|
496157
NUMER BIEŻĄCY

STRONA GŁÓWNA
AKTUALNOŚCI
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKTY
LISTY
|
 |
Stoczniowe paradoksy
Stocznia, produkująca od lat dla największych światowych armatorów nowoczesne statki, ma też od lat kłopoty finansowe. Paradoks! Dla liberałów rozwiązanie tego paradoksu jest jasne i oczywiste - podmiot, który produkuje straty zamiast zysków powinien zbankrutować, a w jego miejsce należy stworzyć podmiot przynoszący zyski. Sporo, niestety tych liberałów w Unii Europejskiej, stąd tak trudne negocjacje, zwłaszcza że dbająca o równe prawa firm na wspólnym rynku Unia nie uznaje argumentu, iż rząd SLD premiera Millera, zamiast przygotować stocznie polskie do warunków w UE przed wejściem Polski do niej, patrząc jak Zachód dotuje swoje stocznie, wolał przeczekać nic nie robiąc.
Jeżeli sięgnąć pamięcią wstecz, to już za prezesury Henryka Goryczaka (który notabene w lipcu br. znalazł się znów w radzie nadzorczej stoczni), antidotum na zbyt wysokie koszty w stosunku do przychodów miała być sprzedaż "Komuny" Norwegom.
Potem rząd premiera Cimoszewicza chciał oddać Stocznię Gdynia pod rządy, mniejszej i nieprodukującej wtedy dla zachodnich armatorów, Stoczni Szczecińskiej, bo rządzili tam kumple z SLD. Wtedy stocznią zaczął rządzić Stoczniowy Fundusz Inwestycyjny S.A. Porównanie bilansu wejścia i wyjścia prezesa Szlanty jest dla niego tragiczne, a uważał się - jak pamiętamy - za supermistrza EURO-STOCZNI, stąd też w spółkach córkach pojawił się wtedy przedrostek EURO. A propos obsady zarządów tych spółek córek, to sporo tam w zarządach nazwisk ludzi, którzy dyrektorowali w gdyńskiej stoczni równie długo jak... długo stocznia ma kłopoty finansowe. Zbieżność faktów zapewne przypadkowa?

Stoczniowy Fundusz Inwestycyjny S.A. nie miał, wg Sądu Gospodarczego, zdolności upadłościowej, a ma do dzisiaj w kapitale 3 miliony akcji po 10 zł, czyli równe 30 milionów złotych. Czy to nie paradoks, że te 30 milionów złotych nie przeszły na rzecz skarbu państwa jako zwrot tzw. pomocy państwowej, ani nie zostały oddane tym stoczniowcom, którzy na mocy podpisanych umów zostali przez prezesa nabici w przysłowiową butelkę? Za doprowadzenie Stoczni Gdynia do największej tragedii w swej historii panowie SZLANTA ET CONSORTES mają nadal 30 milionów w akcjach stoczni.
Na kogo mają dziś liczyć stoczniowcy? Według mojej oceny nie na tych, co od lat mają się dobrze i zawsze mają sporo do powiedzenia, ale niewiele robią, lecz raczej na nowe twarze, którym "chce się chcieć", którzy nie "obrośli jeszcze w piórka" i chcą osiągnąć sukces. Zwłaszcza na ludzi w PiS, którzy o polskie sprawy starają się walczyć zarówno z liberałami w Unii Europejskiej, jak i z liberałami krajowymi.
Gdybym był stoczniowcem, to głosowałbym na Jarosława Sellina lub na Andrzeja Denisa, szefa klubu radnych PiS w Radzie Miasta Gdyni. To nie są ludzie obiecujący jedynie złote góry w mediach.
Grzegorz Bonk
Kazimierz Smoliński
prezes zarządu Stoczni Gdynia S.A.

Kondycja firmy jest nadal bardzo trudna, ponieważ cały plan restrukturyzacji zakładu był oparty na tym, że w ubiegłym roku miało nastąpić dokapitalizowanie stoczni. Niestety, tak się nie stało. Myślimy oczywiście o prywatyzacji, choć nie jest ona głównym celem. Na siłę stoczni prywatyzować nie będziemy, bo to może grozić rozgrabieniem jej majątku. Prywatyzacja ma doprowadzić do tego, że zakład odzyska pełne zdolności produkcyjne. Mimo tych trudności chciałbym uspokoić naszych pracowników. Oczywiście, mamy małe poślizgi w wypłacaniu wynagrodzeń, ale załoga może być spokojna o przyszłość stoczni. Robimy wszystko, by jak najszybciej wybrnąć z trudnej sytuacji. W tym momencie bardzo ważne jest dla nas wsparcie pomorskich parlamentarzystów. I najlepiej, by byli to posłowie z samorządową przeszłością. Tacy, którzy znają doskonale problemy lokalne i nie zapominają o nich podczas prac na forum parlamentu. Sądzę bowiem, że istnieje naturalna droga z samorządu do wielkiej polityki. W samorządzie zdobywa się zaufanie ludzi i kto się sprawdza, ten powinien iść wyżej. Takim przykładem w Gdyni jest choćby Andrzej Denis. Zaufanie ludzi to jednak bardzo ważna rzecz i dlatego nie można zapominać o sprawach lokalnych. Tymczasem możliwości są naprawdę duże. Jest przecież pomysł klastra morskiego, w którym chcą uczestniczyć m.in. Stocznia Gdynia, Port Gdynia i PKP Cargo. Tą drogą można wydobyć miliony euro z funduszy unijnych. Zresztą, nawet jeśli stocznia zostanie sprywatyzowana, to i tak będzie ona wymagała wsparcia polityków w kontaktach na arenie międzynarodowej. Tak robią choćby Niemcy. Każdy rząd powinien prowadzić narodową politykę stoczniową.
Dariusz Adamski
przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ "Solidarność" Stoczni Gdynia S.A.

Sytuację zakładu oceniam dwojako. Z jednej strony stocznia wychodzi na prostą z problemów w sensie wykonawczym, realizuje statki w terminie i porządkuje portfel zamówień sprzed lat. Problem polega jednak na tym, czy i kiedy uzyskamy rentowność produkcji zaburzoną spadkiem kursu dolara, podwyżką cen stali i udzielanymi z opóźnieniem poręczeniami i gwarancjami? Co jest teraz najbardziej potrzebne stoczni? Kapitał. Proces dokapitalizowania, czy prywatyzacji zakładu ślimaczy się jednak od lat. Są jednak szanse na wyjście z tej sytuacji.

redakcja@prawicapolska.pl
|
 |
BASTION ŚWIĘTEGO JERZEGO
POMORZE
HISTORIA
IDEE
GOSPODARKA
WYWIADY

|