|
496107
NUMER BIEŻĄCY

STRONA GŁÓWNA
AKTUALNOŚCI
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKTY
LISTY
|
 |
Kulisy planowanej transakcji pomiędzy Gdynią a spółką GBS
CZY WŁADZE GDYNI POSTĘPUJĄ RZETELNIE?
Pod koniec czerwca Rada Miasta Gdyni, na wniosek zarządu, wyraziła zgodę na zamianę pomiędzy miastem a spółką GBS Zarząd Nieruchomościami Polska sp. z o.o. działek gruntowych położonych przy ul. Chwarznieńskiej i Małokackiej, umożliwiając w ten sposób spółce połączenie wcześniej posiadanych w tamtym rejonie gruntów. Sprawa jest ciekawa z kilku powodów. Po pierwsze, spółka o nazwie GBS obsługiwała nieruchomości niemieckiego koncernu handlowego Metro AG, właściciela sieci hipermarketów i centrów handlowych. Podczas realizacji tych inwestycji, m.in. w Krakowie i Łodzi, dopuszczono się szeregu uchybień, które teraz są przedmiotem zainteresowania organów ścigania. Po drugie, według doniesień prasowych („Polityka”, „Rzeczpospolita”), firma GBS już nie istnieje. Po trzecie wreszcie, nie można nie zauważyć podobieństwa do sytuacji przed budową Geanta, kiedy to władze Gdyni dokonywały transakcji zamiany gruntów, tłumacząc to potrzebą pozyskania działek na budowę drogi Różowej, a wkrótce potem nieopodal wyrósł hipermarket. Proceder ten ma już swoją nazwę – radny Mariusz Roman określa go mianem „casusu gdyńskiego”.
W drodze zamiany Gdynia zbędzie grunt o powierzchni ok. 1209 m kw., nabywając działkę prawie dwa razy mniejszą – 559 m kw. Ustawa o gospodarce nieruchomościami z 1997 r. wyraźnie dopuszcza taką możliwość, stanowiąc w art. 15 ust. 1, że nieruchomości będące własnością gminy mogą być przedmiotem zamiany na nieruchomości należące do osób fizycznych lub prawnych, także wtedy, gdy powierzchnia gruntów jest różna, wówczas jednak stosuje się dopłatę w wysokości różnicy wartości działek. Z tego przepisu skorzystały spółka GBS i Rada Miasta Gdyni. Aby oszacowanie różnicy było możliwe, trzeba wycenić nieruchomości, a tego – jak mówi ustawa – dokonuje rzeczoznawca majątkowy na podstawie ich wartości. Ile GBS będzie musiała dopłacić miastu? Jeszcze nie wiadomo, gdyż wycena dopiero zostanie zlecona. Powstaje zatem pytanie, czy w tej sprawie interes miasta został należycie zabezpieczony.
Generalną zasadą zbywania nieruchomości gminnych jest tryb przetargowy, w drodze którego oferent – czyli w tym przypadku miasto – wybiera najkorzystniejszą propozycję. Wyjątkiem od tej reguły jest m.in. zbycie gruntu w drodze zamiany; wtedy przetargu nie organizuje się. W istocie więc Gdynia poszła na rękę GBS, która nie musiała konkurować z żadnym innym podmiotem. Był po temu wszakże powód: zarówno po jednej, jak po drugiej stronie zbywanej działki znajdują się grunty już należące do spółki. Gdy umowa dojdzie do skutku, wystarczy tylko scalić nieruchomości. W ten sposób, zgodnie w prawem, ale nieco okrężną i łatwiejszą drogą, przyszły właściciel połączy – wziąwszy pod uwagę także nabytą działkę – wszystkie swoje nieruchomości w spory kawałek ziemi o dość atrakcyjnej lokalizacji. Każdy właściciel byłby zadowolony z takiego obrotu sprawy.
Dlaczego zamiana była dla miasta korzystniejsza niż zbycie w drodze sprzedaży? Zdaniem Urzędu Miasta, Gdynia zyskuje w ten sposób niezbędne miejsce pod planowaną modernizację ul. Chwarznieńskiej, a ponadto dopłatę ceny za różnicę wartości działek oraz pozbywa się ziemi, która nie może być samodzielnie zagospodarowana. Nieruchomość zbywana straciła swoją funkcję ze względu na fakt, iż po obu jej stronach leżą działki należące do GBS. O jakiej jednak funkcji tu mowa – nie powiedziano.
- Radni przed podjęciem uchwały dysponowali tylko jej projektem i mapką nieruchomości – mówi radny Gdyni, Mariusz Roman. Oznacza to, że nie mieli możliwości wglądu w dokumenty, które świadczyłyby o funkcjonowaniu spółki oraz zdolności do dokonania wymaganej dopłaty. Wszystkie bowiem potrzebne papiery GBS zobowiązana będzie przedłożyć dopiero notariuszowi sporządzającemu umowę zamiany. Nie przedstawiono także tzw. operatu szacunkowego, czyli wstępnego oszacowania wartości zamienianych nieruchomości i wynikającej stąd kwoty dopłaty. Taka procedura, pomimo że zgodna z prawem, budzi wątpliwości co do tego, czy miasto należycie dba o swoje interesy. Może przecież okazać się, że nabywca nie jest w stanie uiścić dopłaty lub ma nieuregulowaną sytuację prawną. Co wtedy? Czyżby władze miasta kupowały kota w worku? Dlaczego rada godzi się na transakcję, mimo że nieznana jest wysokość należnej miastu dopłaty, a kontrahent „nie sprawdzony”? Każdy, kto należycie dba o swoje interesy, najpierw dowiaduje się, z kim ma do czynienia. Pocieszeniem jest tutaj fakt, że akt notarialny umowy zamiany będzie mógł być sporządzony dopiero wtedy, gdy nabywca skompletuje niezbędne dokumenty i dokonana wpłaty. Z pewnością jednak korzystniej i bezpieczniej byłoby, gdyby władze miasta od początku były pewne swego.
Spółka o nazwie GBS stała się znana po doniesieniach „Rzeczpospolitej” i „Polityki”, które podają, że obsługiwała ona nieruchomości niemieckiego koncernu Metro AG, właściciela sieci handlowej, znanego przede wszystkim z budowy hipermarketów. Uzasadnione jest więc chyba podejrzenie, że na Witominie może powstać obiekt handlowy. Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego stanowi wprawdzie, że teren ten przeznaczony jest pod „zieleń projektowaną urządzoną, z ciągami pieszymi, obiektami usługowymi i małymi parkingami”, lecz dzięki takiemu zapisowi można w zasadzie „przemycić” tam wszystko, łącznie z supermarketem. A taki stanowi już potencjalne zagrożenie dla mniejszych sklepów osiedlowych. Do ostrożności powinny także skłaniać informacje o nieprawidłowościach, jakie miały miejsce podczas realizacji inwestycji Metro AG w Łodzi czy w Krakowie. Sprawami tymi zajmuje się teraz prokuratura. Jak mówi jednak radny Mariusz Roman, wątpliwości oparte na tych informacjach, wyrażone podczas obrad, nie znalazły odzewu.
Wraz z podjęciem uchwały Rada Miasta utraciła kontrolę nad dalszym postępowaniem w tej sprawie, gdyż realizacja uchwały należy teraz do zarządu. Radni nie muszą być nawet poinformowani o wycenie gruntów czy sporządzeniu aktu notarialnego, chyba że oficjalnie o to zapytają. Faktem jest, że zarząd nie dopełnił czynności, które umożliwiłyby radzie należytą analizę przygotowywanej transakcji. - To jest sprytna gra zarządu, który udaje niewinne dziecko, ale doskonale wie, do czego to wszystko zmierza – mówi Mariusz Roman. - Podobnie było przy budowie Geanta. Trzeba rozpocząć rozsądną i racjonalną politykę w zakresie handlu.
Maria Barring

redakcja@prawicapolska.pl
|
 |
BASTION ŚWIĘTEGO JERZEGO
POMORZE
HISTORIA
IDEE
GOSPODARKA
WYWIADY

|