redakcja@prawicapolska.pl

NR 16

http://www.prawicapolska.pl

Hit Counter

NUMER BIEŻĄCY

STRONA GŁÓWNA

AKTUALNOŚCI

NUMERY ARCHIWALNE

KONTAKTY

LISTY

GDY LEWICA BIJE LEWICĘ

Okazuje się, że tak skonsolidowana na gruncie krajowym lewica, na poziomie lokalnym potrafi skakać sobie do gardeł. Gdyńscy radni Sojuszu Lewicy Demokratycznej wzajemnie wyrzucają się ze swojej organizacji, a cała sprawa znalazła finał w sądzie partyjnym.

Już sam początek zapowiadał niezłe zamieszanie. Z Klubu Radnych SLD wykluczono dwie osoby – Adama Borkowskiego, wiceprzewodniczącego klubu oraz Andrzeja Różańskiego, przewodniczącego gdyńskiego SLD.

- Wszystko odbyło się zgodnie z naszym regulaminem – powiedział Stefan Czarnecki, przewodniczący Klubu Radnych SLD. – Po każdej absolutoryjnej sesji Rady Miasta rozliczamy się ze swojej pracy. Dokonujemy analizy działań poszczególnych członków i zarządu, i oceniamy ich. Pracę dwóch naszych kolegów oceniliśmy negatywnie i w demokratycznym głosowaniu wykluczyliśmy ich z członkostwa w klubie.

Zastosowano w ten sposób najcięższe z możliwych sankcje. Na odpowiedź wykluczonych radnych nie trzeba było długo czekać.

- Jako przewodniczący Rady Miejskiej SLD nie mogę pozostawić bez reakcji podobnych działań na szkodę partii – mówił Andrzej Różański. – Szczególnie naganne w całej sprawie było to, że sprawa została nagłośniona w mediach, co nie powinno mieć miejsca. Wobec odpowiedzialnych za to osób trzeba będzie wyciągnąć konsekwencje.

Warto w tym momencie przytoczyć fragment stanowiska Zarządu Miejskiego SLD na temat zaistniałych wydarzeń: „To skandaliczne zdarzenie noszące znamiona prowokacji politycznej uznajemy za działanie na szkodę Miejskiej Organizacji SLD (...). Zarząd Miejski SLD oświadcza, że darzy pełnym zaufaniem kolegów Andrzeja Różańskiego i Adama Borkowskiego (...)”. Całość brzmiała jeszcze bardziej patetycznie, a pikanterii dodaje fakt, że wykluczeni z klubu radni to przewodniczący oraz członek Zarządu Miejskiego SLD.

Posiedzenie Rady Miejskiej SLD, które w założeniach mogłoby być okazją do mediacji, stało się przysłowiowym gwoździem do trumny. Nie tylko nie doszło do pojednania, ale sytuacja gwałtownie się zaostrzyła. Dodatkowo niektórym politykom puściły nerwy – słowa „Trzeba wyrzucić z partii kilku palantów” w uzdrowieniu sytuacji pomóc nie mogły. Rada Miejska SLD podjęła natomiast kilka uchwał, w których między innymi zobowiązała Klub Radnych do samorozwiązania (nowy klub miałyby stworzyć między innymi osoby wyrzucone z dawnego). Nowa organizacja przyjęłaby wtedy regulamin dający partii praktycznie całkowitą kontrolę w sprawie zmian osobowych. Jak można się było spodziewać do samorozwiązania nie doszło.

- Jesteśmy odpowiedzialni jedynie przed naszymi wyborcami i się nie rozwiążemy – mówi Jarosław Duszewski, rzecznik prasowy Klubu Radnych SLD. – Wszystkie uchwały Rady Miejskiej zaskarżyliśmy do wyższych instancji.

Obie skłócone strony złożyły na siebie nawzajem wnioski do sądu partyjnego. Rozłam w gdyńskiej lewicy trwa i nic nie wskazuje na to, by miał się szybko zakończyć.

Andrzej Michałowiak

redakcja@prawicapolska.pl

Z teczek bezpieczeństwa

BASTION ŚWIĘTEGO JERZEGO

POMORZE

HISTORIA

IDEE

GOSPODARKA

WYWIADY

Liga Republikańska