GDYLEWO – story (albo Euro – bajka)
Za siedmioma rzekami (i rzeką Chylonką), za siedmioma górami i Kamienną Górą leżała sobie „nadmorska” osada Gdylewo. Szumny słowny walor czyli „morska” usprawiedliwiały stadka chudych mew fajdających na auta Gdylan, jak i słony smak wody w portowej przystani, skąd potężna onegdaj flota poszła na żyletki bądź w prywatne acz wyjątkowo nieudolne choć pazerne łapska.
W Gdylewie władza przynależna była do Gdyli. Wiadomo zacz od dawna, że władza pochodząc od Boga przechodzi przez Ratusz. I... jeżeli ster tejże odchylał nawę w prawo – panowali „prale”, jeżeli w lewo – naturalnie „lewi”. Do historii dowcipu (politycznego) przeszedł samozwaniec „lewi”-ch” Różowy Duszek (ponoć potomek Czerwonego Kapturka i wilka zwanego Marksem). Ale ad rem.
Aktualny Rat-mistrz (pan na Ratuszu), zwany pieszczotliwie Ratkiem, dobrał sobie kompanię kicających za marchewką i kijem – szaraków, bojowych wołków, niezłomnych grzechotników jak i kulturalnych zielonych żabek, by jak to w bajkach bywa – mieszkańcy Gdylewa żyli jako tako czyli europejsko. Sznyt „Euro”- uber alles! Może nawet światowo?.. Gmach „łordtrejdsenter” czyli WTC metaforyzował śmiało do potęg zza oceanu. WTC to brzmi! A już takie WC-ty na grabówkowym Meksyku (patrz – rysunek obok) – dumnie nawiązywały do architektury klasycznych sławojek, gdzie miast serduszka, wyrżnięto w desce – gwiezdny wieniec. No cóż, w paru dzielnicach nie było kanalizacji. Europa – Europą a za potrzebą jak lud mówi „za stodołę”.
 |
 |
Magistrat reprezentował – historycznie patrząc – Ethos, Patos i Byznes z wyraźną miłością tego trzeciego. Można więc było za zasłoną dymną euro-hecy uprawiać politykę pro-rodzinną! A to szwagra wice-rata wciągnięto na członka zarządu portu. Tu bratanka umieszczono w „rybnołownym” kombinacie.Aby do przodu! Aby pływać!.. Jak to się mówiło – „stopki wody pod kilem i...kila wody pod „stopką””. A tu się budowały Żantusy i Oszony...
W tym zamieszaniu sprzedał ktoś nie należącą do Gdylewa willę „Szczęść Boże”. Wypadek przy pracy a poza tym nie wiadomo dokładnie, który to bóg? Może Budda, może Jahwe...
Ale kto śpiewa, dwa razy się modli. IX-tą symfonię Beethovena zaintonowały Gdyle ku chwale Brukseli. Z tej „Ody Do Radości” cieszył się sir Guinness. Rekord! A jakże... Ale jest problem. Rozoochocony sir Guinness przysłał do Ratusza propozycję. A może by Gdyle z magistratu zaśpiewały Chopina? Chodzi naturalnie o „Marsz Żałobny”?

redakcja@prawicapolska.pl
|