![]() |
|
496181 |
Telewizor: 400 zł, komputer: 1000 zł, poczucie wspólnoty: BEZCENNE Zadziwiające jest to, jak ubogie jest nasze społeczeństwo w zaangażowanych młodych ludzi. W młodych ludzi, którym zależy na czymś więcej niż na osiągnięciu statusu finansowego zapewniającego godziwy byt w polskich warunkach. Przykre jest to, że brakuje "młodych społeczników"' - nastolatków, studentów, którzy robiliby coś dla idei, dla samorealizacji, rozwoju. Od pewnego czasu zauważam zjawisko pogoni za pieniądzem, a to prowadzi bezpośrednio do czegoś, co wraz z moim przyjacielem nazywamy "tumiwisizmem" społecznym i brakiem wrażliwości. Działalność ideowa została wypaczona, co bardzo źle rokuje na przyszłość, zwłaszcza polskiej polityki.
Faktem jest, że nasi politycy nie stawiają na ludzi młodych. Ciągle ta sama ekipa - raz w roli opozycji, raz w koalicji, przewija się przez polski parlament od 1989 roku, tworząc zamkniętą, hermetyczną wręcz grupę. Zdarzają się oczywiście wyjątki, gdzie "za szczególne zasługi" młody działacz przebija się do pierwszego szeregu, jednak pośród kilku tysięcy polityków są to ilości śladowe. Idealną sytuacją byłyby wybory, w których nie wybieralibyśmy "mniejszego zła", a frekwencja wyborcza byłaby równa frekwencji wyborczej podczas ostatnich wyborów we Francji (ponad 80 proc.), natomiast do tego potrzebna jest w polityce nowa jakość. Jakość, którą wnieść mogą tylko ludzie młodzi, wykształceni, perspektywiczni, z pomysłami. Ludzie stawiający na wykształcenie, dobro Polski i jej progresywność. Jest na to szansa, do tego potrzeba nam tylko elementarnego zaufania.
Pomimo "deficytu" młodych aktywistów, istnieje w Gdyni organizacja niezwiązana z żadną frakcją polityczną, lecz działająca na arenie lokalnej i - co najważniejsze - prężnie rozwijająca się. Organizacją tą jest Stowarzyszenie "Młodzi dla Gdyni", które powstało w 2003 roku z inicjatywy kilku osób znudzonych codziennością i mających ochotę silnie przypieczętować obecność młodzieży w tak młodym, przyszłościowym mieście. Początki były trudne. Z małej grupy nic nie znaczących nastolatków z czasem przekształciliśmy się w działaczy. Ta przemiana była długa, fazowa. Każdy z nas musiał dojrzeć, niekiedy zrezygnować z rozrywki, poświęcić się dla dobra ogółu. Ostatecznie się udało. Od kilku już lat stowarzyszenie to jest organizatorem debat w szkołach średnich, mających na celu rozbudzić w młodych ludziach poczucie obywatelskiego obowiązku. Organizujemy prelekcje, na których tłumaczymy, że warto być Polakiem, że warto się z naszym krajem utożsamiać. Wreszcie, z duchem postępu, prowadzimy działalność internetową. Naszym dzieckiem jest portal młodzieżowy E-Gdynia.pl (www.e-gdynia.pl), gdzie młodzi ludzie mogą wyrazić swoje opinie i dzielić się z nami swoimi pomysłami. Regularnie, co roku, rezygnując z przerw świątecznych, bierzemy się ostro do pracy, tworząc największy sztab Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Trójmieście. To przedsięwzięcie pokazuje, że nie trzeba mieć wielkich pieniędzy, by zorganizować coś naprawdę dobrze. Każdy finał, to dla nas ogrom pracy. Szefowie sztabu, mimo młodego wieku, pracują po kilkanaście godzin dziennie, nie sypiając przez kilka dni, by tylko odnieść sukces. Ale nic nie zastąpi nam satysfakcji z widoku, gdy "nasi ludzie" - wolontariusze, uzbrojeni w puszki, biegają po ulicach z uśmiechem na twarzy. To jest dla nas najważniejsze - by rozbudzić w innych młodych ludziach poczucie tego, co my mamy i czym chcemy się dzielić. Poczucie wspólnoty i społeczeństwa obywatelskiego. I żadne pieniądze nie są nam w stanie tego zapewnić. Wspólnota, to coś, czego nie można przeliczyć. Coś wyjątkowego, czego brakuje - szczególnie młodym ludziom - w XXI wieku. Taką mamy misję. I jak na kilkuletnią działalność, jesteśmy z wypełniania tej misji niezwykle dumni. Patryk Felmet Autor jest wiceprezesem Stowarzyszenia Młodzi dla Gdyni, szefem sztabu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, studentem Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu.
|
|||