redakcja@prawicapolska.pl

NR 16

http://www.prawicapolska.pl

Hit Counter

NUMER BIEŻĄCY

STRONA GŁÓWNA

AKTUALNOŚCI

NUMERY ARCHIWALNE

KONTAKTY

LISTY

Z uwagą przeczytałem artykuł p. Ryszarda Śnieżki „Samobójcza zagłada – hipermarkety” (PP nr 15). Zgadzam się z autorem, że to skandal, aby te „kombinaty sklepowe”, wykorzystując swoje nieograniczone – w porównaniu z naszymi sklepikarzami – zasoby finansowe, obniżały ceny towarów poniżej kosztów produkcji.

No, niby to dobrze. Wszyscy możemy kupować tanie produkty, zwłaszcza spożywcze, dzięki czemu nasz budżet domowy tak bardzo nie ucierpi i w ogóle będzie nam się żyło dostatniej. A ta garstka naszych sklepikarzy i przedsiębiorców, którzy muszą paść przy takiej konkurencji?, cóż, to nieuniknione ofiary, jakie trzeba złożyć na ołtarzu dobrobytu i podnoszenia stopy... Nic bardziej błędnego! Tu bowiem zasadza się ta iście diabelska sztuczka zachodnich przedsiębiorstw, których własnością są owe hipermarkety itp. Otóż, gdy już nasz rodzimy drobny handel padnie, a na rynku jedynymi potentatami będą owi „dobroczyńcy, zbywający produkty z własną stratą”, to wówczas okaże się, że nie tacy oni miłosierni. Wzrost cen o kilkaset procent nie zdziwiłby mnie za bardzo. Bo niby czemu nie!? Gdy na placu boju pozostaną tylko „hiper”, to niby czemu mieliby tego nie robić. Wszak w kapitalizmie monopolista może, a nawet powinien, dyktować ceny. Takie są realia wolnego rynku...

Grzegorz Baciński, Kościerzyna


Nie spodziewałem się, że mój list zostanie wydrukowany prawie w całości z małymi cięciami, ani też, że Pan S. Trojanowski przyzna mi częściowo rację (...)

Zgadzam się także z twierdzeniem, że godziwe mieszkanie jest rzeczą bardzo ważną dla większości ludzi i dążenie do jego uzyskania jest dla wielu ludzi podstawową sprawą, ale trzeba też uwzględnić, że są ludzie którzy mają inne zdanie, dla których ważniejsze jest posiadanie samochodu. To jest sprawa każdego człowieka, po to jest demokracja i wolność, aby każdy robił to, co uważa za stosowne i nie można nikomu narzucać co ma robić. Jedynie ważną rzeczą jest, aby nie korzystał z pracy innych jeżeli może sam zapracować. Jeden lubi mieszkanie, drugi woli skromnie mieszkać i kupić sobie skromny samochód, to rzecz indywidualna.

Twierdzenie, ze polityka Balcerowicza doprowadziła do braku mieszkań jest podobne do zrzucania w poprzednim okresie winy, że wszystko jest winą „kapitalistów” i USA, którzy zrzucają nam stonkę. A przez to, że ekspedientka sprzedała spod lady jeden odkurzacz i lodówkę to nikt nie może niczego dostać. Takie jest rozumowanie Pana Trojanowskiego. Przykra mentalność poprzedniego okresu.

Sprawa mieszkań ciągnie się od 1945 r. gdy po wojnie brakło mieszkań z powodu zniszczeń i niestety nie jest załatwiona do dnia dzisiejszego. Były okresy, że trochę coś się robiło, ale potem zastój. A to, że dzisiaj nie stoimy w ogonkach za mięsem i cukrem na kartki i możemy bez trudu kupić banany i pomarańcze to należy podziękować właśnie Balcerowiczowi. O tym Pan Trojanowski nie pamięta, a szkoda (...).

Gdyby wprowadzono przed lub zaraz na początku lat dziewięćdziesiątych właściwą politykę mieszkaniową, a nie w systemie nakazowo-rozdzielczym i dotacji, jaka jest prowadzona do dziś to mielibyśmy sprawę choć częściowo załatwioną i mieszkań by nie brakło.

Jedynie zasada podaży i popytu może doprowadzić do załatwienia sprawy mieszkalnictwa. Jeżeli ludzie mają jakiś zysk wynajmu to ci, co mają pieniądze zaczną inwestować, nie tylko osoby fizyczne, ale też banki, fundusze inwestycyjne i tym podobne instytucje. Ci, co mają dużo pieniędzy będą budować sobie wille, mniej zamożni kupować mieszkania, a jeszcze mniej zamożni wynajmować. Tak jak obecnie jest z innymi towarami każdy obniża cenę, bo chce sprzedać. Nie trzeba będzie czynszy regulowanych lub innych środków nakazowych. W sądach będzie mniej spraw spornych. A tym, którzy potrzebują pomocy, będzie można pomagać, bo będą fundusze.

Mieszkanie kosztuje, zarówno jego zbudowanie, jak też utrzymanie i niestety wszystkim nie można ich dotować, jak było to dotychczas. Będzie jak z samochodami, jedni jeżdżą mercedesem, a drudzy maluchem, a jeszcze inni autobusem komunikacji miejskiej - na co kogo stać i na co ma ochotę. Tego nie da się zmienić.

Kiedyś ludzie pracowali latami, aby zaoszczędzić na mieszkanie, kupowali działki i sami budowali (...). W Polsce ludzie przyzwyczaili się, że mieszkanie muszą dostać, niektórym się to udaje, dostają od rodziców lub w spadku, ale większość musi się przyzwyczaić, że na to muszą zarobić. To trzeba ludziom przypominać i wyliczyć, że aby zbudować jeden metr kwadratowy mieszkania potrzeba ok. 300 do 400 godzin pracy. W zależności od tego, jakiej wielkości chce się mieć mieszkanie, tyle pracy trzeba włożyć. Niektórzy pracują bardziej efektywnie, niektórzy mniej, jak sobie ułożysz tak będziesz miał.

Na mieszkanie trzeba oszczędzać. Obecnie nie jest łatwo z powodu wysokiej inflacji jak też podatków, ale powoli to się chyba zmieni. Jedno jest pewne, że mieszkania same się nie urodzą i nie spadną z nieba, ale już trzeba myśleć co zrobić, aby było lepiej, a nie kurczowo trzymać się systemu, który okazał się niewydolny i przez 60 lat problemu nie załatwił. Konieczne jest zreformowanie sprawy mieszkalnictwa i należy już coś zaproponować i przygotować do tego ludzi. Będzie to może dla niektórych bolesne dla tych, którzy wykorzystywali i żyli na koszt innych, ale to jest nieuniknione. Trzeba ruszyć z miejsca i zacząć analizować oraz przygotowywać zmiany, a nie tylko wytykać co jest złe i kto źle robi. Głoszenie pochwały dla okresu Gierka świadczy o braku szerszego pojęcia sprawy i dość ograniczonym sposobie myślenia. Proponuję zapoznać się z artykułem, w „Gazecie Wyborczej”, z 30 marca 2000 roku str. 17 „Prosty sposób na rozkwit” i go przeanalizować. Z pewnością coś z tego artykułu można by było wykorzystać.

Jeżeli ma się ambicję, aby być przy władzy i reprezentować wyborców, i trzeba wykazać się inicjatywą może nie zawsze popularną, ale dążącą do usprawnienia. Rada Miasta powinna dążyć do załatwiania całych problemów, a takim jest sprawa mieszkań ich budowy i eksploatacji, a załatwienie komuś mieszkania jest tylko sprawą marginesową. Pomagać ludziom potrzeba zawsze i to też jest cenne, ale nie jest to podstawowe działanie Rady Miasta. To jest moja odpowiedź na wywody pana Trojanowskiego.

Zmiany w sprawach mieszkaniowych muszą nastąpić, dużo już nastąpiło - wspólnoty mieszkaniowe, sprzedaż mieszkań komunalnych, TBS i inne, ale czekają na nas dalsze i należałoby o tym dyskutować co zrobić i jak się przygotować, aby pomóc najbiedniejszym. A również oddać to, co kiedyś zabrano ludziom. Bo przecież „decyzja o przydziale” to nic innego jak „wywłaszczenie” (patrz ustawa o gospodarce nieruchomościami art. 112). A jeśli najem jest umową cywilnoprawną zawartą za porozumieniem stron to nie może być zawarta na mocy prawa, bo to nie jest wówczas najmem. A prócz tego umożliwić właścicielom budynków wolność gospodarczą, którą gwarantuje Konstytucja RP. Oczywiście pewne ograniczenia mogą być, ale nie takie jak obecnie.

Jak pomagać tym, których nie stać na kupno mieszkania, to sprawa niełatwa, bo jest takich bardzo dużo. Ale czy zamiast urządzać luksusowo biura i inne luksusy nie przeznaczać jakichś domów z mieszkaniami małymi i skromnymi „socjalnymi”? (...) Mam nadzieję, że w następnych numerach będę mógł znaleźć jakieś konstruktywne propozycje działań, a nie tylko narzekania. A to co obecnie jest to możemy zawdzięczać między innymi SLD, które przez swoją kadencję nic w tej dziedzinie nie zrobiło jak i w innych, a jedynie obiecuje. Prezydent Kwaśniewski w swoich przedwyborczych programach obiecywał wszystkim młodym ludziom mieszkanie – gdzie one są. To były obietnice, a więc trzeba je spełnić.

Mam nadzieję, że dyskusja nie zostanie zamknięta, bo jest to temat drażliwy, którego prostym sposobem nie można załatwić i zawsze ktoś będzie niezadowolony. Szczególnie, że dużo ludzi jest nastawionych tylko na „daj” bo mi się należy, a nie „zapracuj” i pomyśl. Człowiek jest częścią przyrody, a tam jak sam sobie nie znajdzie i nie zorganizuje, to nie będzie miał. Nie jest to przyjemne, ale niestety prawdziwe. Spraw związanych z mieszkaniami jest dużo i dużo jest spraw do rozwiązania i przedyskutowania.

Zbigniew Dmowski, Gdynia Wzgórze św. Maksymiliana

W odpowiedzi:

Panie Zbigniewie!

Z przykrością zapewniam, że moja odpowiedź zakończy polemikę na łamach „PP”. Poza paroma listami i meilami temat nie wzbudził aż takiego zainteresowania, by kontynuować go w każdym numerze. Chętnie odpowiem osobiście na prywatny adres.

Dziękuję za nadesłany artykuł, znalazły się tam rzeczy ciekawe, spojrzenie całościowe: tekst prezentuje syntetyczne wnioski raportu firmy McKinsey Company; podstawowe wnioski:

· Urynkowienie czynszów

· Wyższe podatki od nieruchomości

· Likwidowanie dotacji (z pozostawieniem dopłat do czynszów dla rodzin najuboższych)

· Zmniejszenie biurokracji

· Zmiana planów realizacyjnych na takie, które przeznaczyłyby więcej działek na cele komercyjne

· Prywatyzacja i sprzedaż lokali

· Nie ograniczać rozwoju wielkich centrów w śródmieściach.

Nie wiem czy pocieszę Pana, ale te wskazania przejdą. Będziemy płacić znacznie wyższy od dzisiejszego podatku od nieruchomości podatek katastralny. Reformy kosztują. Czy wszyscy chcą takich zmian? Członkini Komisji Mieszkaniowej Rady Miasta Gdyni pani Kazimiera Cegłowska z Unii Wolności upoważniła mnie do napisania w kolejnym artykule, że nie zgadza się z polityką gospodarczą Pana Balcerowicza i zawsze konsekwentnie głosuje za jak najniższymi czynszami.

W pana liście pojawia się postulat by „drążyć temat”, że sprawa jest drażliwa, a ja nie mogę pisać o próbach, wątpliwościach, tylko mogę w miarę syntetycznie omówić konkretny problem, szanują zainteresowanie i czas Czytelnika. Nie będę ustosunkowywał się do uwag pod adresem Rady Miasta, prezydenta RP, polityków z ambicjami władzy – na dobrą sprawę do ocen innych podchodzę „...z taką pewną pokorną nieśmiałością...”. Nie interesuje mnie gospodarka Gierka, bo to przeszłość. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet biedna Rumunia i Bułgaria z Ukrainą dotują mieszkalnictwo bardziej niż dbają o import bananów. Warunki kredytowe w USA to dla nas nieosiągalne marzenie. Szczerze mówiąc, my Polacy w miastach jesteśmy dalej chronieni, zakłady są zwalniane z podatków, zalegają ze składkami dla ZUS i patrzy się na to przez palce. Wsie (nie stanowią zagrożenia politycznego) potraktowane zostały bardziej surowo; potraktowano je ostro szokową terapią rynkową i nierzadkim zjawiskiem są rodzinne samobójstwa ekonomiczne. To taka mała przestroga przed śmiałym szermowaniem darwinizmem ekonomicznym („ptaszek jak w przyrodzie”). Jeśli my Polacy nie będziemy pomagać tym z nas, którym gorzej się powiodło, to co jesteśmy warci?

Wiem, że są ludzie, którzy swą pracą dorobili się wszystkiego, ale ja nie znam nikogo spośród swoich znajomych, którzy doszli do własnego mieszkania bez pomocy rodziny (oczywiście pomijam okres komunizmu, w którym po długim oczekiwaniu otrzymywało się przydział, a koszt najęcia był małym ułamkiem rynkowej ceny mieszkania).

Sławomir Trojanowski

redakcja@prawicapolska.pl

Z teczek bezpieczeństwa

BASTION ŚWIĘTEGO JERZEGO

POMORZE

HISTORIA

IDEE

GOSPODARKA

WYWIADY

Liga Republikańska