|
496213
NUMER BIEŻĄCY

STRONA GŁÓWNA
AKTUALNOŚCI
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKTY
LISTY
|
 |
Barykady kłamstw
Rozmowa z ministrem Lechem Kaczyńskim, liderem Prawa i Sprawiedliwości
Ostatnio jest pan chyba jednym z najbardziej zajadle atakowanych polityków. Czym pan sobie zasłużył na takie "wyróżnienie"?
Powiedzmy sobie jasno, że nie znaleźliśmy się w jakiejś zupełnie nowej sytuacji. Zarówno ja, mój brat oraz środowisko związane z Porozumieniem Centrum, od początku lat 90. było celem niezwykle zajadłych ataków inspirowanych - właściwie - z każdej strony sceny politycznej. Osobną kwestią są działania UOP wymierzone w nas samych i nasze polityczne otoczenie, mam tu na myśli tzw. sprawę inwigilacji prawicy. Istotne jest również to, że będąc ministrem sprawiedliwości naruszyłem pewien status quo funkcjonowania zorganizowanych grup przestępczych w Polsce. Działania te musiały w poważnym stopniu zaniepokoić ludzi, którzy czerpią gigantyczne korzyści materialne w sposób niezgodny z prawem, tylko dzięki temu, że struktury bezpieczeństwa państwa są niewydolne. Jak widać, czyni się wszystko, by wyeliminować PiS, ponieważ chcemy na nowo zbudować konstrukcję, na której opiera się państwo.
Stanisław Iwanicki, obecny minister sprawiedliwości, powiedział, że za pańskich czasów w ministerstwie „naruszono nie tylko zasady funkcjonowania prokuratury w demokratycznym kraju, ale wręcz stworzono system służący wyłącznie realizacji celów politycznych”.
Pan Iwanicki stawia wobec mnie zarzuty wyssane z palca... Jakieś błędy popełniłem, bo przecież nie jestem geniuszem, tym bardziej aniołem. Tak na marginesie, to błędów nie popełniają tylko ci, którzy nic nie robią. Natomiast zostały przypisane mi czyny, które nie mają żadnego związku z rzeczywistością. To wszystko odbywa się na zasadzie, że publicznie muszę tłumaczyć, iż nie jestem wielbłądem.
Czy spodziewa się pan kolejnych ataków?
Tak. Naraziliśmy się zbyt wielu środowiskom, by teraz zostawiono nas w spokoju... UOP nigdy nam nie zapomni, że na światło dzienne wyciągnęliśmy sprawę inwigilacji prawicy. Wiem, że oficerów Urzędu za każdym razem, gdy w mediach pojawiały się informacje o inwigilacji PC, ogarniała furia. Również za sprawą FOZZ-u kryją się silne środowiska powiązane w wojskowymi służbami specjalnymi PRL. Ludzie ci poczuli się poważnie zagrożeni, więc wpadli na pomysł, by postawić znak równości między braćmi Kaczyńskimi a aferą FOZZ, z którą mieliśmy tyle wspólnego co – powiedzmy – z trzęsieniami ziemi, które w ostatnich miesiącach nawiedziły kulę ziemską.
Jednym słowem nie spodziewa się pan czystej gry?
Powtórzę to, co już raz kiedyś powiedziałem: „Będziemy zwalczani kłamstwem. Będą przed nami stawiane barykady kłamstwa, ale nie wolno nam ulegać. Prawo i sprawiedliwość są Polsce potrzebne i prędzej czy później zwyciężymy”.
Dlaczego PiS nie stworzył komitetu wyborczego z AWS Prawicy? Pojawiły się głosy, że braci Kaczyńskich trawi ambicja i z nikim nie chcą dzielić się sukcesem.
Nie chcieliśmy zgodzić się na rolę marionetek i nie wiem czy o to można mieć do nas pretensje. Powiem tylko tyle, że liderzy Akcji nie chcieli dokonać zasadniczej „czystki” w swoich szeregach... Chcieliśmy, by Akcja miała nowe oblicze, odzyskała zaufanie wyborców. Tego celu nie można było osiągnąć z ludźmi, których społeczeństwo kojarzy z hasłem TKM. Jednak liderzy Akcji postanowili wybrać inną drogę. Szkoda. Jeżeli kompromis ma polegać na tym, że Kaczyńscy w każdej sytuacji muszą ustępować, to faktycznie wina leży po naszej stronie. Ale przecież takie myślenie pozbawione jest jakiejkolwiek logiki.
Gdyby miał pan przekonać wyborców do głosowania na PiS, a nie np. na AWSP, SLD czy też PO, to jakich argumentów użyłby pan w dyskusji?
Nie mamy na sumieniu ostatnich czterech lat rządów, które – co tu ukrywać – nie należały do udanych. Do dzisiaj w kierownictwie AWSP, o dziwo, funkcjonuje zasada sukcesu czterech reform. Jest to zasada fałszywa, ale politycy Akcji wydają się tego nie rozumieć i ukuli hasło: ”Inni mówią, a my...
...reformujemy Polskę”.
No tak, ale reformować w ten sposób można do samej śmierci. Na konwencji programowej powiedziałem i chcę to raz jeszcze - z całą stanowczością – powtórzyć: „W Polsce powstał system bałaganu i niesprawiedliwości, bezwładu i niemożności”. Chcemy ten stan rzeczy zmienić. Wprowadziliśmy do polityki nową jakość – jawność oświadczeń majątkowych. I choć znaczna część polityków z SLD i UW była temu pomysłowi przeciwna, to pod wpływem nacisków opinii publicznej, która zdecydowanie opowiedziała się po naszej stronie, politycy zaczęli ujawniać swój stan posiadania. Nie oszczędzamy również własnych szeregów. Każdy, kto kandyduje z listy PiS, musi się ze swego życia wyspowiadać. Mamy prawo pytać, czy nasi kandydaci byli i są ludźmi uczciwymi. Po nas poszli inni, ale to my pierwsi przecieramy szlaki. Ponadto w PiS nie funkcjonują powiązania typu: nie ruszymy X, bo jest kolegą Y, a Y jest przyjacielem Z. W ten sposób chronione są dotychczasowe układy w Polsce, ale jest to sytuacja chora. PiS tych wzorów nie powiela.
Część wyborców, oddając głos we wrześniu, będzie sugerowała się sondażami wyborczymi. Czy liczy pan na lepszy wynik niż w ostatnich badaniach, które dają PiS 12 proc.?
PiS ma poważne możliwości pozyskiwania nowych wyborców, ale wiele zależy od toczącej się kampanii wyborczej. Z tym, że my nie mamy wpływu na kampanię negatywną, która cały czas jest skierowana przeciwko nam...
Kto stoi za tą kampanią?
Nie podam nazwisk, choć je znam. Gdybym je podał zostałbym skopany na śmierć pod hasłem „niech pan mi to udowodni”. Proponuję wyborcom, by kierowali się własną intuicją, a nie sondażami. Marianowi Krzaklewskiemu, przed ostatnią kampanią prezydencką, sondaże dawały od 7 do 11 proc. I choć jego walka nie zakończyła się sukcesem, to jest jednak różnica między 7 a 15,6 proc.!!!
Dziękujemy za rozmowę.
Rozmawiał: Henryk Herlinger

Lech Kaczyński
Jeden z niewielu polityków nie zmieniający punktu widzenia po zmianie punktu siedzenia – napisał tygodnik „Wprost”, którego redakcję trudno posądzić o sympatię do lidera PiS. – Pierwszy minister sprawiedliwości, którego poglądy pokrywają się z odczuciem większości obywateli. Potrząsnął prokuratorsko-sędziowską koterią, dogęścił więzienia i przyprawił o palpitację serca paru „nietykalnych”, czym zapracował sobie na miano najsympatyczniejszego ministra.
Lech Kaczyński urodził się 18 czerwca 1949 r. w Warszawie. Jest doktorem habilitowanym prawa pracy. Współpracował z Biurem Interwencji Komitetu Obrony Robotników, działał w Wolnych Związkach Zawodowych, a w 1980 r. doradzał Międzyzakładowemu Komitetowi Strajkowemu w Stoczni Gdańskiej. Po ogłoszeniu stanu wojennego był internowany. Był bliskim współpracownikiem Lecha Wałęsy – przewodniczącego NSZZ „Solidarność”. Uczestniczył w obradach okrągłego stołu w zespole ds. pluralizmu związkowego. Na II zjeździe „S” wybrany na I wiceprzewodniczącego Krajowej Komisji „S”. Na III zjeździe przegrał z Marianem Krzaklewskim wybory na przewodniczącego KK „S”. Po rezygnacji Jacka Merkla został powołany na stanowisko ministra stanu ds. bezpieczeństwa w Kancelarii Prezydenta. W latach 92-95 prezes Najwyższej Izby Kontroli. W 1995 wystartował w wyborach prezydenckich, ale zrezygnował z ubiegania się o ten urząd. W czerwcu 2000 r. premier Jerzy Buzek powołał Lecha Kaczyńskiego na stanowisko ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. W lutym tego roku zdymisjonowany. Obecnie przewodniczy Komitetowi Krajowemu Prawa i Sprawiedliwości.

redakcja@prawicapolska.pl
|
 |
BASTION ŚWIĘTEGO JERZEGO
POMORZE
HISTORIA
IDEE
GOSPODARKA
WYWIADY

|