redakcja@prawicapolska.pl

NR 20

http://www.prawicapolska.pl

511644

NUMER BIEŻĄCY

STRONA GŁÓWNA

AKTUALNOŚCI

NUMERY ARCHIWALNE

KONTAKTY

LISTY

Nowa historia PRL?

(Nie) szczęśliwy Kościół

Niektóre środowiska lewicowe na Pomorzu, na kanwie pomysłu opodatkowania Kościoła katolickiego, na nowo piszą powojenną historię Polski. Otóż - zdaniem niektórych tzw. publicystów - okazuje się, że za czasów PRL Kościół katolicki przeżywał niesamowity rozkwit, pełnymi garściami korzystał z dobrodziejstw oferowanych przez komunistów. A przecież wystarczy sięgnąć do powszechnie znanych dokumentów, zajrzeć do akt skrywanych w archiwach MSW, bliżej przyjrzeć się faktom, by nie pisać bzdur.

W lipcu 1947 r. na posiedzeniu sekretariatu KC PPR, Hilary Minc przedstawił „rozwinięty plan akcji antyklerykalnej”. W ramach owego programu zakładano utworzenie grupy inicjatywnej, która miała doprowadzić do utworzenia organizacji duchowieństwa dyspozycyjnego wobec komunistów. Inna komunistka Julia Brystygierowa ps. „Luna”, dyrektorka departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, oświadczyła: „Sprawa kleru narasta z bardzo dużą siłą i stanowi ważne, jeżeli nie najważniejsze zagadnienie w walce klasowej”.

Sowieci wskazali drogę

We wrześniu 1947 r. w Szklarskiej Porębie odbył się zjazd dziewięciu partii komunistycznych. Na tym spotkaniu Andrej Żdanow, członek politbiura KC WKP, wygłosił referat poświęcony potrzebie prowadzenia intensywnej walki ideologicznej. Naczelnym zadaniem – w tym względzie powinna być totalna rozprawa z Kościołem katolickim we wszystkich krajach rządzonych przez komunistów. Żdanow zachęcał zebranych, by korzystali z doświadczeń sowieckiej Rosji, gdzie zniszczono hierarchię poprzez przeprowadzenie masowych aresztowań biskupów, księży i aktywistów świeckich. Jednocześnie – mówił Żdanow władze powinny utworzyć ugrupowania duchownych i świeckich dyspozycyjnych wobec partii, wspierających komunistów w walce z hierarchią. Za wzór miały posłużyć sowieckie ugrupowania tzw. Żywej Cerkwi, zorganizowane przez sowieckie służby specjalne zaraz po rewolucji październikowej.

Bezpieka chroni kler

„Dobrzy wujkowie” z MBP sami opisywali swoją pracę. O tym możemy przekonać się czytając materiały operacyjne z tamtego okresu. „Zmierzać do usuwania braków w dotychczasowym rozpoznaniu osób i życia prywatnego biskupów (stosunki rodzinne, towarzyskie, nawyki etc.). Uwzględnić przy tym możliwość wykorzystania niektórych członków rodziny biskupów dla politycznie pozytywnego oddziaływania na ich postawę”.

„Umocnić pozycje agenturalne naszej służby w kuriach biskupich Gdańska i Pelplina [...] informacje o sytuacji w kuriach wykorzystać jako podstawę do przeprowadzenia kombinacji operacyjnych mających na celu osłabienie efektywności działania kurii jako kierowniczych i dyspozycyjnych ośrodków Kościoła w woj. gdańskim” - martwili się po nocach funkcjonariusze MBP. - W przedmiocie dalszego rozpracowywania seminariów duchownych w Gdańsku i Pelplinie prace skoncentrować na aktywnych próbach pozyskania nowych źródeł informacji spośród profesury i kleryków. W opracowaniach uwzględnić przede wszystkim te jednostki, które mają perspektywy awansu w hierarchii kościelnej”.

Jerzy Sztachecki, dyrektor Urzędu do Spraw Wyznań w 1958 r. zapowiedział „koniec liberalizacji”(!) w budownictwie kościelnym. „Od października 1956 r. do września 1958 wydano 190 zezwoleń na budowę nowych kościołów. To wszystko się skończyło, nie będzie nowych zezwoleń na budowę, ani żadnych przydziałów na budowę. Będą tylko wyjątki, np. w przypadku powstania nowego miasta” – mówił dyrektor USW.

Jeszcze w latach 80. członkowie PZPR oraz aparatu represji nie mogli uczestniczyć w praktykach religijnych. Próbowano spopularyzować tzw. świecką tradycję, a więc obrzędy religijne zastępowano świecką parodią. Tym, którzy się zdecydowali porzucić wiarę ojców, partia oferowała pralki, lodówki i inne towary podówczas deficytowe. Oficerowie polityczni tropili żołnierzy, którzy w tajemnicy chrzcili swoje dzieci. W harcerstwie, by zachować ciągłość tradycji, należało zejść do podziemia. Przyłapani na mszy świętej musieli się tłumaczyć przed „czerwonymi” instruktorami.

Henryk Herlinger

Nadal nie wiadomo kto inspirował śmierć księży Popiełuszki, Zycha, Suchowolca. Choć wszyscy się domyślają. Większość dokumentów, która mogła świadczyć na niekorzyść „dobrych wujków z SB” – szczęśliwie dla czerwonych baronów PRL - poszła z dymem. Są tacy, którzy z tego powodu zacierają ręce, bo w mętnej wodzie łatwiej łapać ryby. Nie cieszcie się zawczasu, bo nadejdzie czas, gdy swoje archiwa ujawnią inni. Będzie wam wówczas wstyd. Wstyd? Nie, wy nie wiecie i nigdy nie poznacie uczucia wstydu. To doznanie zostanie wam zaoszczędzone.

Andrzej Denis

redakcja@prawicapolska.pl

Z teczek bezpieczeństwa

BASTION ŚWIĘTEGO JERZEGO

POMORZE

HISTORIA

IDEE

GOSPODARKA

WYWIADY

Liga Republikańska