GDY LEWICA BIJE LEWICĘ
Okazuje się, że tak skonsolidowana na gruncie krajowym lewica, na
poziomie lokalnym potrafi skakać sobie do gardeł. Gdyńscy radni Sojuszu Lewicy
Demokratycznej wzajemnie wyrzucają się ze swojej organizacji, a cała sprawa znalazła
finał w sądzie partyjnym.
Już sam początek zapowiadał niezłe zamieszanie. Z Klubu Radnych SLD wykluczono dwie
osoby – Adama Borkowskiego, wiceprzewodniczącego klubu oraz Andrzeja Różańskiego,
przewodniczącego gdyńskiego SLD.
- Wszystko odbyło się zgodnie z naszym regulaminem – powiedział Stefan
Czarnecki, przewodniczący Klubu Radnych SLD. – Po każdej absolutoryjnej sesji Rady
Miasta rozliczamy się ze swojej pracy. Dokonujemy analizy działań poszczególnych członków
i zarządu, i oceniamy ich. Pracę dwóch naszych kolegów oceniliśmy negatywnie i w
demokratycznym głosowaniu wykluczyliśmy ich z członkostwa w klubie.
Zastosowano w ten sposób najcięższe z możliwych sankcje. Na odpowiedź wykluczonych
radnych nie trzeba było długo czekać.
- Jako przewodniczący Rady Miejskiej SLD nie mogę pozostawić bez reakcji podobnych
działań na szkodę partii – mówił Andrzej Różański. – Szczególnie
naganne w całej sprawie było to, że sprawa została nagłośniona w mediach, co nie
powinno mieć miejsca. Wobec odpowiedzialnych za to osób trzeba będzie wyciągnąć
konsekwencje.
Warto w tym momencie przytoczyć fragment stanowiska Zarządu Miejskiego SLD na temat
zaistniałych wydarzeń: „To skandaliczne zdarzenie noszące znamiona prowokacji
politycznej uznajemy za działanie na szkodę Miejskiej Organizacji SLD (...). Zarząd
Miejski SLD oświadcza, że darzy pełnym zaufaniem kolegów Andrzeja Różańskiego i Adama
Borkowskiego (...)”. Całość brzmiała jeszcze bardziej patetycznie, a pikanterii
dodaje fakt, że wykluczeni z klubu radni to przewodniczący oraz członek Zarządu
Miejskiego SLD.
Posiedzenie Rady Miejskiej SLD, które w założeniach mogłoby być okazją do mediacji,
stało się przysłowiowym gwoździem do trumny. Nie tylko nie doszło do pojednania, ale
sytuacja gwałtownie się zaostrzyła. Dodatkowo niektórym politykom puściły nerwy
– słowa „Trzeba wyrzucić z partii kilku palantów” w uzdrowieniu
sytuacji pomóc nie mogły. Rada Miejska SLD podjęła natomiast kilka uchwał, w których
między innymi zobowiązała Klub Radnych do samorozwiązania (nowy klub miałyby stworzyć
między innymi osoby wyrzucone z dawnego). Nowa organizacja przyjęłaby wtedy regulamin dający
partii praktycznie całkowitą kontrolę w sprawie zmian osobowych. Jak można się było
spodziewać do samorozwiązania nie doszło.
- Jesteśmy odpowiedzialni jedynie przed naszymi wyborcami i się nie rozwiążemy
– mówi Jarosław Duszewski, rzecznik prasowy Klubu Radnych SLD. – Wszystkie
uchwały Rady Miejskiej zaskarżyliśmy do wyższych instancji.
Obie skłócone strony złożyły na siebie nawzajem wnioski do sądu partyjnego. Rozłam
w gdyńskiej lewicy trwa i nic nie wskazuje na to, by miał się szybko zakończyć.
Andrzej Michałowiak

redakcja@prawicapolska.pl
|