redakcja@prawicapolska.pl

NR 19

http://www.prawicapolska.pl

496176

NUMER BIEŻĄCY

STRONA GŁÓWNA

AKTUALNOŚCI

NUMERY ARCHIWALNE

KONTAKTY

LISTY

KONSERWATYŚCI W ŚWIECIE POSTMODERNISTYCZNYM

Jak nieść konserwatywny sztandar w świecie, w którym rządzący politycy, miast spierać się o cele i idee organizacji życia państwowego, chętniej konkurują ze sobą na socjotechniczne sztuczki i fortele? Jak bronić tego, co tradycyjne w świecie na wskroś modernistycznym, gdzie celem głównym nie jest już poznanie prawdy, ale zaznanie przyjemności, gdzie informacja jest konsumowana, ale nie jest już obiektywizowana w społecznej świadomości i wyobraźni? Czy dzisiaj ludzie zaprogramowani, przez cywilizację multimediów do ustawicznej gonitwy za coraz to nowszymi, ekscytującymi doznaniami, mogą chcieć jeszcze poszukiwać tradycyjnych identyfikacji i lojalności? I co to właściwie znaczy etyczny cel życia społecznego? A interes narodowy, czy to pojęcie opisuje jeszcze rzeczywistość?

Konserwatywne pomieszanie języków

Oczywiście konserwatyści z różnych środowisk i inicjatyw dają odpowiedź twierdzącą. Bez tej odrobiny pewności ich działalność publiczna nie miałaby wszak żadnego sensu. Rzecz w tym, że odpowiedzi te bardzo często różnią się od siebie diametralnie. Tak jakby procesowi powszechnej pluralizacji uległ również (a może nawet przede wszystkim) obóz konserwatywny.

Kłopotu tego nie uniknęła i polska prawica. Zasadniczą słabością konserwatywnej prawicy jest właśnie to, że nie potrafiła uformować trwałych punktów odniesienia, instytucji i ośrodków, w których można by wypracować spójny program i odbudować hierarchię ważnych dla prawicy celów. Do 1989 roku było to w pewnym sensie zrozumiałe. Ale dzisiaj? To doprawdy dramatyczny obraz, gdy jedni konserwatyści podejmują wyzwanie gruntownej naprawy państwa, a drudzy sytuują się na pozycjach jej najbardziej zjadliwych przeciwników.

Wiesław Walendziak

Dyspozycja konserwatywna, czyli szeroki zespół konserwatywnych intuicji i wyborów, zawsze szukała sobie miejsca pomiędzy dwiema skrajnościami, pomiędzy dwoma niebezpieczeństwami. Jedno z nich, to konserwatyzm polegający na dostosowaniu się, akceptowaniu tyranii status quo. Ten typ postawy konserwatywnej cechuje skłonność do fatalizmu, każąca traktować wszystko to, co aktualne i dominujące, jako historyczną, polityczną, czy społeczną konieczność, przez czyściec której konserwatysta musi przejść, próbując co najwyżej złagodzić ostrość jej opresji. Druga skrajność to konserwatyzm tak dalece przekonany o upadku i zepsuciu, nie tylko otaczających go instytucji społecznych, ale wręcz samej natury ludzkiej, że poprzestający na produkcji dramatycznych i abstrahujących od rzeczywistości krytyk współczesności, z nostalgicznym nawiązywaniem do dawno minionych epok bezpowrotnie utraconego porządku i ładu społecznego. ( ... )

Obie te skrajne pozycje są jałowe. Przede wszystkim są jałowe poznawczo, gdyż nie dostarczają precyzyjnego obrazu współczesnych społeczeństw. Najczęściej, zamiast odwoływać się do zdroworozsądkowej wiedzy empirycznej, albo do danych socjologicznych, zadowalają się ogólnymi metaforami formułowanymi przez ideologów postmodernizmu, a także przez ulegające ideologicznym modom media. Nadmiernie fatalistyczne lub skrajnie radykalne odmiany postawy konserwatywnej są także jałowe poprzez to, że nie dostarczają wskazań pozwalających uprawiać skuteczną politykę. Nie przygotowują także w żaden sposób do uczestnictwa, choćby w celu korekty patologicznych zjawisk współczesności, w życiu społecznym, czy kulturze.

Konserwatyzm w obu tych odmianach staje się jałowy, przybiera formę bezsilnego, reakcyjnego odruchu intelektualnego, który, tak czy owak, sprowadza się do biernej obserwacji zjawisk i trendów współczesności, zarówno tych budzących nadzieję, jak też najbardziej patologicznych.

Gdzie rozstrzyga się spór?

Właściwą odpowiedzią na ideologiczne mody, ale także na konkretne wyzwania współczesności, jest postawa, którą nazwałbym, trawestując Marcina Króla, konserwatyzmem odwagi. Jest to taka odmiana postawy konserwatywnej, która odrzuca postmodernistyczne metafory konieczności historycznej, przybierającej już nie, jak w epoce naukowego marksizmu, kształt utopijnego społeczeństwa bezklasowego, ale kształt utopijnego społeczeństwa „przezwyciężającego” tradycyjne instytucje, normy społeczne i aksologię.

Odrzucając kolejną ideologiczną modę, konserwatysta pyta wprost, jak jest naprawdę, gdzie lokują się dzisiaj społeczne napięcia, gdzie definiowane są lub reprodukowane normy kulturowe i społeczne, a także jakie zaniechania w dziedzinie instytucji porządkujących i przechowujących wiedzę stały się przyczyną konkretnych zjawisk kryzysowych.

Myślę, że konserwatyści powinni uczestniczyć w życiu społecznym, politycznym, kulturalnym, ze świadomością, że współczesne rozchwianie norm społecznych nie jest koniecznością, ale wynikiem konkretnych zaniechań w obszarze polityki, kultury, wychowania, w obszarze instytucji, które tak jak uniwersytet, szkoła, ale także, tak jak tradycyjnie rozumiane media, powinny przechowywać, ale również sensownie odnosić do nowych cywilizacyjnych wyzwań klasyczne mądrości i prawdy.

Wychodząc z takiego właśnie założenia o konieczności przywrócenia instytucjom państwa ich mocy decyzyjnej i do pewnego stopnia sprawczej, konserwatywni politycy uczestniczący w rządach po 1989 roku. Krytykujemy błędy, bierzemy odpowiedzialność za te, które sami popełniliśmy współtworząc i promując projekty reform. Jednocześnie jednak odrzucamy dyktaturę status quo, uważamy za zgubny, dotykający znacznej części polskiej klasy politycznej fatalizm, który owocuje powszechnym dostosowaniem się do panujących w III Rzeczypospolitej praktyk korupcyjnych, a także akceptacją zaprogramowanej niejako u początków III RP słabości władzy państwowej. Odrzucamy też tezy o koniecznym ponoć, w epoce liberalnej globalizacji, ale nie znajdującym potwierdzenia w faktach, zaniku państwa czy odchodzeniu w przeszłość zasady suwerenności narodowej.

Konserwatyści wchodzący w świat mediów, m.in. ci, którzy tworzą dzisiaj nowoczesne media katolickie, uważają z kolei, że monopol ideologiczny panujący we współczesnych masowych mediach, szczególnie widoczny w Polsce, zmienia na trwałe ich funkcję. Zamiast być bezstronnym obserwatorem i kontrolerem sfery publicznej, media stają się dzisiaj wygodnym i skutecznym, skuteczniejszym niż wiele narzędzi tradycyjnych, instrumentem prowadzenia bieżącej walki politycznej czy oddziaływania ideologicznego.

Nieprzypadkowo każda udana inicjatywa konserwatystów na tym polu wywołuje zaskakująco agresywną reakcję świata liberalnego. O ile stać go jeszcze na pewną dozę tolerancji dla pomysłów konserwatywnych w obrębie mediów dyskursu i opinii (prasy), o tyle już absolutnie nie ma takiego przyzwolenia na polu mediów sympatii i antypatii (radio, telewizja), które każą sądzić a priori, które funkcjonują na poziomie „przedsądów”.

I choć oczywisty jest już dzisiaj pogląd, iż zdestruowanie nieliberalnych fundamentów liberalnej demokracji jest wstępem do destrukcji tejże demokracji jako takiej, każdy wysiłek, który oznacza faktyczną odbudowę owych nieliberalnych, tradycyjnych identyfikacji i lojalności, jest atakowany z całą bezwzględnością. Dzieje się tak, albowiem w moim głębokim przekonaniu konserwatywne inicjatywy na polu mediów elektronicznych to manifestacja odwagi zaistnienia w debacie publicznej bynajmniej nie z łaski, czy na zamówienie świata liberalnego. A ta odwaga to wszak pierwszy krok do tego, by debatę tę rozstrzygnąć na rzecz własnych racji.

Samopoczucie prawicy i trafne diagnozy

Dzisiaj polska prawica nie musi udowadniać swojego prawa do istnienia. To nie połowa lat siedemdziesiątych, kiedy to przywracano z trudem do debaty publicznej, wbrew socjalistom reżimowym i opozycyjnym, takie pojęcia jak interes narodowy, kapitalizm, konserwatyzm. Trzeba było wówczas walczyć z dyktatem tonu, schematyzmem ocen, w który wdrukowana była negatywna ocena wszystkiego, co kojarzy się jakkolwiek z prawicą.

Prawica krok po kroku wypracowała swoje „prawo do bycia”. Ale skoro tak, to trzeba konsekwentnie skoncentrować się na myśleniu jak przeprowadzić ważne dla prawicy cele, a nie zaledwie manifestować, że się jest.

Aby sensownie i skutecznie prowadzić działalność polityczną powinno się rozumieć sens przemian społecznych i cywilizacyjnych, których jest się uczestnikiem. Tak było pod koniec wieku XIX, kiedy to polskie elity polityczne doskonale zdawały sobie sprawę ze skutków narodzin nowoczesnego, w sensie socjologicznym narodu. Dmowski, Piłsudski, Witos wiedzieli, że wola polityczna może uruchomić działania zorganizowanego ruchu, ale nie jest w stanie powstrzymać procesów cywilizacyjnych. Te trzeba było przede wszystkim zrozumieć, potem odpowiedzieć na pytanie, co wynika dla działalności politycznej z faktu „umasowienia” narodu.

Wymienionych polityków stać było na taką gruntowną refleksję. Dzięki temu kreowana przez nich wola polityczna ruchów i stronnictw antycypowała zjawiska cywilizacyjne. Skoro bowiem miliony Polaków chłopskiego pochodzenia uzmysłowiły sobie przynależność do narodu – to Dmowski, Piłsudski, Witos i liczny zastęp ich współpracowników starali się, by ten proces miał miejsce również za pośrednictwem (i pod wpływem) formowanych przez nich instytucji.

Obecnie jesteśmy w bardzo podobnym momencie głębokiego przełomu cywilizacyjnego. Konserwatywna prawica przestrzega przed zgubnymi skutkami wykwitów postmodernizmu, utyskuje na kulturową dyktaturę ultraliberalnych mediów. Jeżeli jednak poprzestanie na diagnozie fatalnych konsekwencji tych czy innych zjawisk, będzie przypominała angielskich robotników niszczących maszyny z intencją powstrzymania postępów rewolucji przemysłowej. Tak jak ta wywracała wówczas w bardzo krótkim czasie do góry nogami tradycyjne wspólnoty, odwieczny sposób życia, tak i dzisiaj multimedia atomizują, pluralizują, modernizują ustaloną na przełomie XIX i XX wieku strukturę społeczną. Ale tak jak w czasie rewolucji przemysłowej adekwatną odpowiedzią na „agresję” postępu technologicznego nie było niszczenie maszyn, tak dzisiaj odpowiedzią nie może być potępienie compuvision, internetu i nieograniczonej komunikacji w obrębie mediów elektronicznych.

To, co jawi się jako zagrożenie może być w rękach konserwatystów również skutecznym orężem. Trzeba jednak rozpocząć od trafnego zdefiniowania zadań polskiej prawicy u progu nowego tysiąclecia. Z pewnością tym zadaniem nie może być promowanie defensywnego modelu patriotyzmu, dobrowolnie uznanie się za kulturowych pariasów w postmodernistycznym świecie, których to miarą ambicji jest zaledwie wywalczenie prawa do trwania w ściśle izolowanym politycznym i kulturowym bantustanie. Taki horyzont konserwatywnych ambicji jest wręcz jak najbardziej po myśli ideologów ultraliberalizmu.

Przed takim właśnie scenariuszem przestrzegał ongiś nauczyciel współczesnych liderów polskiej prawicy, Wojciech Wasiutyński.

Jego pytanie o zdolność polskiej prawicy do budowy „stronnictwa wielkiego celu”, o „program większości” oznaczający plan budowy państwa trwale zabezpieczającego polski interes narodowy pozostaje ciągle bez odpowiedzi.

Warto w tym miejscu zastanowić się nad przyczynami ostatniej dotkliwej klęski prawicy francuskiej. Wszak wróciła ona do władzy po latach skandalicznych rządów socjalistycznej, etatystycznej lewicy. I szybko, z kretesem przegrała swoją szansę. Okazało się, że nawet we Francji nie ma przyzwolenia dla prawicy zaledwie „technologicznej”, w dużej mierze skorej do uprawiania polityki jako sztuki odcinania renty władzy.

Budowa sprawnego i uczciwego państwa oraz zapewnienie koniecznych warunków zaistnienia normalnej debaty publicznej w Polsce to zasadnicze cele polityki konserwatywnej. Polityki nie tylko „technologicznej”, ale i ideologicznej. To jednocześnie horyzont uprawiania polityki realnej, zrozumiałej i nośnej społecznie, zdolnej do wyplenienia socjalistycznych patologii.

Powiadam cele, a nie tylko gromkie hasła z kampanii wyborczej. Dziś praktyczna realizacja tych zamierzeń bardzo często musi oznaczać konflikt interesów, i to tych najważniejszych, zamkniętych w instytucjach państwa, w których dopełniają się najistotniejsze dla przyszłości narodu zjawiska cywilizacyjne.

Można powiedzieć, że konserwatystom przyszło dziś prowadzić zasadniczy spór w obrębie instytucji uformowanych przez liberalną demokrację. Tak, to prawda. Trzeba jednak stale pamiętać, iż wiele instytucji współczesnej liberalnej demokracji, to po prostu tradycyjne instytucje pozwalające negocjować różnice interesów, unikać przemocy w rozwiązywaniu konfliktów, chronić ludzką wolność i godność. W swoim pozytywnym stosunku do tych instytucji współcześni konserwatyści nie różnią się od zwolenników klasycznego liberalizmu. Jednak dla konserwatystów szczególnie niepokojące stają się wszystkie próby totalizowania liberalnej demokracji, próby uzupełniania czy pozornego doskonalenia jej instytucji przez wszechobecną liberalną lub nowolewicową ideologię. Oczywiste jest, że podejmowane dzisiaj próby modyfikowania języka, obyczajów, kształtu wspólnot religijnych, narodowych czy rodziny, zgodnie z kryteriami późnoliberalnej antropologii, czy też wedle oczekiwań różnych odłamów ideologii nowej lewicy, oznaczają również zmianę kształtu i sensu tradycyjnych instytucji demokratycznych. Próby te ograniczają wolność i prawa jednostek i całych społeczeństw, innymi słowy: czynią ze współczesnego liberalizmu agresywną i dążącą do totalności ideologię.

Dlatego właśnie, aby uniknąć ideologizacji i totalizacji liberalnej demokracji, instytucje liberalne wymagają stałej, konserwatywnej korekty, dokonywanej w wymiarze bieżącej polityki, ale także w wymiarze społecznym i kulturowym. Korekta zaś będzie możliwa wtedy, kiedy konserwatyści przestaną występować w tej zasadniczej debacie w roli partyzantów przegranej sprawy. Wszak, u licha, racja jest po naszej stronie.

Wiesław Walendziak

redakcja@prawicapolska.pl

Z teczek bezpieczeństwa

BASTION ŚWIĘTEGO JERZEGO

POMORZE

HISTORIA

IDEE

GOSPODARKA

WYWIADY

Liga Republikańska