redakcja@prawicapolska.pl

NR 17

http://www.prawicapolska.pl

Hit Counter

NUMER BIEŻĄCY

STRONA GŁÓWNA

AKTUALNOŚCI

NUMERY ARCHIWALNE

KONTAKTY

LISTY

Komunistycznej pańszczyzny ciąg dalszy...

Uwłaszczenia wcale nie wymyślił Adam Biela, czy Marian Krzaklewski, tradycja tego rozwiązania sięga głęboko w naszą historię. Przypomnijmy sobie koniec XVIII w. - upadek Rzeczypospolitej. Odnowa przyszła wtedy zbyt późno, najpierw w Konstytucji 3 Maja, a potem w próbie uwłaszczeniu chłopów przez Tadeusza Kościuszkę. Dopiero kilkaset lat po krajach zachodu Polska zdołała odrzucić garb bizantynizmu i upowszechnić własność wśród swych obywateli.

Nie sposób nie odnaleźć analogii między historią a współczesnością. Tak - w naszym kraju ciągle żyją chłopi pańszczyźniani - tym razem będący na łasce rozmaitych form państwa. Tych ludzi jest naprawdę dużo. Niemal każdy Polak ma kogoś takiego w swojej najbliższej rodzinie. Ustawa uwłaszczeniowa była pierwszą od wielu lat tak śmiałą próbą uczynienia milionów chłopów pańszczyźnianych komunizmu ludźmi bardziej wolnymi. Ustawa zakładała powszechne przekazanie własności obywatelom w formie pośredniej lub bezpośredniej. Uwłaszczenie bezpośrednie miało dotyczyć przekazania na własność użytkowanej ziemi, działek lub lokali mieszkalnych.

Pomysł uwłaszczenia lokatorów mieszkań komunalnych pojawił się już dość dawno. Czasem gminy prowadziły uwłaszczenie na własną rękę - z reguły stosując sprzedaż tych lokali. Podczas tego gminnego rozdawania mieszkań dochodziło jednak do zadziwiających paradoksów - jedne gminy wyceniały mieszkanie wyżej, inne niżej, inne wreszcie w ogóle ich się nie wyzbywały. Problem dotyczy także ludzi mieszkających w lokalach spółdzielczych, kwaterunkowych, socjalnych i Bóg wie jakich jeszcze, charakteryzujących się tym, że niby lokatora - jeśli coś tam płaci - z zajmowanego przezeń mieszkania wyrzucić nie można, ale nie jest to lokal należący do niego. A nawet jeśli jest on w pewnym sensie jego własnością, jak jest w przypadku lokali własnościowych w spółdzielniach, to i tak o losie tych mieszkań decydują często skorumpowani urzędnicy.

Byłe PGR-y są chyba najtragiczniejszym przykładem komunistycznego niewolnictwa. Ludzie bez ziemi, bez środków produkcji, upchnięci z rodzinami we wspólnych czworakach, bez nadziei, wiary, przyszłości. A jednak przez 10 lat nikt nie oddał tym ludziom ziemi - jak w innych krajach postkomunistycznych. Czyżby „Europejczycy” już ustalili, że dokona się sprawiedliwość dziejowa, a ziemia wróci do „prawowitych” właścicieli, oczywiście zza Odry? Działkowcy są także zbiorową ofiarą komunizmu. Stan prawny ogrodów nie był przez lata uregulowany tak, aby użytkowników trzymać w ryzach, a w razie konieczności pozbawić ich wszelkich praw jedną urzędniczą decyzją.

Dotychczasowe działania prywatyzacyjne również nie można określić jako sprawiedliwe uwłaszczenie. Wszyscy pamiętamy słynne Wałęsowskie 100 mln, które okazało się jedynie pustym chwytem wyborczym. Jeszcze gorzej wspominamy uwłaszczeniowy eksperyment NFI gdańskich „neoliberałów”. W dotychczasowym procesie prywatyzacji akcje uzyskało stosunkowo niewiele osób, a wartość udziałów przypadających na jednego pracownika wykazuje ogromne dysproporcje. Ustawa uwłaszczeniowa miała ten stan zmienić. Uwłaszczeniem pośrednim mieli zostać objęci wszyscy Polacy powyżej 18 roku życia. Co najważniejsze, uwłaszczenie miało objąć tych, którzy dotychczas z prywatyzacji nie skorzystali, a więc przede wszystkim pracowników sfery budżetowej, emerytów i rencistów.

Bon uwłaszczeniowy o równowartości 12 średnich wynagrodzeń upoważniałby do nabycia akcji prywatyzowanych firm lub nabycia nieruchomości z zasobów Agencji Własności Rolnej, jednostek rozrachunkowych w funduszach emerytalnych, albo uzyskanie poręczenia kredytu inwestycyjnego.

Polacy jednoznacznie opowiedzieli się za powszechnym uwłaszczeniem w 1996 roku podczas pamiętnego referendum. Wyniki referendum lewica uznała wtedy za niewiążące, gdyż do urn poszło poniżej 50 proc. wyborców. Kiedy w następnym roku w referendum konstytucyjnym także nie przekroczono 50 - procentowej granicy wynik uznano za wiążący. To zaiste demokracja w stylu Kalego.

W 1997 roku AWS wygrała wybory m.in. dlatego, że w swoim programie wyborczym uwzględniła hasła uwłaszczenia narodowego. Wiosną w 1998 roku wprowadzono pod obrady Sejmu projekt odpowiedniej ustawy. Zaskakujący był fakt, że oprócz posłów SLD, również posłowie UW byli przeciwko projektowi uwłaszczenia. UW wycofała się wtedy po raz pierwszy z porozumień koalicyjnych i głosowała identycznie, jak SLD, przeciwko woli narodu wyrażonemu w referendum. Niestety, zamiast uderzyć pięścią w stół AWS ustępowała UW nie tylko w sprawie uwłaszczenia, lecz także także w sprawie kontynuowania dotychczasowej prywatyzacji, polegającej na sprzedaży majątku narodowego z pominięciem społeczeństwa polskiego. Aby wyjaśnić nadużycia w procesie prywatyzacji w 1998 roku wniesiono do Sejmu projekt utworzenia Prokuratorii Generalnej. Ale znów solidarna koalicja SLD-UW wykazała się sprawnością i projekt odrzuciła.

Projekt uwłaszczenia mógł powrócić w momencie odejścia UW z rządu w 2000 r. Ostateczny projekt przyjęty przez Sejm należy ocenić pozytywnie, mimo iż pozbawiono go kilku istotnych elementów. Nagle pośród nas mogło pojawić się kilkanaście milionów posiadaczy całkiem konkretnego majątku. Konsekwencje takiej sytuacji dla naszej gospodarki mogły być naprawdę zbawienne: wzrost popytu wewnętrznego i tym samym przyspieszenie rozwoju gospodarczego Polski, wyrównanie korzyści z prywatyzacji poszczególnych rodzin, upowszechnienie i umocnienie własności szczególnie w perspektywie integracji europejskiej, a nade wszystko utworzenie warstwy średniej i upodmiotowienie poszczególnych obywateli. Ale właśnie to upodmiotowienie Polaków, zerwanie z powszechną władzą państwa i urzędników najbardziej rozwścieczyło „czerwonych władców” od SLD po UW. W takim kontekście weto Kwaśniewskiego dla ustawy uwłaszczeniowej było tylko logiczną konstatacją utrzymania pańszczyzny w kraju nad Wisłą.

Trudno w obecnej sytuacji prorokować jakie będą dalsze losy powszechnego uwłaszczenia. Z pewnością istnieją jeszcze możliwości znalezienia w obecnym Sejmie niezbędnej większości dla przeprowadzenia choćby częściowego uwłaszczenia np. lokatorów mieszkań spółdzielczych, użytkowników ziemi, czy przekazania udziałów prywatyzowanych firm ludziom dotychczas takich możliwości pozbawionym. AWS powinien takie działania podjąć, aby choć w części zrealizować program, który był podstawą zwycięstwa prawicy w wyborach 1997 r.

Grzegorz Bonk

redakcja@prawicapolska.pl

Z teczek bezpieczeństwa

BASTION ŚWIĘTEGO JERZEGO

POMORZE

HISTORIA

IDEE

GOSPODARKA

WYWIADY

Liga Republikańska