|
NUMER BIEŻĄCY

STRONA GŁÓWNA
AKTUALNOŚCI
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKTY
LISTY
|
 |
Z uwagą przeczytałem artykuł p. Ryszarda Śnieżki „Samobójcza zagłada – hipermarkety”
(PP nr 15). Zgadzam się z autorem, że to skandal, aby te „kombinaty sklepowe”, wykorzystując
swoje nieograniczone – w porównaniu z naszymi sklepikarzami – zasoby finansowe, obniżały ceny
towarów poniżej kosztów produkcji.
No, niby to dobrze. Wszyscy możemy kupować tanie produkty,
zwłaszcza spożywcze, dzięki czemu nasz budżet domowy tak bardzo nie ucierpi i w ogóle będzie
nam się żyło dostatniej. A ta garstka naszych sklepikarzy i przedsiębiorców, którzy muszą paść
przy takiej konkurencji?, cóż, to nieuniknione ofiary, jakie trzeba złożyć na ołtarzu
dobrobytu i podnoszenia stopy... Nic bardziej błędnego! Tu bowiem zasadza się ta iście diabelska
sztuczka zachodnich przedsiębiorstw, których własnością są owe hipermarkety itp. Otóż, gdy
już nasz rodzimy drobny handel padnie, a na rynku jedynymi potentatami będą owi „dobroczyńcy,
zbywający produkty z własną stratą”, to wówczas okaże się, że nie tacy oni miłosierni.
Wzrost cen o kilkaset procent nie zdziwiłby mnie za bardzo. Bo niby czemu nie!? Gdy na placu boju
pozostaną tylko „hiper”, to niby czemu mieliby tego nie robić. Wszak w kapitalizmie
monopolista może, a nawet powinien, dyktować ceny. Takie są realia wolnego rynku...
Grzegorz Baciński, Kościerzyna
Nie spodziewałem się, że mój list zostanie wydrukowany prawie w całości z małymi cięciami,
ani też, że Pan S. Trojanowski przyzna mi częściowo rację (...)
Zgadzam się także z twierdzeniem, że godziwe mieszkanie jest rzeczą bardzo ważną dla większości
ludzi i dążenie do jego uzyskania jest dla wielu ludzi podstawową sprawą, ale trzeba też uwzględnić,
że są ludzie którzy mają inne zdanie, dla których ważniejsze jest posiadanie samochodu. To
jest sprawa każdego człowieka, po to jest demokracja i wolność, aby każdy robił to, co uważa
za stosowne i nie można nikomu narzucać co ma robić. Jedynie ważną rzeczą jest, aby nie
korzystał z pracy innych jeżeli może sam zapracować. Jeden lubi mieszkanie, drugi woli skromnie
mieszkać i kupić sobie skromny samochód, to rzecz indywidualna.
Twierdzenie, ze polityka Balcerowicza doprowadziła do braku mieszkań jest podobne do zrzucania
w poprzednim okresie winy, że wszystko jest winą „kapitalistów” i USA, którzy zrzucają nam
stonkę. A przez to, że ekspedientka sprzedała spod lady jeden odkurzacz i lodówkę to nikt nie
może niczego dostać. Takie jest rozumowanie Pana Trojanowskiego. Przykra mentalność poprzedniego
okresu.
Sprawa mieszkań ciągnie się od 1945 r. gdy po wojnie brakło mieszkań z powodu zniszczeń i
niestety nie jest załatwiona do dnia dzisiejszego. Były okresy, że trochę coś się robiło, ale
potem zastój. A to, że dzisiaj nie stoimy w ogonkach za mięsem i cukrem na kartki i możemy bez
trudu kupić banany i pomarańcze to należy podziękować właśnie Balcerowiczowi. O tym Pan
Trojanowski nie pamięta, a szkoda (...).
Gdyby wprowadzono przed lub zaraz na początku lat dziewięćdziesiątych właściwą politykę
mieszkaniową, a nie w systemie nakazowo-rozdzielczym i dotacji, jaka jest prowadzona do dziś to
mielibyśmy sprawę choć częściowo załatwioną i mieszkań by nie brakło.
Jedynie zasada podaży i popytu może doprowadzić do załatwienia sprawy mieszkalnictwa. Jeżeli
ludzie mają jakiś zysk wynajmu to ci, co mają pieniądze zaczną inwestować, nie tylko osoby
fizyczne, ale też banki, fundusze inwestycyjne i tym podobne instytucje. Ci, co mają dużo pieniędzy
będą budować sobie wille, mniej zamożni kupować mieszkania, a jeszcze mniej zamożni wynajmować.
Tak jak obecnie jest z innymi towarami każdy obniża cenę, bo chce sprzedać. Nie trzeba będzie
czynszy regulowanych lub innych środków nakazowych. W sądach będzie mniej spraw spornych. A tym,
którzy potrzebują pomocy, będzie można pomagać, bo będą fundusze.
Mieszkanie kosztuje, zarówno jego zbudowanie, jak też utrzymanie i niestety wszystkim nie można
ich dotować, jak było to dotychczas. Będzie jak z samochodami, jedni jeżdżą mercedesem, a
drudzy maluchem, a jeszcze inni autobusem komunikacji miejskiej - na co kogo stać i na co ma ochotę.
Tego nie da się zmienić.
Kiedyś ludzie pracowali latami, aby zaoszczędzić na mieszkanie, kupowali działki i sami
budowali (...). W Polsce ludzie przyzwyczaili się, że mieszkanie muszą dostać, niektórym się
to udaje, dostają od rodziców lub w spadku, ale większość musi się przyzwyczaić, że na to
muszą zarobić. To trzeba ludziom przypominać i wyliczyć, że aby zbudować jeden metr kwadratowy
mieszkania potrzeba ok. 300 do 400 godzin pracy. W zależności od tego, jakiej wielkości chce się
mieć mieszkanie, tyle pracy trzeba włożyć. Niektórzy pracują bardziej efektywnie, niektórzy
mniej, jak sobie ułożysz tak będziesz miał.
Na mieszkanie trzeba oszczędzać. Obecnie nie jest łatwo z powodu wysokiej inflacji jak też
podatków, ale powoli to się chyba zmieni. Jedno jest pewne, że mieszkania same się nie urodzą i
nie spadną z nieba, ale już trzeba myśleć co zrobić, aby było lepiej, a nie kurczowo trzymać
się systemu, który okazał się niewydolny i przez 60 lat problemu nie załatwił. Konieczne jest
zreformowanie sprawy mieszkalnictwa i należy już coś zaproponować i przygotować do tego ludzi.
Będzie to może dla niektórych bolesne dla tych, którzy wykorzystywali i żyli na koszt innych,
ale to jest nieuniknione. Trzeba ruszyć z miejsca i zacząć analizować oraz przygotowywać
zmiany, a nie tylko wytykać co jest złe i kto źle robi. Głoszenie pochwały dla okresu Gierka świadczy
o braku szerszego pojęcia sprawy i dość ograniczonym sposobie myślenia. Proponuję zapoznać się
z artykułem, w „Gazecie Wyborczej”, z 30 marca 2000 roku str. 17 „Prosty sposób na
rozkwit” i go przeanalizować. Z pewnością coś z tego artykułu można by było wykorzystać.
Jeżeli ma się ambicję, aby być przy władzy i reprezentować wyborców, i trzeba wykazać się
inicjatywą może nie zawsze popularną, ale dążącą do usprawnienia. Rada Miasta powinna dążyć
do załatwiania całych problemów, a takim jest sprawa mieszkań ich budowy i eksploatacji, a załatwienie
komuś mieszkania jest tylko sprawą marginesową. Pomagać ludziom potrzeba zawsze i to też jest
cenne, ale nie jest to podstawowe działanie Rady Miasta. To jest moja odpowiedź na wywody pana
Trojanowskiego.
Zmiany w sprawach mieszkaniowych muszą nastąpić, dużo już nastąpiło - wspólnoty
mieszkaniowe, sprzedaż mieszkań komunalnych, TBS i inne, ale czekają na nas dalsze i należałoby
o tym dyskutować co zrobić i jak się przygotować, aby pomóc najbiedniejszym. A również oddać
to, co kiedyś zabrano ludziom. Bo przecież „decyzja o przydziale” to nic innego jak „wywłaszczenie”
(patrz ustawa o gospodarce nieruchomościami art. 112). A jeśli najem jest umową cywilnoprawną
zawartą za porozumieniem stron to nie może być zawarta na mocy prawa, bo to nie jest wówczas
najmem. A prócz tego umożliwić właścicielom budynków wolność gospodarczą, którą
gwarantuje Konstytucja RP. Oczywiście pewne ograniczenia mogą być, ale nie takie jak obecnie.
Jak pomagać tym, których nie stać na kupno mieszkania, to sprawa niełatwa, bo jest takich
bardzo dużo. Ale czy zamiast urządzać luksusowo biura i inne luksusy nie przeznaczać jakichś
domów z mieszkaniami małymi i skromnymi „socjalnymi”? (...) Mam nadzieję, że w następnych
numerach będę mógł znaleźć jakieś konstruktywne propozycje działań, a nie tylko narzekania.
A to co obecnie jest to możemy zawdzięczać między innymi SLD, które przez swoją kadencję nic
w tej dziedzinie nie zrobiło jak i w innych, a jedynie obiecuje. Prezydent Kwaśniewski w swoich
przedwyborczych programach obiecywał wszystkim młodym ludziom mieszkanie – gdzie one są. To były
obietnice, a więc trzeba je spełnić.
Mam nadzieję, że dyskusja nie zostanie zamknięta, bo jest to temat drażliwy, którego prostym
sposobem nie można załatwić i zawsze ktoś będzie niezadowolony. Szczególnie, że dużo ludzi
jest nastawionych tylko na „daj” bo mi się należy, a nie „zapracuj” i pomyśl. Człowiek
jest częścią przyrody, a tam jak sam sobie nie znajdzie i nie zorganizuje, to nie będzie miał.
Nie jest to przyjemne, ale niestety prawdziwe. Spraw związanych z mieszkaniami jest dużo i dużo
jest spraw do rozwiązania i przedyskutowania.
Zbigniew Dmowski, Gdynia Wzgórze św. Maksymiliana
W odpowiedzi:
Panie Zbigniewie!
Z przykrością zapewniam, że moja odpowiedź zakończy polemikę na łamach „PP”. Poza
paroma listami i meilami temat nie wzbudził aż takiego zainteresowania, by kontynuować go w każdym
numerze. Chętnie odpowiem osobiście na prywatny adres.
Dziękuję za nadesłany artykuł, znalazły się tam rzeczy ciekawe, spojrzenie całościowe:
tekst prezentuje syntetyczne wnioski raportu firmy McKinsey Company; podstawowe wnioski:
· Urynkowienie czynszów
· Wyższe podatki od nieruchomości
· Likwidowanie dotacji (z pozostawieniem dopłat do czynszów dla rodzin najuboższych)
· Zmniejszenie biurokracji
· Zmiana planów realizacyjnych na takie, które przeznaczyłyby więcej działek na cele komercyjne
· Prywatyzacja i sprzedaż lokali
· Nie ograniczać rozwoju wielkich centrów w śródmieściach.
Nie wiem czy pocieszę Pana, ale te wskazania przejdą. Będziemy płacić znacznie wyższy od
dzisiejszego podatku od nieruchomości podatek katastralny. Reformy kosztują. Czy wszyscy chcą
takich zmian? Członkini Komisji Mieszkaniowej Rady Miasta Gdyni pani Kazimiera Cegłowska z Unii
Wolności upoważniła mnie do napisania w kolejnym artykule, że nie zgadza się z polityką
gospodarczą Pana Balcerowicza i zawsze konsekwentnie głosuje za jak najniższymi czynszami.
W pana liście pojawia się postulat by „drążyć temat”, że sprawa jest drażliwa, a ja
nie mogę pisać o próbach, wątpliwościach, tylko mogę w miarę syntetycznie omówić konkretny
problem, szanują zainteresowanie i czas Czytelnika. Nie będę ustosunkowywał się do uwag pod
adresem Rady Miasta, prezydenta RP, polityków z ambicjami władzy – na dobrą sprawę do ocen
innych podchodzę „...z taką pewną pokorną nieśmiałością...”. Nie interesuje mnie
gospodarka Gierka, bo to przeszłość. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet biedna Rumunia i Bułgaria
z Ukrainą dotują mieszkalnictwo bardziej niż dbają o import bananów. Warunki kredytowe w USA to
dla nas nieosiągalne marzenie. Szczerze mówiąc, my Polacy w miastach jesteśmy dalej chronieni,
zakłady są zwalniane z podatków, zalegają ze składkami dla ZUS i patrzy się na to przez palce.
Wsie (nie stanowią zagrożenia politycznego) potraktowane zostały bardziej surowo; potraktowano je
ostro szokową terapią rynkową i nierzadkim zjawiskiem są rodzinne samobójstwa ekonomiczne. To
taka mała przestroga przed śmiałym szermowaniem darwinizmem ekonomicznym („ptaszek jak w
przyrodzie”). Jeśli my Polacy nie będziemy pomagać tym z nas, którym gorzej się powiodło, to
co jesteśmy warci?
Wiem, że są ludzie, którzy swą pracą dorobili się wszystkiego, ale ja nie znam nikogo spośród
swoich znajomych, którzy doszli do własnego mieszkania bez pomocy rodziny (oczywiście pomijam
okres komunizmu, w którym po długim oczekiwaniu otrzymywało się przydział, a koszt najęcia był
małym ułamkiem rynkowej ceny mieszkania).
Sławomir Trojanowski

redakcja@prawicapolska.pl
|
 |
BASTION ŚWIĘTEGO JERZEGO
POMORZE
HISTORIA
IDEE
GOSPODARKA
WYWIADY

|