redakcja@prawicapolska.pl

NR 17

http://www.prawicapolska.pl

Hit Counter

NUMER BIEŻĄCY

STRONA GŁÓWNA

AKTUALNOŚCI

NUMERY ARCHIWALNE

KONTAKTY

LISTY

O polityce regionalnej, strategii rozwoju województwa oraz poparciu społecznym dla prawicy

Rozmowa z Jackiem Kurskim, wiceprezesem ZChN oraz wicemarszałkiem województwa pomorskiego

Jacek KurskiCzy nie jest Pan zaskoczony stałym wzrostem poparcia elektoratu dla SLD w naszym województwie?

Nie jestem zaskoczony, gdyż jest to tendencja ogólnopolska i Gdańsk wcale nie odbiega od reszty kraju.

Oczywiście ma Pan rację, ale wzrost poparcia dla SLD, tutaj, gdzie zrodziła się Solidarność, jest chyba czymś wyjątkowym... Jest chyba jakaś różnica w świadomości ludzi mieszkających na Wybrzeżu a resztą kraju?

Dlatego ta niepokojąca mnie tendencja jest mimo wszystko słabsza w Gdańsku niż w Polsce, np. we Włocławku czy Zielonej Górze Kwaśniewski otrzymał 80 proc. poparcia, ale tendencja tak czy inaczej jest. Osobiście jestem dumny z Gdańska, w którym ze wszystkich wielkich miast padło najmniej głosów, bo tylko 39 proc., na Kwaśniewskiego. W Krakowie padło ich 46 proc., w Warszawie 44 proc., a średnia krajowa wyniosła ok. 54 proc.

Jakby Pan ocenił w tym kontekście zaskakująco dobry wynik Olechowskiego w Trójmieście?

Rzeczywiście bardzo dobry wynik, ale politycznie nic nie znaczący, poza tym, że zdesperowani wyborcy AWS, nie chcąc głosować na Krzaklewskiego, zagłosowali na kogokolwiek byle nie na Kwaśniewskiego... Stąd wynik Olechowskiego, z którego jednak nic nie wynika, gdyż jego wyborcy są do odzyskania dla prawicy.

Pytając pana o wzrost poparcia dla lewicy postkomunistycznej, usłyszeliśmy ocenę umiarkowanie optymistyczną dla prawicy Wybrzeża. Gdyby Pan jednak mógł ocenić rolę, czy może nawet winę, klasy politycznej w związku ze spadkiem notowań prawicy?

Na pewno spora część naszej klasy politycznej przyczyniła się w sposób fundamentalny do spadku notowań dla środowisk prawicowych. Obok czynników obiektywnych, takich jak to, że w ostatniej dekadzie w wiek elektoralny weszło ok. 5-6 mln młodych ludzi, którzy nie pamiętają „komuny”, okresu stanu wojennego. Jest to czynnik demograficzny, obiektywnie wyrównujący szansę wyborczą komunistom.

Czy jednak na pewno wszyscy politycy prawicowi pamiętają tak dokładnie tamte czasy?

Część klasy politycznej, dla której ta wrażliwość jest ważna, pamięta, ale część oczywiście nie przywiązuje do tego żadnej wagi. Właśnie dlatego powiedziałem wcześniej, że oprócz czynników obiektywnych, fundamentalną odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponosi prawicowa klasa polityczna i jej jakość, która pozostawia wiele do życzenia.

No właśnie, zadając poprzednie pytanie mieliśmy na uwadze fakt, że bardzo wielu polityków prawicy czuje się dobrze w towarzystwie polityków SLD, wręcz obnosząc się z tym...

To ja za takie osoby nie biorę odpowiedzialności i bardzo ubolewam z tego powodu, że taka sytuacja często ma miejsce.

Ale przecież Pan z tymi osobami musi współpracować...

Rzeczywiście muszę, ale dlatego, że w decydującym momencie (a jest to przykrą i powtarzającą się regułą), kiedy prawica dochodzi do władzy, to bardzo często mandat zaufania w jej imieniu sprawują ludzie, którzy ideologicznie, swoim życiorysem pasują bardziej do obozu lewicowego czy liberalnego.

Zadajmy zatem pytanie wprost. Jak Pan oceniłby próby zatrudniania przez marszałka województwa pomorskiego w urzędzie marszałkowskim osoby o proweniencji komunistycznej?

Pan marszałek Zarębski zna mój niezwykle krytyczny pogląd na tę sprawę. Osobiście przyjmuję, że można pomóc osobie związanej z własnym środowiskiem politycznym i pomóc jej w znalezieniu pracy, oczywiście jeżeli jest to osoba ambitna, chcąca się czegoś nauczyć i dająca gwarancję sumiennego przykładania się do swoich obowiązków. Twierdzę też, że można nawet zatrudnić człowieka związanego z przeciwnym obozem politycznym, pod warunkiem, że jest fachowcem. Jednak w żaden sposób nie rozumiem odwrotnej kombinacji tych możliwości, kiedy zatrudnia się „czerwonego”, który nic nie potrafi. Działanie takie uważam w polityce za przejaw myślenia opartego nie na idei, tylko na układzie interesów czy wpływów, który jest bardzo szkodliwy i niszczący dla prawicy.

Gdyby Pan jednak mógł jednak ocenić pracę urzędu marszałkowskiego, tak często ostatnio poddawanego krytyce w mediach...

Obiektywnie rzecz ujmując należy stwierdzić, że województwo samorządowe nie jest dzisiaj podmiotem polityki regionalnej. Jest makietą, protezą podmiotów polityki regionalnej. Rzeczywiście, jest całkiem niezła elita polityczna, dość zawansowana intelektualnie i menadżersko, myślę tu o radnych sejmiku, którymi zostali burmistrzowie, wójtowie, rektorzy, profesorowie, byli ministrowie, posłowie. Elita ta, z uwagi na brak decentralizacji środków publicznych, pełni jednak bardziej rolę instytutu naukowego, który raz na miesiąc debatuje na temat, co by mogło być, gdybyśmy mieli pieniądze. Krótko mówiąc, z uwagi na brak finansów, mamy do czynienia jedynie ze zrębami województwa samorządowego. Tymczasem obok nas powstają kolejne agendy kolejnych funduszy i agencji rządowych, takich jak Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości czy Agencja Rozwoju, Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa czy choćby kasy chorych. Taka sytuacja jest po prostu chora. Nadal ważą się losy czy województwo samorządowe będzie miało sens czy też nie. W tak okrojonym stanie, jak ma to miejsce dzisiaj, województwo samorządowe nie ma sensu. W przyszłości, aby miało to sens, te wszystkie instytucje jak: Agencja Rynku Rolnego, Agencja Mienia Wojskowego, PFRON, kasy chorych, wszystkie fundusze pomocowe powinny się znaleźć w urzędzie marszałkowskim. Wtedy moglibyśmy powiedzieć, że mamy tyle środków i ponosimy taką odpowiedzialność kompatybilną z zadaniami, że za coś naprawdę odpowiadamy. W momencie kiedy jesteśmy makietą, o wizerunku tego urzędu decydują ludzie, a nie zadania czy kompetencje, a więc wizerunek urzędu jest taki, jaki stworzą ludzie w nim pracujący. I tutaj ocena jest już subiektywna.

Urząd marszałkowski odpowiada jednak za przygotowanie strategii rozwoju regionalnego. Tymczasem w dokumencie tym niepokój wzbudza choćby odejście od tradycyjnych gałęzi przemysłu, takich jak przemysł stoczniowy czy portowy...

Może nie odchodzi, ale z pewnością strategia detronizuje gospodarkę morską, twierdząc, że szansą dla naszego województwa jest przemysł czy technologie XXI wieku, czyli komputery, telekomunikacja, informatyka... Moim zdaniem, jest to założenie niewątpliwie odważne, ale też ryzykowne. Osobiście jestem tradycjonalistą i stawiałbym bardziej na obronę nadal kluczowych gałęzi przemysłu w naszym regionie związanych z gospodarką morską. Jest to jednak kwestia dyskusyjna, a na tym etapie strategia aż takiego znaczenia nie ma. Najważniejsze, że ten dokument jest na tyle pojemny, aby spełnić zasadniczy warunek i cel, jakim jest umieszczenie w nim tego wszystkiego, pod co można podciągnąć pomostowe i pomocowe środki z Unii Europejskiej. Ten cel spełnia, a wybór wariantu rozwoju będzie rozważany jeszcze w przyszłości.

Porozmawiajmy jeszcze o samym klubie AWS w sejmiku. Nie uważa Pan, że elektorat prawicowy miał prawo poczuć się nieco zaskoczony. Kiedy bowiem doszło do kreowania jasnych i wyraźnych postaw radnych AWS, jak choćby podczas próby uznania prezydenta Kwaśniewskiego za persona non grata, to okazało się, że nawet we własnym gronie nie jesteście w stanie przeprowadzić takiego pomysłu...

Niestety, było to wynikiem oporu części prominentnych polityków lokalnych. Rezolucji nie udało się także przegłosować przez rady miast Gdańska i Gdyni, gdzie skończyło się to na enigmatycznych oświadczeniach klubowych. Po prostu część polityków firmuje prawicę, a nie ma nic wspólnego z prawicą i cenę za to płacimy straszliwą. Szczerze mówiąc jedynym członem AWS, który twardo stawiał sprawę potępienia Kwaśniewskiego w sejmiku i Radzie Miasta Gdańska, był pomorski ZChN, a w Gdyni Wasze środowisko Prawicy Polskiej.

Coś się jednak dzieje w łonie AWS. Od dłuższego czasu coraz wyraźniej uwidaczniają się problemy polityczne, pewne pęknięcia w klubie AWS rządzącym w Gdańsku, gdzie języczkiem uwagi są radni ZChN, niezwykle krytyczni wobec prezydenta Pawła Adamowicza. Ten, szukając wyjścia z sytuacji, kieruje ofertę koalicyjną do Unii Wolności. Czy Pana zdaniem jest możliwa koalicja Adamowicza z Unią Wolności?

Prezydent Adamowicz zgromadził wokół siebie tyle władzy, że Unia w takiej koalicji sprawowałaby tylko pozory władzy, realna władza nadal by należała do grupy Adamowicza, a cena za to byłaby niezwykle wysoka, gdyż UW musiałaby firmować afery oceniane społecznie niezwykle negatywnie. W tej sytuacji taka koalicja, jest mało prawdopodobna, choć długofalowo SKL orientuje się na współpracę z UW. Nawiasem mówiąc, skandalem jest, że kiedy „grunt pali się pod nogami” w związku z aferami grupy Adamowicza, bez wiedzy i zgody AWS podejmuje rozmowy i składa ofertę opozycji, co jest zastrzeżone wyłącznie do kompetencji Rady Regionalnej AWS.

Podczas naszej rozmowy rysuje się nam taki niezwykle pesymistyczny obraz polskiej prawicy. Czy widzi pan jednak jakąś drogę ratunku, wyjścia AWS z tego kryzysu?

Myślę, że zaufanie społeczne prawica odzyska w momencie, kiedy ustaną kłótnie i AWS stanie się stabilną formacją, która na scenie politycznej nie będzie miała większej konkurencji na prawo czy w centrum. W obliczu kartki wyborczej i urny powinno to zadziałać. Przykład przyśpieszonych wyborów samorządowych, przeprowadzonych w tym roku w Warszawie, jest niezwykle optymistyczny. Na dwa tygodnie przed wyborami prezydenckimi, przy frekwencji 20 proc., czyli wysokiej jak na wybory przyśpieszone, ale bardzo niskiej jak na wybory w ogóle, co niezwykle uprzywilejowuje stary aparat władzy komunistycznej, który bardzo karnie głosuje, prawica czyli AWS uzyskała ok. 27 proc. głosów, a SLD wcale nie tak dużo, bo niecałe 40 proc. poparcia. Przy założeniu, że 10 proc. głosów się zmarnowało, gdyż padły na listy prawicowe, które nie uzyskały prawie żadnego mandatu, to mamy prawie remis wyborczy. Na szczęście wybory prezydenckie uzmysłowiły naszemu elektoratowi, że na prawo od AWS nie ma już nic i rozbicie głosów nie powinno się powtórzyć w przyszłości. A więc efekt jednej listy powinien coś wnosić. Liczę wreszcie na to, że przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi zadziała przynajmniej częściowo efekt wprowadzanych w Polsce reform. Wszystko to może radykalnie zmniejszyć rozmiary porażki z SLD, która wydaje się być nieunikniona.

A co się stanie z tymi, którzy na pewno odejdą z AWS, a więc Płażyńskim, Hallem czy Rokitą?

Myślę, że po prostu przegrają swoją szansę. Politycy ci przeliczą się bowiem w swojej kalkulacji. Wierzą w 17 proc. elektorat centrowy, co jest bzdurą, gdyż 17 proc. elektorat Olechowskiego jest w rzeczywistości, o czym mówiliśmy wcześniej, zadeklarowanym elektoratem AWS. Elektorat ten wcale nie czeka na żadnych liberałów, ani na żadnych nowych ideologów. W najbliższej perspektywie czeka ich zatem los klientów Unii Wolności.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali: Henryk Herlinger
Mariusz A. Roman

redakcja@prawicapolska.pl

Z teczek bezpieczeństwa

BASTION ŚWIĘTEGO JERZEGO

POMORZE

HISTORIA

IDEE

GOSPODARKA

WYWIADY

Liga Republikańska