![]() |
|
496099 |
Polska sprawiedliwa i wolna od patologii - od Ciebie zależy czy na pewno Zazwyczaj przyjmuje się, że przegłosowanie przez Sejm kontraktowy przywrócenia nazwy państwa polskiego Rzeczpospolita Polska i godła w postaci orła w koronie, które weszło w życie 31 grudnia 1989, zapoczątkowało symbolicznie powstanie tak zwanej III Rzeczypospolitej. Wcześniej jednak były wybory, które z wolnymi nie miały nic wspólnego. W nich to, na mocy porozumień okrągłego stołu sygnowanych m.in. przez Lecha Wałęsę i Tadeusza Mazowieckiego z jednej, a aparatczyków PZPR-owskich z drugiej strony, komuniści zagwarantowali sobie 65 proc. mandatów dla swoich przedstawicieli. Ten fikcyjnie demokratyczny parlament trwał przez dwa lata. W tym czasie upadały komunistyczne władze w państwach bloku sowieckiego, a w Polsce dalej większość w Sejmie mieli przedstawiciele partii wywodzących się z dawnego reżimu. Sytuacja była o tyle paradoksalna, że Polacy, którzy zapoczątkowali zmiany w całej Europie Wschodniej, jako ostatni uczestniczyli w prawdziwie demokratycznych wyborach. Pierwsze po II wojnie światowej w pełni wolne wybory parlamentarne w Polsce odbyły się 27 października1991 roku. Przy stosunkowo niskiej frekwencji (43 proc.) na 111 komitetów uczestniczących w wyborach mandaty poselskie uzyskali reprezentanci 24 z nich. Premierem został Jan Olszewski, który na skutek zakulisowej polityki prezydenta Lecha Wałęsy, został odwołany po ujawnieniu listy agentów SB. Po słynnej "nocy teczek" misję tworzenia rządu otrzymał Waldemar Pawlak, ale zadanie go przerosło. Wówczas na czele gabinetu stanęła Hanna Suchocka. Kiedy w maju 1993 roku większością zaledwie jednego głosu uchwalono wotum nieufności dla rządu pani premier, Wałęsa, ku zaskoczeniu większości posłów, skorzystał z konstytucyjnej możliwości przedterminowego rozwiązania parlamentu. Ten ruch otworzył drogę do władzy postkomunistycznemu SLD. Na mocy świeżo wprowadzonego zapisu o pięcioprocentowym progu w proporcjonalnym systemie wyborczym, postkomuniści zyskali w Sejmie dwa razy więcej mandatów niż wynosił odsetek głosów na nich oddanych. Przez następne cztery lata środowiska niepodległościowe prowadziły mozolną pracę nad scaleniem polskiej prawicy. To niełatwe z różnych względów przedsięwzięcie się powiodło i do wyborów w 1997 roku stanął jeden komitet prawicy pod szyldem Akcja Wyborcza Solidarność. Odsetek uzyskanych głosów nie pozwolił jednak na samodzielne rządy i AWS musiała zawrzeć porozumienie z Unią Wolności. Premierem został Jerzy Buzek. I choć dotrwał do kolejnych wyborów, to jednak końcowe miesiące swoich rządów miał mocno utrudnione po wycofaniu się Donalda Tuska i jego kolegów z Unii Wolności z koalicji. Ponowne rozbicie polskiej prawicy tuż przed wyborami zaowocowało kolejną "czterolatką" rządów SLD. Radość lewicy trwała jednak tylko do 2005 roku. Wówczas to do wyborów parlamentarnych stanęło Prawo i Sprawiedliwość i wygrało je bezapelacyjnie uzyskując blisko 27 proc. głosów i 155 mandatów w Sejmie. Choć "sterowane" sondaże dawały zwycięstwo Platformie Obywatelskiej, ta ostatecznie uzyskała drugi wynik wyborczy (24 proc. głosów i 133 mandaty). Klęskę SLD, który osiągnął najniższy wynik od 16 lat, spowodowały m.in. afery, w które uwikłani byli działacze tej partii. Korupcja oraz kontakty z przestępczością zorganizowaną (afera Rywina oraz afera starachowicka), a także forsowanie niezwykle dotkliwego dla społeczeństwa planu oszczędnościowego oraz utrzymywanie wysokiego bezrobocia - tak wyglądał schyłek III Rzeczypospolitej. Polacy potrzebowali zmian, stabilizacji i rozsądnych rządów. To gwarantował program społeczny, gospodarczy i polityczny zaproponowany przez Prawo i Sprawiedliwość. Tak narodziła się IV Rzeczpospolita. Społeczny odbiór programu PiS znalazł także swe odzwierciedlenie w wynikach wyborów prezydenckich. Wygrał je Lech Kaczyński, pokonując w drugiej turze Donalda Tuska. Teraz przed nami kolejne wybory do Sejmu i Senatu. Do tej pory każde kolejne głosowanie to był kalejdoskop zmian. Raz rządziła prawica, raz lewica. Tym razem jednak środowiska prawicowe, jak wskazują sondaże, mają szansę na kolejne lata rządów i co za tym idzie na ugruntowanie stabilnej sytuacji w kraju. To od wyborców jednak zależy jakim zaufaniem obdarzą Prawo i Sprawiedliwość. Zatem 21 października, przed pójściem do urn wyborczych, przeczytajmy jeszcze raz i bardzo uważnie tytuł tego artykułu... Aleksander Grabowski
|
|||