programowe potwierdzające tezy zwarte obecnie w deklaracjach jednoczących się partii, m.in. walka z korupcją, państwo oparte na chrześcijańskim systemie wartości i potrzeba zjednoczenia prawicy. Kaczyński powiedział, że jego partia podjęła już pracę nad "wielkim programem", jej efekty będą przekazywane stopniowo, a najważniejsza część - ekonomiczna - zostanie przedstawiona w przyszłym roku.
Społeczne komitety "Prawo i Sprawiedliwość" zaczęły powstawać w marcu ubiegłego roku - oddolnie, lecz z inspiracji braci Kaczyńskich. Budowanie struktur PiS rozpoczęło się na fali popularności ówczesnego ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego. Pod koniec kwietnia ogłoszono powstanie komitetu ogólnokrajowego, który zapowiedział start w wyborach. W końcu maja odbył się kongres, który wyłonił tymczasowe władze. Na czele ugrupowania stanął Lech Kaczyński.
"To inicjatywa, zmierzająca do przekonania prawicy, że warto dokonać głębokiej jej przebudowy. Jeżeli to się nie powiedzie, będzie to po prostu inicjatywa zmierzająca do stworzenia listy wyborczej tej prawicy, która nie chce mieć nic wspólnego z kapitalizmem politycznym i która składa się z ludzi, którzy się na polityce nie dorobili" - mówił wówczas PAP Jarosław Kaczyński.
PiS zostało wpisane do rejestru partii politycznych 13 czerwca. W skład 20-osobowego zarządu weszło większość dotychczasowych członków zarządu Porozumienia Centrum, m.in. Jarosław Kaczyński, Ludwik Dorn, Krzysztof Putra oraz Lipiński, który jest prezesem PC.
23 maja, po fiasku rozmów w sprawie jednej listy ugrupowań centroprawicowych, komitet "Prawo i Sprawiedliwość" podpisał porozumienie o wspólnym starcie w wyborach z Przymierzem Prawicy.
W wyborach parlamentarnych komitet PiS uzyskał 9,5 proc. Na ugrupowanie to oddano 1.236.787 głosów. W Sejmie klub PiS liczy 43 posłów. Partia PiS została zarejestrowana w czerwcu 2001 roku.
Natomiast Przymierze Prawicy zostało utworzone w marcu 2001 roku - głównie przez byłych działaczy ZChN, a także polityków SKL przeciwnych współpracy tej partii z Platformą Obywatelską
(PAP) 31. 5. 2002
Prymas w homilii o "bezdusznym kapitale" Prymas Polski kard. Józef Glemp podczas czwartkowych uroczystości Bożego Ciała w Warszawie powiedział, że ludzie mają prawo domagać się sprawiedliwości także na ziemi. Polska jest tak słaba, że staje się poligonem dla harców bezdusznego kapitału - dodał. Powiedział też, że demokracja jest nie tylko dla wykształconych i sprytnych, ale także i przede wszystkim dla uczciwych i cnotliwych obywateli.
Jesteśmy pokoleniem, które przeszło lub przechodzi od mentalności kolektywu, gdzie trzeba było się lękać i nie brać odpowiedzialności, do mentalności posiadania i dysponowania tym, co się posiada. Część ludzi zdołała posiąść wiele dóbr i dysponuje nimi według własnej oceny. Przechodzenie dóbr przechodzi tajemniczo nad głowami szarych obywateli, którzy bez własnej winy stają nad przepaścią nędzy i rozpaczy. Myślimy o setkach zamkniętych przedsiębiorstw, które musiały upaść i pozostali pracownicy z rodzinami bez pracy i bez chleba - mówił kard. Glemp do ponad 20 tys. wiernych, zgromadzonych na Placu Zamkowym.
Główne uroczystości rozpoczęły się o godz. 10 mszą św. koncelebrowaną w warszawskiej bazylice św. Krzyża pod przewodnictwem bp. Piotra Jareckiego. Uczestniczyli w niej m.in.: kard. Glemp, przedstawiciele władz samorządowych stolicy, rektorzy warszawskich wyższych uczelni, wojsko oraz przedstawiciele wielu innych grup społecznych i zawodowych.
Po mszy procesję eucharystyczną do czterech ołtarzy, ustawionych na Krakowskim Przedmieściu, poprowadził prymas Glemp. Przy każdym z ołtarzy odczytane zostały fragmenty Ewangelii według świętych: Mateusza, Marka, Łukasza i Jana. Przy ostatnim, przed kościołem św. Anny na placu Zamkowym, prymas wygłosił słowo pasterskie.
Uroczystość Bożego Ciała to jedno z głównych świąt obchodzonych przez Kościół katolicki. Najwcześniej, bo już w 1246 roku, ustanowił je biskup Robert dla diecezji Liege w Belgii. Głównym motywem ustanowienia tego święta były objawienia Francuzki, bł. Julianny Cornillon. Od 1209 roku miewała ona widzenia jasnej tarczy z ciemną plamą. Zinterpretowano je jako skutek braku wśród świąt kościelnych odrębnego dnia poświęconego Najświętszemu Sakramentowi.
Pierwsze procesje w uroczystość Bożego Ciała odbywały się w latach 1265-75 w Kolonii w Niemczech. W Polsce obchody święta Bożego Ciała wprowadził w diecezji krakowskiej w 1320 roku biskup Nanker. Praktyki te zakwestionowała Reformacja i wtedy procesje Bożego Ciała stały się manifestacją wiary.
za Wirtualną Polską (PAP/IAR/ck) 30. 5. 2002
Lech Kaczyński - gość Krzysztofa Skowrońskiego Krzysztof Skowroński: Witam państwa bardzo serdecznie, dziś gościem Salonu Politycznego jest pan Lech Kaczyński, lider Prawa i Sprawiedliwości, były minister sprawiedliwości, były prezes NIK-u , dzień dobry panu. Lech Kaczyński: Dzień dobry.
KS Jak dawno temu pan poznał senatora, posła Edwarda Wende?
LK Dawno, jeszcze w 80. latach niewątpliwie, kiedy był jednym z warszawskich adwokatów, który bardzo się angażował w sprawy obrony więźniów politycznych.
KS A to była bliska znajomość, daleka?
LK Nie byłem bliskim znajomym pana senatora Wendego, był człowiekiem takim otwartym towarzysko, wszyscy go znali, ja te, natomiast do kręgu bliższych znajomych się nie zaliczałem.
KS Razem panowie przez moment tworzyli politykę.
LK Oczywiście, że tak, to jest bardzo przykra znajomość o jego śmierci, niestety niejeden człowiek z tamtych lat już odszedł, muszę powiedzieć, że wiedziałem o jego chorobie, ale mimo wszystko ta wiadomość mnie zaskoczyła.
KS Wydawało się, że taki żywotny człowiek ma jeszcze ...
LK ...choć trochę życia, tak.
KS To też kawał historii Solidarności, historii z która pan jest związany także.
LK No oczywiście, że jestem związany i oczywiście była grupa adwokatów, nie tylko w Warszawie, ale w Warszawie była to grupa bardzo silna, która się bardzo zaangażowała w tamtych latach i jedną z czołowych postaci tej grupy był senator Edward Wende i to nie ulega wątpliwości.
KS No to przejdźmy do spraw życia, czyli do aresztowania byłego prezesa PZU Jamrożego, co pan wie o sprawie PZU i o zatrzymaniu?
LK Co ja wiem, ja w tej chwili nie jestem prokuratorem generalnym i wiem tyle co napisała prasa, natomiast nie ulega wątpliwości że tam nie wszystko było w porządku, szybciej pewne sprawy zostały ujawnione w stosunku do pana Wieczerzaka, wolniej w stosunku do pana Jamrożego. Ja tutaj nie dysponuję taką wiedza, żebym mógł z cała pewnością mógł rzucać jakieś oskarżenia, no ale myśmy już sobie zdawali sprawę, wtedy kiedy byłem prokuratorem generalnym, że tam jest źle i toczyła się cała grupa śledztw w stosunku do PZU. Tyle mogę powiedzieć, to jest niezmiernie smutna sprawa.
KS Ale czuł pan wtedy jakiś opór ze strony klasy politycznej pod tytułem: lepiej tego nie ruszać, niech pan tego nie robi?
LK Nie, ja muszę powiedzieć, że to dużo zależy od jaką się postawę przyjmuje. Ja muszę powiedzieć, że w okresie kiedy byłem prokuratorem generalnym to z wyjątkiem sprawy pewnego oficera, bo tę sprawę wszyscy pamiętają, ona była powodem mojej dymisji i tutaj powiedzieć , że był opór to powiedzieć za mało. Mnie nikt nigdy nie powiedział, że danej sprawy nie wolno ruszać, co najwyżej widziałem po minach , że ta czy inna sprawa budzi opór a inna nie budzi. Na przykład sprawa lotniska budziła opór.
KS Sprawa czego?
LK Lotniska, była taka sprawa portów lotniczych, po moim odejściu ją umorzono...
KS A co tam złego działo się w portach lotniczych?
LK No były pewne sprawy związane powiedzmy sobie poważnej korupcji, tu chodziło o budowę portalu Warszawy, natomiast oczywiście została umorzona i ja w tej chwili nie mogę nić poradzić. Ja nie mogę powiedzieć, żeby ktoś do mnie przychodził, a w szczególności mój przełożony, bo przełożonego miałem jednego, pan premier Buzek, że on mi mówił, czegoś nie rób, odrębną sprawą była sprawa Mariusza Sz., ale ją wszyscy znają.
KS Chociaż pewnie niedokładnie pamiętają.
LK No to była sprawa tego oficera ze Śląska, po którego zatrzymaniu a następnie aresztowaniu ja zostałem usunięty ze stanowiska ministra.
KS Ale jeśli chodzi o podejrzenia korupcyjne w sprawie portów lotniczych , ale ten port lotniczy numer 2 nie został jeszcze wybudowany, ten przetarg nie został jeszcze rozstrzygnięty.
LK No tak, ale tutaj ja też nie dostałem polecenia nie rób, nie dostawałem i sądzę, że to w dużym stopniu zależy od tego, jaką kto przyjmuje postawę, jeżeli wiadomo, że się nie będzie uginał, to też tego rodzaju poleceń nie dostają.
KS Ale jeżeli jest korupcja w Polsce to właśnie jest na tym styku biznes-polityka.
LK Być może, ale raz jeszcze powtarzam, że nie było takiej atmosfery wobec mnie, że nie rób tego, czy nie rób tamtego, nie tego rodzaju poleceń nie otrzymywałem ,a na początku wręcz otrzymywałem zachętę, żeby tego rodzaju działania podejmować.
KS Wtedy kiedy aresztowano prezesa PZU Życie, Wieczerzaka, wtedy minister spraw wewnętrznych i ówczesny minister sprawiedliwości, pan Iwanicki powiedział: to jest afera porównywalna z FOZZ.
LK Proszę pana, jeszcze raz mówię, to było duże przedsięwzięcie, rozpoczęte wtedy ,kiedy ja byłem ministrem, natomiast ja nie mogę w oparciu o moją wiedzę powiedzieć, ze to była akurat taka afera jak FOZZ, podejrzewam, ze tam dochodziło do poważnych nadużyć.
KS Ale czy pan ocenia, tak z daleka patrząc na to, jak toczy się postępowanie, czy to jest sprawne postępowanie w sprawie tego PZU, czy też postępowanie, które trwa zbyt długo?
LK Ja nie mogę tutaj jednoznacznie przesądzać, bo ja wiem jedno, że postępowania tego typu, gdzie nie chodzi o jedno zdarzenie ale o dziesiątki różnego rodzaju zdarzeń, rozmów, decyzji, często cofanych, później podejmowanych z powrotem, gdzie trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy pewne działania gospodarcze były normalnymi działaniami gospodarczymi, czy nie były normalnymi, co nie jest zawsze tak łatwo na pierwszy rzut oka odkryć, że tego rodzaju postępowania trwają dosyć długo. Oczekiwania, że one się mogą skończyć kilka tygodni czy nawet w kilkanaście tygodni, są czasem, bardzo często niemożliwe do spełnienia.
KS Trwają długo, czasem jak przy okazji afery FOZZ, kiedy ona wybuchła, w 91 roku?
LK W 91 roku, ale oczywiście sama sprawa miała miejsce wcześniej, natomiast wybuchła w 91. no i wie pan, afera FOZZ to jest coś samego w sobie, bo w aferze FOZZ mieliśmy najpierw śledztwo, skierowanie aktu oskarżenia, następnie było odesłanie sprawy, wszyscy byli przekonani, że to koniec, odesłanie do prokuratury, prokuratura po 5-6 latach działań jednak zakończyła tę sprawę i tutaj mogę paniom i panom, którzy nas słuchają przypomnieć, że koło 98. roku sprawa trafiła do sądu i w tej chwili można powiedzieć, że ona jest w istocie w punkcie zero, bo trudno przewidzieć, że obrona zgodzi się na to, żeby nie prowadzić sprawy od początku, a sprawa się ma o ile wiem , we wrześniu bądź w październiku.
KS Czyli właściwie wróci, a potem zostanie przedawniona, bo przedawnia się teraz po ilu latach?
LK Wie pan, tutaj nie ma, każdy zarzut się przedawnia, każdego przestępstwa, ale na ogół po 10-15 latach się przedawniają, ja tutaj jestem prawie przekonany, że tej sprawie grozi przedawnienie, to znaczy ja nie chciałbym zapeszać, może się tak zdarzy, że nie ale te ostatnie wydarzenia, które spowodowały przerwanie tej sprawy, kosztowały co najmniej około 2. lat.
KS Te ostatnie wydarzenia to znaczy? Zmiana sędziego?
LK Zmiana sędziego, tak.
KS Pani Barbara Piwnik była sędzią w sprawach FOZZ, ale mówi, że bardziej właściwie niepokoić się powinna albo być zadowolona prawa strona niż lewa strona, tak powiedziała wczoraj w "Gazecie Wyborczej", pewno czytał pan...
LK Ja muszę powiedzieć, że z tego powodu w tej sprawie są oskarżeni, przypominam, że śledztwo zostało zakończone, ja nic nie wiem, żeby ktoś z prawej strony był przesłuchiwany w tej sprawie kiedykolwiek jako świadek, więc tutaj to jest dla mnie jedynie potwierdzenie, że pani minister stoi za sprawami, które można określić jako po prostu stalinowską prowokację.
KS To znaczy?
LK Bo jeżeli tutaj usiłuje się komuś przypisać spoza tej grupy, która jest oskarżona, a tam być może były inne osoby, ale zgoła nie prawej strony, bo ja chciałem przypomnieć, że tuatj mamy do czynienia z aferą, która się działa w końcowej fazie komunizmu, 89-90 roku tak mniej więcej.
KS Tak się zahaczyła z III Rzeczpospolitą.
LK No tak się zupełnie zahaczyła jedynie na samym początku z III Rzeczpospolitą i że to była afera w sposób oczywisty związana z komunistycznymi służbami specjalnymi a być może też z pewną częścią niezwiązaną ze służbami specjalnymi komunistycznej elity władzy, natomiast próba przypisywania jakichkolwiek związków innym osobą jest po prostu prowokacją, to znaczy jest już próbą sfingowania.
KS I w tej sprawie toczy się proces między panem a telewizją publiczną.
LK No oczywiści, że tak i tutaj jeszcze raz powtarzam, że jakichkolwiek związków, ja oczywiście mówię w imieniu mojego brata i moim , jakichkolwiek związków tego typu z naszej strony nie było, a próba przypisania ich jest próbą, którą nazwać nikczemną jest jeszcze bardzo delikatne określenie, natomiast jeżeli pani minister w to wierzy , bo ja nie wykluczam, no to chyba zbyt odważnie przyjęła stanowisko ministra sprawiedliwości, no a jeżeli nie wierzy to niech słuchacze ocenią.
KS Ale z punktu widzenia procesu między telewizją publiczną a panem zapewne dobrze się stało, że prezes Kwiatkowski odnowił swoją kadencję na 4 lata, pewno bardzo pan się ucieszył.
LK Ja sądzę, że to wskazuje na to, z jakim mamy w tej chwili układem sił do czynienia.
KS Z jakim mamy do czynienia.
LK Z układem, w którym człowiek, który organizuje tego rodzaju prowokacje, ja nie wiem kto tam za tym stał w ostatniej instancji, natomiast nie ulega wątpliwości, że bez zgody pana Kwiatkowskiego coś takiego by się zdarzyć nie mogło. Ja przypominam, że to był program poprzedzony olbrzymią reklamą, że złamano ramówkę, co podobno, ja się na tym nie znam, ale w telewizji jest rzeczą niezmiernie rzadką. To był program, który się składał z samych absolutnie bzdur, a jeszcze dodatkowo, gdyby dosłownie rozumieć te bzdury to tam nie było zarzutu o jakiekolwiek związki z FOZZ-em.
KS Dlaczego nie dojdzie do podpisania, dzisiaj miało dojść do podpisania porozumienia między Platformą i PiS-em, techniczne sprawy?
LK To są sprawy techniczne, jeszcze do uzgodnienia, trzeba jeszcze doformułować pewne postanowienia tego porozumienia.
KS Wczoraj pan Andrzej Olechowski powiedział, że będzie startował w wyborach w Warszawie, jeżeli będą wybory, dwie tury wyborów bezpośrednich, a pan?
LK Ja chyba też będę startował w tych wyborach i oczywiście pod tym samym warunkiem co Andrzej Olechowski, natomiast żeby było jasne - to że dzisiaj nie będzie jeszcze podpisane, parafowane już porozumienie - to jest sprawa, która nie ma żadnego związku z Warszawą, od początku było w naszej umowie z PO coś takiego, co nazywaliśmy eksceptem warszawskim, to znaczy Warszawy to porozumienie miało nie dotyczyć.
KS Ale innych miastach PiS i Platforma są dogadane?
LK To jest sprawa tego typu, że w ogóle nasze porozumienie co do pełnej zasady dotyczy wyborów do sejmików wojewódzkich, bo to są wybory najbardziej polityczne natomiast przy metodzie liczenia głosów w tych wyborach w ogóle nie ma mowy o tym, żeby któreś z naszych ugrupowań nawet gdybyśmy otrzymali wyniki w górnej granicy notowań, żeby odniosło jakikolwiek sukces. Sukces można odnieść tylko w szerszej koalicji.
KS W szerszej koalicji myśli pan o ?
LK Ja w tej chwili mówię o umowie z Platformą Obywatelską, oczywiście bardzo bym się cieszył, gdyby to porozumienie było jeszcze szersze natomiast w tej chwili mówię o porozumieniu PiS-Platforma.
KS To jeszcze na zakończenia komentarz do zdjęcia z Rzymu. Czy czterech prezydentów?
LK Tak, niewątpliwie jest to czterech prezydentów, natomiast ...
KS Widzi pan jakie mają miny, nie są zadowolenie, patrzą gdzieś w niebo.
LK Ja coś panu muszę powiedzieć, mnie najbardziej interesuje to, czy Polska powinna być zadowolona.
KS Powinna czy nie?
LK To jest taka kwestia, w której jest bardzo dużo do myślenia, dlatego że wziąwszy pod uwagę oświadczenia z wcześniejszych lat a może nawet wieków to można mieć wątpliwości czy Polska powinna być zadowolona, być może żyjemy w epoce tak odmiennej że to dla nas dobry rezultat.
KS Dziękuję za rozmowę. za PR3, 2002-05-29 30. 5. 2002
Prezydent Szczurek wykorzystał piastowany urząd dla celów prywatnych Prezydent Gdyni postąpił nie tylko nieetycznie, prowadząc niewątpliwie wśród gdyńskich maturzystów kampanię wyborczą, ale przede wszystkim jako funkcjonariusz publiczny przekraczając swoje uprawnienia, wykorzystał piastowany przez siebie urząd dla celów prywatnych. Ponadto działanie Szczurka należy ocenić jako korzystne dla operatora telefonii komórkowej GSM, gdyż prezydent miasta, niejako przy okazji, reklamował właśnie tego operatora, wśród gdyńskiej młodzieży, która jak wiadomo masowa korzysta z telefonów komórkowych. Pozostaje zatem bezspornym, że nie wzbudza zaufania wyborców do państwa i prawa, gdy maturzyści są świadkami, że prezydent piecze bezkarnie przy okazji matur dwie pieczenie na jednym ogniu: „swoją prywatną pieczeń” oraz „pieczeń GSM”. Działanie takie według nas wyczerpuje znamiona przestępstwa zawartego w art. 231 par. 2 kk (Funkcjonariusz publiczny, który przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego (...) w celu osiągnięcia korzyści prywatnej (...) podlega karze pozbawienia wolności od roku do 10 lat).
Redakcja "Prawicy Polskiej" 24. 5. 2002
Kampania wyborcza w szkołach Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni, rozesłał do maturzystów kubki z logo miasta i swoim podpisem. Opozycja twierdzi, że to początek kampanii wyborczej, która jest w szkołach zakazana. Urząd Miasta w Gdyni, zwykle skrupulatny w opisywaniu sukcesów magistratu, o tej akcji nawet się nie zająknął. Jednak to właśnie kierowca miejskiego mikrobusu rozwoził kubki z hasłem „wiesz więcej niż myślisz” do szkół. Na kubku jest logo miasta z napisem „Matura 2002”. Pod hasłem jest podpisany Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni. Kubki trafiły do szkół dzień przed maturą z języka polskiego. Maturzyści otrzymali je następnego dnia. Były sponsorowane przez jednego z operatorów sieci komórkowych.
- Prezydent Szczurek prowadzi kampanię wyborczą już od dłuższego czasu – mówi Adam Borkowski, radny Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Gdyni. – I nie jest to kampania jako prezydenta, ale jako Wojciecha Szczurka. Nie mielibyśmy żadnych pretensji, gdyby nie były podpisane imiennie, ale prezydent Gdyni, Rada Miasta bądź zarząd. To na pewno miły gest dla maturzystów, ale dlaczego jest częścią kampanii wyborczej pana Szczurka. Dodatkowo za pieniądze podatników, bo rozwożeniem kubków zajęło się miasto. A kampania wyborcza jeszcze nie powinna się rozpocząć.
Podobnego zdania jest Mariusz Roman, radny Przymierza Prawicy – PiS. - To kolejne działania magistratu przed wyborami jest więcej. W magistracie stworzono stanowisko pełnomocnika da spraw projektów. Zajmuje je pewna pani, która da się zobaczyć na każdej imprezie z udziałem pana prezydenta. Kiedy jednak pytałem, jakie projekty tworzy ta osoba, nic się nie dowiedziałem. Praktycznie całe biuro prezydenta tworzy jego image przed wyborami. Moim zdaniem wysyłanie kubków do maturzystów było nieetyczne.
Prezydent Szczurek broni się, że to miał być miły prezent ze strony miasta dla maturzystów. - Nie pamiętam, żebyśmy w ubiegłym roku też wysyłali prezenty – mówi Szczurek. – Przez dyrekcję szkół złożyliśmy życzenia maturzystom. Opozycja w każdej akcji magistratu doszukuje się podtekstów politycznych. W ten sposób skierowałem dość osobiste życzenia do każdego z maturzystów.
KRZY za „Gazetą Wyborczą – Trójmiasto” z dnia 23 maja 2002 r.
DLA GAZETY
Kampania wyborcza na terenie szkół jest zakazana. O akcji prezydenta Gdyni nic nie wiedzieliśmy. Kubków, o których pan mówi, nie widziałem, ale radni mają instrumenty prawne, żeby w tej sprawie działać. My jako kuratorium nic nie możemy zrobić.
Jan Główczewski, dyrektor wydziału kształcenia kuratorium w Gdańsku
za „Gazetą Wyborczą – Trójmiasto”, str. 6, z dnia 23 maja 2002 r. 24. 5. 2002
Pentor: PiS zyskało 2 pkt. procentowe SLD-UP 37 proc., Samoobrona 15 proc., PO 11 proc., PiS 11 proc., LPR 10 proc., PSL 8 proc. - wynika z majowego sondażu Pentora. Za członkostwem Polski w UE w maju opowiedziałoby się 45 proc. ankietowanych. Pentor zbadał też notowania instytucji władzy: z działań prezydenta zadowolonych jest 61 proc. ankietowanych (4 pkt proc. więcej niż w kwietniu), premiera 33 proc. (+2 pkt proc.), rządu 24 proc. (+ 3 pkt proc.), Sejmu 22 proc. (+5 pkt proc.), Senatu 21 proc. (więcej o 3 pkt proc.).
W porównaniu z kwietniem gdzie SLD-UP miała 33 proc. koalicja zyskała w maju 4 pkt proc., natomiast straciła Samoobrona (było 18 proc.).
W maju straciła również Platforma Obywatelska (było 14 proc.) i PSL (było 10 proc.). 2 pkt proc. zyskało natomiast Prawo i Sprawiedliwość, oraz LPR (3 pkt proc.).
Z ugrupowań pozaparlamentarnych żadne, według Pentora, nie przekroczyłoby 5-proc. progu wyborczego: UW otrzymałaby 4 proc. (o 2 punkty więcej niż miesiąc temu), Ruch Społeczny - 3 proc. (więcej o 1 pkt proc.).
Gdyby w maju odbyło się referendum w sprawie przystąpienia Polski do UE, za członkostwem opowiedziałoby się 45 proc. (tyle samo ile w marcu), a przeciwko - 18 proc. (o 4 pkt proc. mniej niż w marcu). Danych z kwietnia brak.
Sondaż został przeprowadzony w dniach 11-13 maja na reprezentatywnej, losowej próbie 1000 osób powyżej 15. roku życia
(PAP) 24. 5. 2002
Wójta i prezydenta miasta wybierzemy bezpośrednio Sejm uchwalił w środę ustawę o bezpośrednim wyborze wójta, burmistrza i prezydenta miasta. Za uchwaleniem tej ustawy opowiedziało się 371 posłów, przeciw było 31, a wstrzymało się od głosu 4 posłów. Wcześniej posłowie przyjęli poprawkę do projektu tej ustawy. Wprowadziła ona dwie klasyczne bezpośrednie tury - takie, jak wyborach prezydenckich.
Za poprawką opowiedziało się 215 posłów, przeciw było 204, wstrzymało się 4 posłów.
Posłowie poparli zgłoszoną przez Platformę Obywatelską poprawkę likwidującą możliwość, by wójtem został kandydat, który nie uzyskał ponad połowy głosów, ale zdobył ich więcej niż dwaj kolejni kandydaci łącznie (tzw. wariant australijski, który znajdował się w wersji komisyjnej projektu ustawy).
Oznacza to, że zgodnie z ustawą, wójtem zostaje ten kandydat, który uzyska ponad połowę głosów. Gdy żaden z kandydatów nie otrzyma takiego poparcia, po dwóch tygodniach zorganizowana ma być druga tura wyborów, do której przechodzić będą dwaj kandydaci z największym poparciem z pierwszego głosowania.
Sejm odrzucił poprawkę "antykorupcyjną" PiS zakładającą, że wójtowie, burmistrzowie, prezydenci miast i ich zastępcy, oraz radni, a także sekretarze i skarbnicy gmin zobowiązani byliby do składania jawnych oświadczeń majątkowych.
Przed przystąpieniem do głosowania nad tą poprawką marszałek Sejmu Marek Borowski poinformował, że choć została ona zaakceptowana przez komisje, to po analizie biura legislacyjnego okazało się, że budzi ona liczne zastrzeżenia.
Przyjęcie tej poprawki oznaczałoby sytuację, w której m.in. wójtowie musieliby składać dwa oświadczenia majątkowe - jedno tajne, tak, jak obecnie, i drugie jawne.
Borowski poinformował, że już wcześniej przekazał wnioskodawcom "legislacyjnie prawidłowy tekst inicjatywy ustawodawczej", dotyczący wprowadzenia jawności majątkowej oświadczeń, i zaproponował wycofanie tej poprawki.
Według Borowskiego, prace nad takim projektem mogłyby się rozpocząć bezzwłocznie - po złożeniu do laski marszałkowskiej mógłby on zostać natychmiast przekazany do komisji, a drugie czytanie mogłoby się odbyć na następnym posiedzeniu Sejmu.
PiS nie zrezygnował ze swojej poprawki, argumentując, że wady jej można usunąć w Senacie, ale została ona odrzucona. Jednak rzecznik PiS Adam Bielan poinformował PAP, że jego klub szybko złoży projekt ustawy, który będzie dotyczył kwestii jawności oświadczeń majątkowych.
Posłowie poparli natomiast inną propozycję PiS, aby wójtowie, starostowie i marszałkowie województw zobowiązani byli do wykazywania w rejestrze korzyści informacji o uzyskiwanych korzyściach materialnych.
Ustawa nie przewiduje wymogu stałego zamieszkiwania w gminie, w której kandyduje się na wójta.
Zgodnie z nią, prawo zgłoszenia kandydata na wójta ma komitet wyborczy, który zarejestrował listy kandydatów na radnych w co najmniej połowie okręgów wyborczych w danej gminie. W każdym z tych okręgów liczba zarejestrowanych przez komitet kandydatów nie może być mniejsza niż liczba radnych wybieranych w tym okręgu.
(PAP) 23. 5. 2002
Odrębny projekt zamiast poprawki? Marszałek Sejmu Marek Borowski zaproponował PiS złożenie odrębnego projektu ustawy dotyczącego wprowadzenia jawności oświadczeń majątkowych, jakie składać mieliby m.in. wójtowie - powiedział PAP Przemysław Gosiewski (PiS). W tym tygodniu w Sejmie ma odbyć się trzecie czytanie projektu ustawy o bezpośrednim wyborze wójta (wójtem w gminie, w której siedziba władz znajduje się w mieście położonym na terytorium tej gminy, jest burmistrz, a w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców - prezydent miasta).
Sejmowe komisje Ustawodawcza oraz Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej poparły poprawkę PiS do tego projektu, według której wójtowie, burmistrzowie, prezydenci miast i ich zastępcy a także radni oraz sekretarze i skarbnicy gmin mieliby składać jawne oświadczenia majątkowe.
Jednak okazało się, że przyjęcie tej poprawki stworzyłoby sytuację w której wójtowie, radni itd. musieliby - tak jak obecnie - składać u wojewody oświadczenie majątkowe, którego treść jest tajna i drugie, które podawane byłoby do publicznej wiadomości.
Gosiewski powiedział we wtorek PAP, że w propozycjach PiS zabrakło zapisu, który likwidowałby sytuację składania dwóch oświadczeń - jednego tajnego, drugiego jawnego.
Według niego, marszałek Sejmu nie zgodził się na ponowne zwołanie obu komisji podczas którego można by było uzupełnić poprawkę, ale zaproponował "nową inicjatywę ustawodawczą, która szłaby w myśl tej poprawki". Posłowie PiS mają zająć się propozycją Borowskiego na wtorkowym posiedzeniu klubu.
Według szefa Komisji Samorządu Zbigniewa Kuźmiuka (PSL) "żeby wszystko nie odbywało się w atmosferze kontrowersji" PiS powinien wycofać swoją poprawkę. Gdyby tak się nie stało i - jak dodał - marszałek oficjalnie powiedział, że poprawka ta jest niezgodna z obowiązującym prawem to "głosowanie za nią byłoby absurdem".
Gosiewski powiedział, że nawet gdyby zdecydowano się na wycofanie poprawki dotyczącej oświadczeń majątkowych, podtrzymane zostaną dwie inne ważne dla PiS poprawki antykorupcyjne.
Jedna nakłada m.in. na wójtów, burmistrzów, prezydentów ich zastępców oraz radnych obowiązek wykazywania w rejestrze korzyści informacji o uzyskiwanych korzyściach materialnych. Druga zakłada, że zapisom antykorupcyjnym zawartym w ustawie o partiach politycznych podlegałaby też działalność wszystkich komitetów wyborczych zgłaszających kandydatów na radnych.
Według Gosiewskiego, we wtorek i być może w środę, PiS będzie sondował możliwość poparcia dla ewentualnej przyszłej inicjatywy ustawodawczej i ich pozostałych poprawek antykorupcyjnych. Jak powiedział będą rozmawiały o tym najpierw kluby opozycyjne, a potem ich przedstawiciele z reprezentantami PSL.
Jego zdaniem, jeśli po rozmowach okaże się, że inicjatywa taka nie uzyska poparcia to PiS podtrzyma swoją poprawkę. "Chodzi nam o to, że jeżeli miałaby nie przejść jawność oświadczeń majątkowych, to lepiej żeby składali podwójne oświadczenia (wójtowie, burmistrzowie, radni itd)" - powiedział Gosiewski.
Dodał też, że ewentualne deklaracje klubów o poparciu przyszłej inicjatywy ustawodawczej będą traktowane przez PiS "jako pozytywna ocena ich antykorupcyjnych poprawek" i ze strony jego klubu "będzie to wiązało się z kolei z poparciem poprawki o wprowadzeniu dwóch bezpośrednich tur w wyborach wójtów".
(PAP) 21. 5. 2002
Kubki dla maturzystów czy wyborców ? Do rąk tegorocznych maturzystów w Gdyni trafiło 3,5 tys. kubków z logo miasta i hasłem podpisanym przez prezydenta Gdyni Wojciecha Szczurka. Zdaniem części zdających oraz opozycji to kolejny przejaw wykorzystywania stanowiska do promocji przed wyborami samorządowymi. „Wszyscy tegoroczni maturzyści oprócz kanapki z serkiem i pomidorkiem otrzymali kubek z logo Gdyni oraz napisem: „Wiesz więcej niż myślisz! – Wojciech Szczurek, prezydent miasta Gdyni”... Oczywiście taki podaruneczek nie jest drogi, ale jaki to ciekawy sposób na wydawanie publicznych pieniędzy (...)” – to głos jednego z maturzystów na liście dyskusyjnej.
- To chyba rzeczywiście jest nadużycie formuły promocji miasta dla partykularnego, wyborczego interesu jednej osoby – mówi Andrzej Różański, poseł SLD. – Takie postępowanie jest dwuznaczne i moralnie naganne. Ta grupa maturzystów to przecież potencjalni wyborcy. Jeśli pan prezydent chce się promować, to nikt mu tego nie zabrania, ale powinien to robić za swoje prywatne pieniądze.
Prezydent zapewnia, że na kubki nie poszła ani złotówka z miejskiej kasy. - Wszyscy pamiętają, z jakim matura wiąże się stresem – mówi Wojciech Szczurek. – Ten kubek pokazuje, że wszyscy gdynianie trzymają kciuki za maturzystów. To taka maturalna maskotka, przez którą chcieliśmy życzyć wszystkim zdającym powodzenia. Atmosfera życzliwości może naprawdę pomagać młodym ludziom zdającym tak poważny egzamin – odebrałem sygnały od wielu maturzystów, którzy cieszyli się, że miasto pamięta o nich. Koszt tego przedsięwzięcia w całości pokrył sponsor. Są tacy ludzie, którzy życie publiczne nieustannie kojarzą się z kampanią wyborczą. Na to nie ma rady. My pracujemy, staramy się pamiętać o różnych ważnych wydarzeniach w użyciu naszych mieszkańców.
Wewnątrz kubków faktycznie znajduje się logo sponsora – Ery GSM. Zdania maturzystów co do inicjatywy prezydenta są jednak podzielone. - Trafiały do mnie liczne głosy maturzystów, którzy chłodno przyjęli prowadzoną przez prezydenta akcję promocyjną – mówi Mariusz Roman, radny Przymierza Prawicy – PiS. – Doszło do pewnego natężenia działań marketingowych prowadzonych przez Zarząd Miasta, dla którego chyba każda okazja jest dobra, by się przypomnieć i przypodobać mieszkańcom. Sam pomysł „miejskiego” kubka nie jest może zły, ale gdy pojawia się na nim podpis prezydenta, może to już budzić wątpliwości. Dla mnie promowanie się w dniu matury, jak robi to Wojciech Szczurek, jest trochę nieetyczne. Nawet jeśli w tym wypadku pieniądze wyłożyli sponsorzy – a oni też muszą mieć tu jakiś interes, to jeśli podliczy się wszystkie akcje promocyjne jakie ostatnimi czasy podejmował Zarząd promując w dużej mierze siebie, to zbierze się naprawdę, sporą kwotę, która mogłaby być przeznaczona np. na opiekę społeczną.
TN za „Głosem Wybrzeża” z dnia 16 maja 2002 r.
Od redakcji: „Prawicy Polskiej”
Coraz częściej pojawiają się oskarżenia pod adresem prezydenta Wojciecha Szczurka, który wykorzystując swoją pozycję i zajmowane publiczne stanowisko, pozyskuje sponsorów na promowanie samego siebie. W Urzędzie Miasta jak w prywatnym folwarku kilkanaście osób jest zatrudnionych tylko po to, aby dbać o image prezydenta miasta. Miasto pod rządami Szczurka wydaje coraz więcej publicznego grosza na „igrzyska” oraz promowanie wątpliwych moralnie eksperymentów z obrzeży ekstrawaganckiej kultury. Mieszkańcom funduje się koncerty i festyny, usilnie wmawia, że żyją na europejskim co najmniej poziomie... Tymczasem do oczu większości z nich coraz częściej zagląda beznadzieja i zwyczajna ludzka bieda... Szczurek nie traci jednak dobrego humoru choć większość sił politycznych w mieście zapowiada od dawna zmianę stylu rządzenia miastem. Wzmożenie akcji promocyjnych ma według naszej opinii powetować straty, jakie poniesie obóz prezydenta z uwagi na brak poparcia dla jego reelekcji przez czołowe ugrupowania gdyńskiej prawicy. 16. 5. 2002
Gdański samorząd: Ogień, woda i prezydent Klub radnych Prawo i Samorządność, powstały na bazie PiS i UW, poszerza swój krąg. Deklarację przystąpienia złożyło pięciu samorządowców RS. Choć taki układ sił może być nieprzychylny dla Pawła Adamowicza, prezydent jest pewny, że za tydzień nie straci stanowiska. Do sesji na której gdańscy samorządowcy będą głosować nad odwołaniem zarządu, któremu miesiąc temu nie udzielili absolutorium pozostał tydzień. Prezydent, jak zwykle w takich przypadkach, nie traci dobrego samopoczucia.
- Czuję się pewnie - stwierdził. - Wniosek - mimo wszelkich rachub - nie przejdzie. Zarząd zostanie, co zapewni spokój i stabilizację w mieście do końca kadencji.
Zagrożeniem dla pozycji prezydenta może być powstały w ubiegłym tygodniu klub Prawo i Samorządność. Stworzyło go trzech radnych PiS (wstrzymali się od głosu przy absolutorium) oraz 5 UW (byli przeciwni). We wtorek przystąpienie do klubu zadeklarowało 5 radnych RS (kilku z nich nie poparło poprzednio zarządu), bez wiceprezydent Ewy Sienkiewicz i szefa radnych Bogdana Oleszka. Współpracy nie odmówi też szóstka z Forum Gdańskiego (przeciwni zarządowi). Jeśli się dogadają prezydent może liczyć na 19 głosów prawicy przeciwko sobie. Poparcia na pewno nie udzieli mu 16 samorządowców lewicy. W sumie daje to 35 głosów na niekorzyść ekipy rządzącej. Do odwołania potrzeba zatem jeszcze jednego głosu. P. Adamowicz może liczyć na poparcie Platformy, Ruchu Nowej Polski i dwójki z RS - razem 22 głosy. Wszystko zależy od zachowania trzech radnych niezależnych. Według nieoficjalnych wersji złamać się może także parę osób z Platformy.
- Trzeba zrobić wszystko, żeby dokonać pewnych rekonstrukcji w zarządzie - powiedział Andrzej Jaworski (PiS).
- Zanim powstał klub PiS byłem przekonany, że nie znajdzie się 36 radnych skłonnych odwołać zarząd. Teraz rachunki mogą wyglądać inaczej - przyznał Maciej Lisicki (PO) w rozmowie z "Głosem".
Aleksander Żubrys, przewodniczący radnych SLD stwierdził, że trzeźwa ocena sytuacji w mieście zaważy na tym, że ilość głosów będzie taka jaka być powinna. Powstanie klubu PiS zwiększyło bowiem możliwości odwołania zarządu bez aktywnego udziału opozycji.
- Nowy klub powstał odgórnie i wciąż nie wiemy jakie są jego cele - stwierdził prezydent i dodał, że UW zabrnęła w ślepy zaułek. Według niego skoro nie wykorzystała ostatnio szansy wyjścia z taktycznego sojuszu z SLD, w którym była przez cztery lata, ostatnią szansą na poprawę wizerunku ma 23 maja.
Robert Bogdanowicz, wcześniej UW, aktualnie członek prezydium oznajmił, że poglądy polityczne prezydenta mało go interesują.
- Dla niego wszystko co robiła Unia było egzotyczne, najpierw sojusz z SLD, teraz porozumienie z ugrupowaniem Lecha Kaczyńskiego.
Nie było tajemnicą, że to Platforma miała ochotę na bliższą współpracę z PiS-em. Po tym jak radni tego ugrupowania zawiedli prezydenta nie pomagając mu w otrzymaniu absolutorium, Adamowicz skarcił ich po ojcowsku uznając, że to tylko wypadek przy pracy. Teraz nie ukrywa zdziwienia tym co się stało.
- Politycy Prawa i Sprawiedliwości powinni się zastanowić czy takie ruchy podobają się wyborcom. To łączenie ognia i wody - skomentował.
W miniony poniedziałek radni z PO na posiedzeniu swojego klubu, na którym pojawił się też lider ugrupowania Maciej Płażyński, oprócz kwestii ordynacji wyborczej poruszyli też problem "dziwnego mariażu PiS i UW".
- Nikt nie wyraził przekonania, czy ten układ utrzyma się do wyborów - przyznał M.Lisicki. - Oczywiście każda partia przyjmuje jakąś taktykę wyborczą i być może to jest jej element. PiS-owi nie wyjdzie to na dobre, bo wyborcy oczekują wyrazistych ugrupowań, a do takich miały należeć PiS i Platforma.
Z kolei P. Adamowicz jest przekonany, że w wyborach na prezydenta kandydat Platformy - czy to będzie on sam czy Arkadiusz Rybicki - ma szanse wygrać z Krzysztofem Puszem i L. Kaczyńskim.
Agnieszka Mańka za "Głos Wybrzeża" z dn. 16 maja 2002 r. 16. 5. 2002
Nadrzędność konstytucji nad traktatami UE Prawo i Sprawiedliwość uważa, że polska konstytucja powinna być aktem wyższego rzędu w stosunku do wszystkich umów międzynarodowych, a także traktatów UE. "PiS upomina się o praktyczne respektowanie zapisanych w konstytucji zasad suwerenności narodowej i niepodległości państwa polskiego" - czytamy w oświadczeniu PiS, przekazanym w środę dziennikarzom. "Nie zgadzamy się z coraz częściej formułowanym przez czynniki rządowe poglądem o wyższości prawa europejskiego nad konstytucją narodową" - napisali posłowie PiS.
"Polska konstytucja powinna być aktem wyższego rzędu w stosunku do wszystkich umów międzynarodowych, a także traktatów UE" - powiedział dziennikarzom Kazimierz Ujazdowski (PiS).
Według niego, PiS mówi o tym bardzo wyraźnie dlatego, że w wystąpieniach przedstawicieli obozu rządzącego ta kwestia podawana jest w wątpliwość.
"PiS uważa, że wzorem niektórych państw europejskich należy ustanowić wyraźną konstytucyjną podstawę oceny traktatów UE" - podkreślił Ujazdowski. Jego zdaniem, takie rozwiązanie jako jedyne gwarantuje suwerenność narodową w akcesji, po akcesji i daje też wysoką rangę polskiemu prawu konstytucyjnemu.
Ujazdowski zaznaczył, że PiS proponuje potwierdzenie nadrzędności konstytucji narodowej nad traktatami UE. W jego opinii, "to również jeden z elementów dbałości o znaczenie parlamentu narodowego w systemie władzy i organów krajów Unii".
"Nie zgłaszamy naszego postulatu w intencji antyintegracyjnej" - zapewnił poseł PiS. "Chcemy, aby w tej sprawie była całkowita jasność: nadrzędność fundamentalnego dla polskiego państwa aktu nad traktatami UE" - dodał Ujazdowski.
Według niego, zasada nadrzędności konstytucji miałaby takie znaczenie, że w momencie akcesji i później, kiedy zmieniałyby się zapisy traktatów UE, podlegałyby one każdorazowo ocenie ze strony polskiego Trybunału Konstytucyjnego.
"Tu nie chodzi o sparaliżowanie ustawodawstwa unijnego w Polsce" - podkreślił Ujazdowski. "Chodzi o to, aby prawo podstawowe UE było oceniane z punktu widzenia konstytucji narodowej" - zaznaczył.
"Nam zależy na tym, aby każdorazowo Trybunał Konstytucyjny miał możliwość oceny podstawowego prawa Unii z punktu widzenia konstytucji narodowej" - powiedział Ujazdowski
(PAP) 16. 5. 2002
Na razie nie ma porozumienia PiS z Platformą Rzecznik Prawa i Sprawiedliwości Adam Bielan powiedział, że na razie nie ma porozumienia PiS z Platformą Obywatelską w sprawie koalicji w wyborach samorządowych. "Na razie nie ma żadnego podpisanego porozumienia między PiS i Platformą Obywatelską. I prawdopodobnie nie będzie go póki nie zapadną decyzje Sejmu w sprawie bezpośrednich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast" - powiedział Bielan PAP we wtorek.
Dodał, że głosowania w Sejmie w tej sprawie zaplanowano wstępnie na przyszły czwartek (23 maja) i dopiero po tej dacie można spodziewać się ostatecznego uzgodnienia szczegółów między obiema partiami.
"Rozmowy są dobre i intensywne. Są też różnice zdań. PiS chce, żeby był zakaz po wyborach zawierania jakichkolwiek koalicji samorządowych z SLD, także w Warszawie. Stawiamy też nacisk na przepisy antykorupcyjne w tym jawność oświadczeń majątkowych radnych" - stwierdził Bielan.
"Nie ukrywamy też, że PiS myśli o szerszym porozumieniu tak by nie zmarnować głosów centroprawicy, a Platforma raczej skłania się ku bardziej eksluzywnemu dwustronnemu porozumieniu" - mówił rzecznik PiS.
W połowie kwietnia Rada Polityczna PiS oficjalnie upoważniła też prezesa partii - Lecha Kaczyńskiego do przeprowadzenia rozmów i zawarcia porozumienia w sprawie koalicyjnego startu w wyborach samorządowych.
Uchwała Rady Politycznej PiS mówiła też, że "powinna być przeprowadzona selekcja kandydatów na listy wyborcze tak, by wyeliminować osoby skompromitowane nieuczciwością lub niewydolnością. Procedury selekcyjne powinny być jawne".
Według uchwały, "należy postulować zmiany ustawodawcze, a jeśli to będzie nieskuteczne przygotować odpowiednie regulacje prawa lokalnego, które zobowiązywałyby osoby pełniące funkcje samorządowe do ujawnienia majątków, w szczególności majątku przejętego w jakiejkolwiek formie z mienia komunalnego".
Pod koniec kwietnia jeden z liderów Platformy Donald Tusk poinformował, że Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość są "blisko finału" rozmów na temat koalicji w wyborach do sejmików wojewódzkich.
Tusk zapowiedział też, że w bezpośrednich wyborach szefów samorządów Platforma będzie wspierać najlepszych - jej zdaniem - kandydatów, niezależnie od tego, czy są członkami Platformy czy nie.
(PAP) 15. 5. 2002
PiS zbiera podpisy pod projektem zaostrzenia Kodeksu karnego Prawo i Sprawiedliwość rozpoczyna w poniedziałek akcję zbierania podpisów pod projektem nowelizacji Kodeksu karnego. PiS chce wnieść projekt do Sejmu jako inicjatywę obywatelską, dlatego musi zebrać podpisy 100 tysięcy osób. Jednocześnie projekt PiS, który zaostrza prawo karne, trafił już do laski marszałkowskiej jako inicjatywa poselska.
"Chcemy odwołać się do społeczeństwa, bo uważamy, że będzie to argument wobec tego Sejmu. Wiadomo, że nie mamy w nim większości. Nie jest prawdą, że PiS jest partią jednej sprawy - walki z przestępczością. Ale uważamy, że nie da się naprawić polskiego państwa, jeśli nie opanuje się przestępczości" - powiedział w poniedziałek na konferencji prasowej w Sejmie lider PiS Jarosław Kaczyński.
Nowością w propozycjach PiS w stosunku do obecnie obowiązujących przepisów jest m.in. bezwzględne dożywocie (bez możliwości przedterminowego zwolnienia) i możliwość karania pozbawieniem wolności w przedziale od 15 do 25 lat (według obecnego prawa można skazać na 15 lat, a później dopiero na 25 i dożywocie, a nie można skazać np. na 17 czy 20 lat).
"Ten projekt ma trzy zasadnicze przesłania. Po pierwsze chodzi o to, by kara była sprawiedliwą, czyli proporcjonalną do stopnia zawinienia sprawcy. Kara ma też odstraszać potencjalnych przestępców. Kara ma także skutecznie izolować, zwłaszcza tych najgroźniejszych przestępców" - tak opisał założenia projektu Kodeksu karnego poseł PiS Zbigniew Ziobro.
Politycy PiS będą zbierać podpisy w miejscach publicznych. Można też będzie je złożyć w lokalach poselskich i partyjnych PiS. " Nie wykluczamy też akcji chodzenia od drzwi do drzwi" - zapowiedział Ziobro.
Projekt proponuje też ograniczenie widzeń i przepustek dla skazanych za najpoważniejsze przestępstwa oraz obligatoryjną odpowiedzialność nieletnich (w wieku powyżej 15 lat), którzy popełnili ciężkie przestępstwo, a wcześniej byli skazani na pobyt w zakładzie poprawczym.
Ziobro podkreślał, że walka z przestępczością musi być dolegliwa także dla sprawców drobnych przestępstw.
"Wprowadzamy więc surowsze zasady odpowiedzialności karnej za czyny chuligańskie. Wprowadzamy zasadę, że nie wystarczy stwierdzić, że czyn jest społecznie znikomo szkodliwy. Konieczne jest wykazanie, że wina jest znikoma, by odstąpić od kary. Często szkoda jest znikoma, ale zła wola sprawcy jest bardzo duża" - argumentował Ziobro.
Według polityków PiS, projekt "likwiduje zasadę humanitaryzmu, która uprzywilejowuje sprawców przestępstw". "Ta zasada prowadzi do jednostronnego wypaczenia stosowania przepisów - przede wszystkim dotyczących wymiaru kary - na korzyść przestępców, bez uwzględniania interesu społecznego i osób pokrzywdzonych" - uważa Ziobro.
"Np. sąd będzie mógł kierować się zasadą odstraszania potencjalnych przestępców. Będzie też mógł zastosować bezwzględne dożywocie. Przypomnę, że zgłoszona niedawno inicjatywa rządu przewiduje możliwość stosowania bezwzględnego dożywocia wobec zabójcy policjanta. Gdyby ta zasada humanitaryzmu obowiązywała w kodeksie, byłoby to niemożliwe" - dodał.
Projekt nowelizacji zakłada m.in. zaostrzenie kar: za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem - od 20 lat więzienia do bezwzględnego dożywocia (teraz od 12 lat do dożywocia), za gwałt ze szczególnym okrucieństwem - od 2 do 25 lat (teraz od 2 do 12 lat), za poważną korupcję - od 3 do 15 lat (teraz od roku do 10 lat), za handel ludźmi - od 5 do 25 lat (teraz od 3 do 15 lat), za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia - od 5 do 25 lat (teraz od 3 do 15 lat).
(PAP) 14. 5. 2002
OBW: PiS może liczyć na 13 proc. poparcie Gdyby wybory parlamentarne odbywały się w obecnie, drugie miejsce po koalicji SLD-UP, która otrzymałaby 30 (-4) proc. głosów, zajęłaby Samoobrona z 14 (+3) - procentowym poparciem. Kolejne miejsca po Samoobronie zajmują: PiS -głosowałoby na nas 13 (+1) proc. badanych, LPR - 11 (0) proc., PO - 10 (0) proc, PSL - 10 (0) proc. i LPR - 9 proc..
AWS może liczyć na 3 (0) proc. poparcia, UW - 2 (-1) proc.
(OBW) 14. 5. 2002
Promocja prezydenta Szczurka za pieniądze mieszkańców !? Zdaniem opozycyjnych klubów w Radzie Miasta Gdyni Zarząd Miasta robi sobie kampanie wyborczą za publiczne pieniądze. Służyć mają temu również obchodzone w tym tygodniu Dni Europejskie. - Wszystkie działania Zarządu Miasta podejmowane ostatnimi czasy są tak nagłaśniane, że to jest wyraźna kampania wyborcza – mówi Adam Borkowski, przewodniczący Klubu Radnych SLD w Gdyni. – Ostatnio też regularnie organizowane są spotkania Zarządu z mieszkańcami poszczególnych dzielnic, gdzie obiecuje on cuda. Prezydent wyraźnie promuje siebie i wykorzystuje możliwości, jakie daje mu obecne stanowisko. Jest osobą znajdującą się „na świeczniku”, w której stronę kierują się kamery i mikrofony. To kampania wyborcza na koszt miasta.
Na Dni Europejskie Gdynia przeznaczyła 50 tysięcy złotych, reszta pieniędzy pochodzi z grantu Urzędu Komisji Integracji Europejskiej i od sponsorów. W programie przewidziano m.in. festyn, koncerty, oraz wspólne śpiewanie „Ody do radości” – hymnu Unii Europejskiej.
- Zbliża się referendum na temat przystąpienia Polski do UE – mówi Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni. – Przygotowuje się do tego cała Polska. Mamy powód do szczególnej radości, gdyż w tym roku otrzymaliśmy Nagrodę Europy przyznawaną przez Radę Europy. Na to wyróżnienie zapracowali wszyscy mieszkańcy. Tradycja wspólnego świętowania, zabawy i obchodzenia ważnych wydarzeń ma w Gdyni dwanaście lat. Gdynianie lubią się wspólnie bawić, na to też trzeba znaleźć czas. Nie cały świat jest polityką i stawiane zarzuty są bezpodstawne.
Według radnych spoza rządzącej w Gdyni koalicji obecne działania to kontynuacja tego, co dzieje się już od paru lat. - Prezydent Szczurek kampanię prowadzi przez całą swoją obecną kadencję - mówi Mariusz Roman, radny Przymierza Prawicy – PiS. – Wystarczy wspomnieć Biuro Prezydenta, zatrudniające ludzi pod pozorem pewnych działań, a które w praktyce dba o image prezydenta. Najjaskrawszym przykładem jest tu pani pełnomocnik ds. projektów. Nie znam żadnego projektu, który wyszedł spod jej ręki, natomiast obstawia ona wszystkie spotkania, otwarcia, przecinanie wstąg itp. To wszystko odbywa się na koszt podatnika. Uroczystości planowane w najbliższy weekend tez mają służyć stworzeniu odpowiedniego wizerunku władz miasta. To nie jest początek kampanii, ale jej kontynuacja. Tylko że normalna kampania promuje pewien program. Kampania Szczurka. Kampania prezydenta Szczurka promuje jego samego (...).
TN za „Głos Wybrzeża” z dnia 8 maja 2002 r.
Od redakcji: „Prawicy Polskiej”
Wydatki promocyjne miasta wciąż rosną. Wiele wysiłków i zabiegów obecny Zarząd Miasta poświęca na szukanie kolejnych sponsorów. Ci jak wiadomo niczego nie czynią za darmo... Oficjalnie trwa spektakl polegający na organizowaniu kolejnych igrzysk i zabaw, lansuje się wizerunek miasta otwartego dla potencjalnych inwestycji - dających miejsca pracy. Miasto wydaje kolejne foldery, banery i plakaty... Tymczasem z Gdyni uciekają ludzie biznesu, których odstrasza nieprzychylny im aparat administracyjny miasta oraz wysokie podatki. Powstają jedynie kolejne hipermarkety, które generują jedynie kłopoty handlu, pozbawiając mieszkańców kolejnych miejsc pracy. Decyzje w architekturze coraz częściej zapadają z naruszeniem terminów zawartych w kpa lub nie zapadają wcale. Podczas ostatniej kadencji samorządowej podwoiło się bezrobocie, zadłużenie miasta przekroczyło 200 mln zł, (co stanowi 50 proc. rocznego budżetu Gdyni). Przy ogólnie postępującej biedzie rządzący Miastem najwyraźniej nie tracą dobrego humoru, próbując robić sobie kampanię wyborczą za pieniądze wszystkich mieszkańców Gdyni. 9. 5. 2002
PiS: Deklaracja konstytucyjna w święto 3 maja Prawo i Sprawiedliwość w przygotowanej na święto 3 maja "Deklaracji konstytucyjnej" upomina się o praktyczne respektowanie zapisanych w konstytucji zasad suwerenności narodowej i niepodległości państwa polskiego. "Nie zgadzamy się z coraz częściej formułowanym przez czynniki rządowe poglądem o wyższości prawa europejskiego nad konstytucją narodową. To smutny dowód traktowania integracji europejskiej jako przestrzeni nowych karier, a nie obszaru promocji polskich interesów" - napisali politycy PiS.
"Wzorem niektórych państw europejskich należy ustanowić wyraźną konstytucyjną podstawę oceny traktatów UE. Takie rozwiązanie stanowić będzie silną gwarancję suwerenności narodowej w okresie po akcesji do Unii i nada wysoką rangę polskiej konstytucji".
"Upominamy się o praktyczne respektowanie zapisanych w Konstytucji zasad suwerenności narodowej i niepodległości państwa polskiego. Nie zgadzamy się z coraz częściej formułowanym przez czynniki rządowe poglądem o wyższości prawa europejskiego nad Konstytucją narodową"
PiS skrytykowało też obecną ustawę zasadniczą.
"Obecna konstytucja (...) nie wyrasta z polskiej tradycji ustrojowej, ani nie odpowiada na realne wyzwania naszych czasów. Nie miała charakteru aktu niepodległości odcinającego nas od pozostałości PRL-u. Nie odnosi się do najważniejszych wartości społecznych, ani nie ustanawia niepodważalnych gwarancji dla praw rodziny i własności prywatnej jako zasady ustrojowej" - czytamy w deklaracji.
Jednocześnie politycy PiS twierdzą, że obecnie nie ma możliwości dobrej rewizji konstytucji.
"Zgłoszona przez SLD propozycja likwidacji Senatu jest świadectwem barbarzyństwa ustrojowego i nie odpowiada prawdziwym potrzebom ustrojowym państwa polskiego. Ważnym zadaniem państwowym jest natomiast przeciwstawienie się interpretowaniu konstytucji przez pryzmat ideologicznych i politycznych zamiarów postkomunistycznej lewicy" - napisali w deklaracji.
W tym kontekście PiS wymienia naruszanie przez SLD zobowiązań konstytucyjnych, "takich jak zasada jawności życia publicznego (ustawa znosząca lustrację) czy prawa kombatanckie (ograniczenie słusznych uprawnień kombatanckich)".
"Musimy bronić obecnej ustawy zasadniczej przed destrukcyjnym wpływem formacji, która wciela w życie plan budowy państwa SLD naruszają przy tym zasady konstytucyjne"
PiS chce bronić Konstytucji, mimo że jest wobec niej krytyczne. Ustanowiona w 1997 r. Konstytucja ani nie wyrasta z polskiej tradycji ustrojowej, ani nie odpowiada na realne wyzwania naszych czasów. Nie miała charakteru aktu niepodległości odcinającego nas od pozostałości PRL-u.
Według PiS, Konstytucja nie odnosi się też do najważniejszych wartości społecznych, ani nie ustanawia niepodważalnych gwarancji dla praw rodziny i własności prywatnej jako zasady ustrojowej.
"Trzeci Maja to Święto upamiętniające walkę pokoleń Polaków o niepodległość i dobro Rzeczypospolitej. Konstytucja Majowa była aktem wierności chrześcijańskiej tożsamości Polski, będąc jednocześnie nowoczesną odpowiedzią na zagrożenie utraty niepodległości. Jej celem było silne państwo wolnego narodu, a więc ład godzący autorytet i siłę władzy z wolnością obywateli" - przypomina deklaracja konstytucyjna PiS
(PAP) 4. 5. 2002
Lech Kaczyński: W rocznicę konstytucji 3 Maja W końcu XVIII w. Rzeczpospolita chyliła się ku upadkowi. Kraj znajdował się w stanie permanentnej zapaści gospodarczej. Zmniejszała się liczba ludności. Urzędnicy państwowi byli skorumpowani. Znaczna część z nich była płatnymi agentami ościennych mocarstw. Ustrój był skrajnie nieefektywny. W tych trudnych czasach grupa patriotycznych polityków podjęła trud ratowania państwa. Napotykali na ciągły opór sterowany przez ambasadorów państw zaborczych. Pomimo tego udało się doprowadzić pracę do końca. Trzeciego maja 1791 roku król złożył podpis pod nową konstytucją, pierwszą w Europie i drugą na świecie. Uzdrawiała ona państwo i dawała mu solidne fundamenty. Oto niektóre z jej postanowień:
· Znosiła feudalne zobowiązania chłopów. Dawała, zatem szansę na szybki wzrost gospodarczy, tworząc zalążki nowoczesnego systemu kapitalistycznego. · Podobna rolę spełniało zwiększenie autonomii i znaczenia miast i mieszczaństwa. · Znosiła wolną elekcję królów, przywracając zasadę dziedziczenia. Usunięta została, zatem możliwość zajęcia tronu przez osoby niegodne, posłuszne tylko mocodawcom fundującym ich działania wyborcze, czy też nie umiejących niczego poza podlizywaniem się gustowi wyborców. · Pozbawiała praw wyborczych gołoty szlacheckiej, której źródłem utrzymania były pensje wypłacane przez możnych manipulującymi elekcjami, zaś głównym zajęciem wszczynanie burd i pijatyk.
Konstytucja Trzeciego Maja przyszła za późno. Przegrana wojna z Rosją i klęska insurekcji kościuszkowskiej przesądziła o ostatecznym upadku I Rzeczpospolitej. Od tej pory Konstytucja była symbolem połączenia patriotyzmu, rozwagi i kompetencji, do którego odwoływały się kolejne pokolenia Polaków.
Pamiętajmy o tym w dniu majowego święta. Obecnie wprawdzie nie grozi nam utrata niepodległości, ale widzimy wiele symptomów choroby państwa podobnych do tych z XVIII wieku. Również obecnie potrzebujemy rozwiązań na miarę Konstytucji Trzeciego Maja i polityków na miarę jej twórców.
Lech Kaczyński
Od redakcji „Prawicy Polskiej”
Powyższy tekst autorstwa ministra Kaczyńskiego był kolportowany podczas uroczystości 3-majowych w Gdyni. W uroczystościach tych wzięła udział m.in. rzesza działaczy oraz młodzieży z PiS, Przymierza Prawicy, LPR, UPR, SKL-RNP, ROP oraz LR. Wiązankę kwiatów pod pomnikiem Marynarza Polskiego w Gdyni złożyła m.in.: posłanka Dorota Arciszewska–Mielewczyk, oraz delegacje: Cechu Rzemiosł i Przedsiębiorczości i Komitetu Wyborczego pn. „Naprzód Gdynio!”. 3. 5. 2002
Gdynia Chylonia: Zapomniany "Meksyk". Hasła wyborcze w praktyce Chyloński "Meksyk" to najbardziej znana gdyńska dzielnica. Znana, ale ciesząca się złą sławą. Z powodu dużego obszaru administracyjnego ma aż dziesięciu reprezentantów w Radzie Miasta z każdej opcji politycznej. Ci z AWS przed czterema laty szli do wyborów pod hasłem "Twoja ulica, twoja dzielnica, twoja Gdynia". Postanowiliśmy sprawdzić, jak i czy w ogóle zrobili coś dla "Meksyku". Jedziemy na ul. Palmową, Cytrynową, Gruszkową, Porzeczkową, Ananasową.... Drogi, a raczej to co drogi przypomina, nie ułatwia poruszania. Wypastowane buty natychmiast pokrywają się brudem. Choć posesje za płotem wyglądają w miarą schludnie, przed wejściem wołają o pomstę do nieba. Mieszkańcy domków chętnie mówią o problemach, każdy z nich wątpi jednak, że artykuł w gazecie coś zmieni. - Bo to raz nas opisywali - mówią. - My mieliśmy satysfakcję, że traktujecie nas jak innych żyjących w normalnych warunkach, ale władza jak widać nic sobie z tego nie robiła.
Ziejący komin
Ludzie z "Meksyku" piszą i to dużo. Do prezydenta, do radnych, do mediów. Chociażby ostatnio. - "To blisko centrum miasta, a nie mamy podstawowych instalacji, droga zaś po której chodzimy lub toniemy, jest nawet nieutwardzona, do tego dochodzi dym i hałas dobywający się z ziejącego komina Styroplastu. Mieszkańcy naszego osiedla nie mają żadnych ulg podatkowych z tytułu tak wielu uciążliwości, choć jesteśmy pełnoprawnymi obywatelami miasta Gdyni" - w podpisie Elżbieta Nawrot, mieszkanka ul. Palmowej i 30 innych nazwisk. - Ten komin - Adam Frankiewicz wskazuje na pobliski zakład - spędza nam sen z powiek. Kulki styropianu, kiedy mocniej zawieje wiatr, wpadają do domów, dzieci kaszlą, chorują. Nie mamy też kanalizacji ani gazu. Nawet na wsi mają lepiej. A radni? Nie znam żadnego. Ze trzy lata temu było jakieś zebranie. Byłem, słuchałem, miałem nadzieję na lepsze jutro. I nic się nie poprawiło. Wiem, że zbliżają się wybory samorządowe. Nie pójdę, bo i po co. Tylko naobiecują, a potem będzie tak jak teraz.
Bezradny radny
Radny z dzielnicy Chylonia, Andrzej Czaplicki wie o kłopotach "Meksyku". - Brak kanalizacji, a co za tym idzie, brak utwardzenia dróg, a także problemy społeczne, przede wszystkim bieda, patologia, bezrobocie - wymienia jednych tchem. - Walczyłem o doprowadzenia kanalizacji, ale moje monity w Zarządzie miasta pozostawały bez odpowiedzi. Dlatego m. in. wystąpiłem z AWS, teraz jestem w Przymierzu Prawicy PiS, które jest w opozycji do rządzących (...).
Prezydent rozumie
Prezydent Gdyni Wojciech Szczurek, jak mówi, rozumie mieszkańców "Meksyku". - Jeśli przez kilkadziesiąt lat nic się nie robiło i nagle gdzieś obok, komuś doprowadzi się gaz, wybudowano drogę, to zaczęły ożywać nadzieje i oczekiwania. Proszę jednak zrozumieć, że 50- 60-letnich zapóźnień nie da się "odkręcić w dwa, trzy lata. Nikt o "Meksyku" nie zapomniał. Jest w naszych planach inwestycyjnych, podobnie jak inne tzw. zapuszczone dzielnice.
Renata Moroz za "Dziennikiem Bałtyckim" z dnia 2 maja 2002 r. 3. 5. 2002
Radio Zet: Jacek Żakowski rozmawia z Lechem Kaczyńskim Kaczyński: Nie sądzę, żeby to nastąpiło. Raz jeszcze powtarzam: Polsce na pewnych warunkach do Unii nie opłaca się przystąpić i myśmy mówili to od początku. Musimy mieć członkostwo pierwszej kategorii, jak to określiła prasa berlińska, pierwszej klasy, nie drugiej. Radio Zet: Jacek Żakowski rozmawia z Lechem Kaczyńskim
Jacek Żakowski: Czy pana zdaniem rząd słusznie zrobił decydując się na powrót do negocjacji w sprawie VAT-u w budownictwie?
Lech Kaczyński: To jest naszym zdaniem jeden z warunków w ogóle wejścia do Unii Europejskiej, czyli w tym wypadku zrobił słusznie, oczywiście.
Żakowski: W jakim sensie jeden z warunków? To znaczy, że PiS wzywałby do głosowania przeciwko?
Kaczyński: W moim najgłębszym przekonaniu to jest jeden z warunków, w ramach których Polska może wejść do Unii Europejskiej, czyli ten powrót był absolutnie konieczny. Jest to słuszna decyzja.
Żakowski: Rozumiem, że gdyby rząd nie wrócił do tych negocjacji, to Prawo i Sprawiedliwość wzywałoby do głosowania przeciwko w referendum akcesyjnym w Polsce.
Kaczyński: Muszę powiedzieć, że wśród warunków, które wymienialiśmy na posiedzeniu rady politycznej przed kilkunastu dniami, ta sprawa jest.
Żakowski: A nie boi się pan, że to może stworzyć pretekst do odsunięcia całego procesu rozszerzania Unii? Bo teraz te negocjacje mogą się ciągnąć nie wiadomo, jak długo, unijni eksperci i politycy ostrzegali, że to może być także pretekst do otwarcia innych rozdziałów, innych kwestii, i że w rezultacie ten rok 2004 stanie się nierealny.
Kaczyński: Muszę powiedzieć, że jestem za wejściem Polski do Unii, natomiast nie przypisuję żadnego magicznego znaczenia rokowi 2004, więc tego typu argumentacja mnie specjalnie nie przerazi. Chociaż oczywiście dobrze byłoby wejść do Unii w przewidywalnym i niedługim czasie.
Żakowski: A gdyby miało się tak stać, że to rozbabranie negocjacji spowoduje, że Polska...
Kaczyński: „Rozbabranie” to jest złe słowo.
Żakowski: No dobrze, to – żeby elegancko się wyrażać – powrót do negocjacji... Gdyby to miało spowodować, że Polska wypadnie z pierwszej grupy, która przystąpi do Unii właśnie w 2004 roku?
Kaczyński: Nie sądzę, żeby to nastąpiło. Raz jeszcze powtarzam: Polsce na pewnych warunkach do Unii nie opłaca się przystąpić i myśmy mówili to od początku. Musimy mieć członkostwo pierwszej kategorii, jak to określiła prasa berlińska, pierwszej klasy, nie drugiej.
Żakowski: No dobrze, czyli jest pan zadowolony?
Kaczyński: Tak.
Żakowski: A z decyzji pani Piwnik, która odwołała wczoraj prokuratora Marka Rewersa, prokuratora apelacyjnego w Gdańsku, jest pan zadowolony, czy nie?
Kaczyński: Pyta pan o zupełnie różne sprawy, panie redaktorze.
Żakowski: No tak zmieniamy temat. To jest drugi prokurator apelacyjny...
Kaczyński: Przy całym szacunku dla pana prokuratora Rewersa, to jednak jest inna, można powiedzieć, klasa spraw. Nie twierdzę, że te zarzuty, zresztą powiedziałbym, że bardzo miałkie, w stosunku do prokuratora Rewersa są nieprawdziwe.
Żakowski: Powód, który podano – przypomnę, bo może nie wszyscy wiedzą – jest taki, że nie złożył on wyjaśnień dotyczących korzystania ze służbowych samochodów w prokuraturze bydgoskiej, którą poprzednio kierował. To tyle. Przepraszam, proszę kontynuować.
Kaczyński: Tak więc ja nie sądzę, żeby to były jakieś szczególnie rzeczowe zarzuty. Śmiem sądzić, że pan prokurator Rewers, zdaniem pani minister, źle nadzorował sprawę jamalską w tym sensie, że – według informacji prasowych, bo oczywiście tutaj szczegółów nie znam – groziło tam postawienie zarzutów osobom, które uchodzą za świętość w obecnym obozie władzy. Tak więc w takim razie trzeba było pana prokuratora za to bardzo mocno ukarać. Tak mi się wydaje, że to jest rzeczywista przyczyna. Ale oczywiście to jest tylko i wyłącznie mój domysł, bo przecież od ponad dziesięciu miesięcy nie jestem ministrem sprawiedliwości.
Żakowski: Ponieważ o Jamale nie było ani słowa w komunikacie, który ogłosiło Ministerstwo Sprawiedliwości, to może pan zechce wyjaśnić, jakie to osoby miały być postawione...
Kaczyński: Osoby, których wymienienie w ogóle od razu grozi procesem, kilkoma procesami, mówiąc dokładnie, dosyć uciążliwym. Pisała o tym prasa i ja nie zamierzam do tego wracać. Chodzi o osoby, które – wziąwszy pod uwagę decyzje personalne w sektorze publicznym – są w tej chwili niezmiernie wpływowe. I tyle w tej sprawie mam do powiedzenia.
Żakowski: Czyli pana zdaniem nie chodzi o samochody, o wyjaśnienie sprawy samochodów?
Kaczyński: Oczywiście, że nie chodzi o jeżdżenie samochodem prokuratury okręgowej przez człowieka, który jest przełożonym tej prokuratury z kolei.
Żakowski: Tylko chodzi o śledztwo w sprawie jamalskiej, czyli o światłowód? Rozumiem, że chodzi o sprawę światłowodu.
Kaczyński: To nie jest tylko sprawa światłowodu. Sprawa śledztwa jamalskiego jest dużo szersza, ono się zaczęło od światłowodu – przypominam, to była moja decyzja z grudnia 2000 roku – natomiast w ramach rozwoju tego śledztwa pojawiły się także inne problemy.
Żakowski: Rozumiem, że pan ma pewne opory przed mówieniem wszystkiego, co pan ma na myśli, więc ja spróbuję zgadywać, a pan mi tylko powie, czy dobrze zgaduję. Sugestia jest taka, że pani minister Piwnik swoją decyzją o sprawie prokuratora apelacyjnego w Gdańsku próbuje uchronić przed odpowiedzialnością, czy przed postawieniem mu zarzutów, pana Gudzowatego, zgadłem?
Kaczyński: To pan to powiedział, ale myślę, że dobrze, żeby to usłyszeli słuchacze.
Żakowski: Dobrze, ale na jego miejsce pani minister Piwnik mianuje pana prokuratora Kaczmarka, który był pańskim zastępcą, gdy pan był ministrem. Czy to nie podważa tej tezy? Bo to jest, jak rozumiem, człowiek, któremu panu ufa.
Kaczyński: Muszę powiedzieć, że ta decyzja, wie pan, moim zdaniem tutaj tego nie podważa. To jest decyzja bardzo zręczna ze strony pani minister, bo rzeczywiście prokurator Kaczmarek był moim zastępcą. Rzeczywiście jest człowiekiem, który moim zdaniem był prokuratorem dobrym, obiecującym, człowiekiem stosunkowo młodym na tym stanowisku prokuratora, bardzo młodym. I na pewno, jeżeli miałby tutaj swobodę działania, nie byłaby to decyzja zła, to byłaby decyzja dobra – jeżeli ona się utrzyma. Bo proszę pamiętać, że – co jest zresztą rutyną, to nie jest decyzja inna od tych, które zapadają normalnie w tego rodzaju sytuacjach – z tego, co słyszałem, pan prokurator Kaczmarek na razie został p.o. szefa prokuratury apelacyjnej. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że takie decyzje z reguły zapadają, ale to nie jest stała nominacja.
Żakowski: No dobrze, więc jak pana zdaniem będzie teraz biegło śledztwo jamalskie w tej sytuacji?
Kaczyński: Wie pan, na podstawie tego, co na ten temat wiem – a proszę pamiętać, że to jest wiedza jednak gazetowa przede wszystkim – to ja bym temu zbyt dobrze nie wróżył, ale na pewno prokuratura okręgowa w Gdańsku odniosła tutaj pewne sukcesy. Chodzi o to, w którym miejscu będzie koniec tych sukcesów, tak bym to określił. Bo są już pewne zarzuty, są pewne ustalenia w sprawach, które budziły silny opór. Ja nie kryję, że wtedy, gdy w grudniu 2000 roku podjąłem decyzję o prowadzeniu śledztwa w tej sprawie, to było chyba jedno z trzech śledztw, gdzie nie powiedziano mi „nie”, ale – mówiąc najdelikatniej – nie było entuzjazmu.
Żakowski: Panie ministrze, to, co pan powiedział, jest niezwykle poważnym zarzutem czy poważnym niepokojem.
Kaczyński: Jakim zarzutem, przepraszam pana?
Żakowski: Poważnym niepokojem jest to, co pan powiedział na temat domniemanych przez pana motywów decyzji pani minister. I pytanie jest teraz takie: co dalej można zrobić, co taka partia jak PiS, która ma silną reprezentację w parlamencie, co taki człowiek jak pan mogą dalej w tej sytuacji uczynić?
Kaczyński: Proszę pana, pewnie będziemy interpelować w sprawie, ale oczywiście nie pana prokuratora Rewersa, tylko w sprawie samego śledztwa jamalskiego. I to, co pan mówi o owej silnej reprezentacji, to jest pewna prowokacja, panie redaktorze, no bo mamy reprezentację 44- osobową w 460-osobowym parlamencie, gdzie większość parlamentarna się nie liczy z nikim i z niczym. To trzeba jasno podkreślić. Chyba że w danym momencie, jak w sprawie drugiej tury wyborów samorządowych, mniejszość nagle przestaje być mniejszością. Wtedy następuje natychmiastowa zmiana.
Żakowski: A czy w takiej sprawie mniejszość może przestać być mniejszością, czy nie, może pan liczyć na czyjeś poparcie? Bo gdyby to była prawda, co pan sugeruje...
Kaczyński: Muszę powiedzieć ze smutkiem, że tutaj będzie to dosyć trudne.
Żakowski: Dobrze, zmieniamy temat. Jakie pan ma wrażenia po tym, co minister Kaczmarek powiedział dziś rano Monice Olejnik?
Kaczyński: Nie słuchałem tego, ale przejrzałem w tej chwili tekst tego wywiadu. Myślę, że po pierwsze stwierdzenie, że za czasów władzy AWS w sektorze publicznym, w gospodarce nie wszystko było w porządku, to jest twierdzenie banalne. To wszyscy powiedzieli, przypominam, jeszcze zanim AWS zaczął rządzić. To Jarosław Kaczyński powiedział o groźnym zjawisku, które określił jako „TKM”, przewidując, że z tego rodzaju sytuacjami możemy mieć w przyszłości do czynienia po przejęciu władzy. I niestety mieliśmy rację. Tak więc nie twierdzę, że to, co mówi w tym czy innym przypadku pan minister Kaczmarek, to nie jest prawda. Natomiast czy akurat obecna władza jest gwarancją na poprawę tej sytuacji, to muszę powiedzieć, że mam co do tego najdalej idące wątpliwości.
Żakowski: Ale czy jest gwarancją, czy daje nadzieję, że te, jak mówi premier, nadużycia, oszustwa, wyłudzenia i pospolite złodziejstwa, które miały miejsce za poprzedniej ekipy, zostaną rozliczone?
Kaczyński: Proszę pana, ja na to pytanie nie chciałbym tutaj odpowiadać, bo odpowiedzieć w sposób zasadny nie potrafię. Oczywiście powinno być rozliczone, to jest rzecz pierwsza i tutaj barwy polityczne nikogo nie mogą przed odpowiedzialnością chronić – żeby była jasność. Z drugiej strony, czy obecna władza jest w ogóle zdolna do jakiegokolwiek obiektywizmu – ja mam co do tego najgłębszą wątpliwość. Po trzecie, jeśli chodzi o to, co się działo, o wypowiedzi pana premiera Millera na tym ostatnim partyjnym zjeździe, który się odbył w Sali Kongresowej, to ja myślę, że tutaj Sala Kongresowa nie jest przypadkiem. Tam się odbywały zjazdy PZPR i to od bodajże od tego czasu, jak Pałac Kultury był już gotów, czyli od połowy lat pięćdziesiątych, i to, co tam mówił pan premier Miller, przynajmniej we fragmentach, wskazuje na potęgę kłamstwa w naszym kraju.
Żakowski: Spodziewa się pan teraz fali aresztowań?
Kaczyński: Ja się nie spodziewam fali aresztowań w tej chwili. Natomiast, jak mówię, pan premier – stwierdzając na przykład, że opór przeciwko ich polityce wynika z tego, że opór stawiają ci, których interesy zostały niejako przecięte – to pod tym względem przesadził w sposób bardzo, bardzo zasadniczy, mówiąc najdelikatniej.
Żakowski: Słyszę, że już pana wzywają.
Kaczyński: Tak. Przepraszam.
Żakowski: I tak musimy się rozstać niestety
za Radio "Zet" z dnia 30.04.2002 r. 2. 5. 2002
OBOP: Najniższy wynik koalicji rządzącej Gdyby wybory parlamentarne odbywały się w drugiej połowie kwietnia, drugie miejsce po koalicji SLD-UP, która otrzymałaby 33 proc. głosów, zajęłaby Samoobrona z 15 - procentowym poparciem - wynika z najnowszego sondażu OBOP-u. OBOP wskazuje, że 33-procentowy wynik SLD-UP to najniższy wynik koalicji z dotychczas odnotowanych przez Ośrodek. Kwietniowy wynik Samoobrony jest natomiast jednym z najwyższych do tej pory. Kolejne miejsca po Samoobronie zajmują: PO - głosowałoby na nią 12 proc. badanych, PiS - 11 proc., PSL - 10 proc. i LPR - 9 proc.
Najbliżej pięcioprocentowego progu, który pozwala na wejście do parlamentu znalazłby się Ruch Społeczny AWS (3 proc. poparcia - wynik na dzień przed zmianą nazwy partii i jej szefa) oraz Unia Wolności i Unia Polityki Realnej - po 2 proc. Jednoprocentowy wynik uzyskałyby m.in. ZChN i Alternatywa.
Po rozdzieleniu koalicji SLD-UP na poszczególne ugrupowania wchodzące w jej skład i przedstawieniu ankietowanym powiększonej w ten sposób listy partii, nadal największe poparcie miał SLD. 31 proc. badanych, którzy wyrazili chęć udziału w głosowaniu, chciało głosować na Sojusz. Spośród innych ugrupowań koalicji SLD-UP, Partia Ludowo-Demokratyczna uzyskałaby 2 proc. głosów, Unia Pracy - 1 proc., a pozostałe partie koalicji otrzymałyby mniej niż 1 procent poparcia. W takim układzie listy Samoobrona otrzymałaby 15 proc., PiS i PO po 11 proc., PSL - 10 proc., a LPR - 9 proc.
Gotowość wzięcia udziału w wyborach, gdyby miały odbyć się w kwietniu wyraziło "raczej" - 23 proc. badanych, a "zdecydowanie" - 39 proc. Do urn na pewno nie poszłoby natomiast 22 proc. respondentów.
Sondaż przeprowadzono 20-22 kwietnia na reprezentatywnej, losowej próbie 946 pełnoletnich osób. OBOP przypomina, że przeprowadzał badanie w czasie, gdy we Francji odbywała się pierwsza tura wyborów prezydenckich, w której drugie miejsce zajął skrajnie prawicowy Jean Marie Le Pen.
W marcu na SLD-UP chciało głosować 37 proc. pytanych przez OBOP. Drugie miejsce zajmowała wówczas PO - 14 proc., trzecie - PiS - 12 proc., a Samoobrona była dopiero czwarta z 10-procentowym wynikiem. LPR i PSL popierało w marcu po 9 proc. badanych.
(PAP) 2. 5. 2002
Radny SLD oskarżony, postrzelił po pijanemu kompana Nawet pięć lat więzienia grozi radnemu powiatu gdańskiego z SLD 52-letniemu Mirosławowi Cz., który podczas libacji w 2001 r. postrzelił z broni myśliwskiej swojego kompana. Szef Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Południe Krzysztof Skierski poinformował PAP, że we wtorek skierowano do sądu akt oskarżenia w tej sprawie.
"Mirosław Cz. jest oskarżony o spowodowanie obrażeń naruszających czynności narządów ciała na czas powyżej siedmiu dni i groźby bezprawne. Grozi mu do pięciu lat więzienia" - powiedział PAP Skierski.
Drugim oskarżonym, któremu także grozi kara pięciu lat więzienia, jest kompan Mirosława Cz. - Wojciech S.
Do zdarzenia, którym zajmowała się policja i prokuratura, doszło na początku listopada 2001. Obaj mężczyźni byli razem na polowaniu z okazji dnia św. Huberta, patrona myśliwych.
Po powrocie w mieszkaniu Wojciecha S. w towarzystwie 19-letniej kobiety, zaczęli pić alkohol. Doszło do kłótni. Mirosław Cz. został uderzony kilka razy w głowę kolbą sztucera. Sam natomiast ranił gospodarza z broni myśliwskiej.
Policjanci zatrzymali radnego niedaleko pobliskiej stacji benzynowej, gdzie wymachiwał bronią i krzyczał, że zabił dwoje ludzi.
Funkcjonariusze udali się na miejsce awantury. W mieszkaniu znaleziono rannego 48-letniego Wojciecha S. Były ślady po strzałach na drzwiach i ścianie.
Mężczyzn zatrzymała policja, a następnie na wniosek prokuratury aresztował ich sąd.
Radny niedługo po incydencie wyszedł z aresztu. Stało się to po tym, jak poręczyli za niego m.in. poseł SLD - szef sejmowej Komisji Edukacji Franciszek Potulski; b. wojewoda gdański, członek zarządu pomorskiego SLD Henryk Wojciechowski; proboszcz parafii rzymsko-katolickiej w Kowalach oraz wójt gminy Pruszcz Gdański.
Mirosław Cz. jest radnym SLD powiatu gdańskiego, choć z partii wykluczył go po incydencie wojewódzki sąd partyjny. Cz. odwołał się do krajowego sądu partyjnego, który przywrócił go na członka ugrupowania do czasu wyroku sądowego. Sąd partyjny zakazał mu zasiadania w gremiach kierowniczych SLD na cztery lata.
Do czasu pechowej libacji alkoholowej zasiadał we władzach pomorskiego SLD. Kierował też kołem partii w Pruszczu Gdańskim. W latach 90. był przez kilka lat dyrektorem biura poselskiego obecnego marszałka Senatu, Longina Pastusiaka.
(PAP) 1. 5. 2002
ARCHIWUM AKTUALNOŚCI (LATA 2001-2006):
Sierpień 2001 |
Wrzesień 2001 |
Październik 2001 |
Listopad 2001 |
Grudzień 2001
Styczeń 2002 |
Luty 2002 |
Marzec 2002 |
Kwiecień 2002 |
Maj 2002 |
Czerwiec 2002
Sierpień 2002 |
Wrzesień 2002 |
Październik 2002 |
Listopad 2002 |
Grudzień 2002
Styczeń 2003 |
Luty 2003 |
Aktualności z lat 2004-2006

Pomorskie Towarzystwo na rzecz Poszkodowanych Właścicieli
i Użytkowników „Petycja” w Gdańsku
którego jednym z założycieli jest gdański radny Ryszard Śnieżko udziela informacji i doraźnej pomocy w sprawach związanych z ochroną interesów właścicieli i użytkowników poszkodowanych działaniami władz, organów administracyjnych i innych instytucji publicznych; w zakresie budownictwa, ekonomiki i prawa cywilnego.
Informacje: tel. 305-03-32 „Petycja”

Redaktor naczelny: Andrzej Denis; zespół redakcyjny: Marcin Adamiak, Leszek Antoszewski, Grzegorz Bonk, Janusz Długołęcki, Marcin Dobrzyński, Artur Dziambor, Marcin Horała, Dariusz Lubański, Waldemar Pawilczus, Maciej Roman, Mariusz A. Roman, Zdzisław Urla; adres korespondencyjny: ul. Marii Curie-Skłodowskiej 15A/2, 81-231 Gdynia; wydawca: Towarzystwo Przyjaciół Grodna i Wilna „Osobita” w Gdańsku; www: http://www.prawicapolska.pl; e-mail: redakcja@prawicapolska.pl. Redakcja nie zwraca tekstów nie zamówionych oraz zastrzega sobie prawo do ich skracania i zmiany tytułów.
|
 |
BASTION ŚWIĘTEGO JERZEGO
POMORZE
HISTORIA
IDEE
GOSPODARKA
WYWIADY
LINKI
Dodaj do ulubionych
Ustaw stronę Prawicy Polskiej jako startową
Poleć stronę znajomym



|